Rozdział 11 ....

Dziś będzie trochę nietypowy rozdział, ale to ze wzgledu na to by można było zrozumieć dalszą akcję.
Jestem ciekawa ile tak naprawdę z tych osób tu jest ze mną od początku , a ile liczy tylko na zyski z dodawania komentarzy ....
No nic do następnego rozdziału potrzeba 10 komentarzy.
Do dzieła.
__________________________________________




Miejsce które wybrał na spotkanie było ciemne i oddalone od cywilizacji o dobre parę mil. Magazyny wyglądały na opuszczone od wielu lat. Wiatr szalał między wybitymi oknami dodając miejscu strachu i grozy. Wszystko po to by w razie jakichkolwiek problemów można było bez świadków zamaskować ślady masakry.  Heath zerknął na niebo. Zaraz miało świtać, a Lucas’a nigdzie nie było widać. Nie wiedział czy się tym martwić czy odetchnąć z ulgą. Sytuacja była trudna, ale nie bez wyjścia. Byle tylko Anie znalazła jakiś dobry sposób. Wytężył słuch. Nic, ani śladu obecności czyjejkolwiek. Westchnął.
Minęło jeszcze kilka minut nim usłyszał kroki na piachu. Odwrócił się gwałtownie w tamtą stronę. Ku niemu szedł wysoki mężczyzna o blond włosach, a za nim kilku jego kompanów. Byli dobrze zbudowani.
- Lucas – szepnął Heath wpatrując się w dawnego przyjaciela.
- Miło cię widzieć – powiedział wyciągając do niego dłoń. Heath tylko popatrzył nań obojętnie nieodwzajemniając uścisku. – jak już chcesz. – cofnął rękę wzruszając ramionami. – Więc co u ciebie stary przyjacielu?
- Już od dawna nie jestem twoim przyjacielem, Lucas’ie. Nie po tym co uczyniłeś i teraz zamierzasz.
- Och czyli jesteś na mnie zły, że ja będę u władzy. Spokojnie. Ze względu na stare dobre czasy zostaniesz przygarnięty do elity. Będziesz dla mnie prał, gotował. Czy takie rozwiązanie jest dla ciebie satysfakcjonujące? – zapytał z błyskiem w oku, a jego druhowie wybuchli śmiechem. Bawił się. Aż trudno uwierzyć, że dawniej był nieszkodliwym ciamajdą.
- Dość. – uciął Heath. – przejdźmy do rzeczy.
- Eh… jesteś drętwy skoro nie znasz się na moich żartach. A już myślałem, że wspólnie powspominamy czasy kiedy byłeś bardziej towarzysko nastawiony.
- Nie ma czego wspominać. Co było nie wróci, lepiej żyć teraźniejszością.
- Rozumiem, lepiej przekreślić to co kiedyś było piękne typu przyjaźń czy miłość? – ostatnie słowo wypowiedział z naciskiem.
Heath’owi aż zrobiło się czarno przed oczami. Od lat nie wracał do tamtych wydarzeń. Do Lucas’a czy Katie. Katie. To słowo zawisło w jego piersi niczym kamień. Tak bardzo ją kochał, a ona odeszła. Nie zdążył jej uratować. To przez nią się zmienił, dzięki niej odszedł od złej strony, a teraz wszystko wróciło.
- Czego chcesz?! – wrzasnął Heath czując narastającą złość.
- Nie tak ostro. – odciął się. – no dobrze skoro chcesz możemy to załatwić od razu. Więc czego chcę? – zastanowił się pocierając brodę. Specjalnie przedłużał. Lubił patrzeć na niepewność przeciwników. – chcę tej waszej małej wampirzycy. Chcę dzięki niej stać się potężny. – mówił głosem niczym wariat z oddziału psychiatrycznego.
- Chyba sobie kpisz, że dostaniesz dziewczynę!
- Po pierwsze z nikogo nigdy sobie nie kpię, a po drugie dlaczego nie? To będzie twoja przyszłościowa inwestycja. Oddasz mi ją, ja stworzę nowy gatunek, a my będziemy znów przyjaciółmi. Widzisz same plusy. – uśmiechnął się szyderczo.
- Nigdy. Prędzej umrę niż pozwolę byś ją skrzywdził i byś panował światem.
- Skoro tak sam ją sobie wezmę. Nie potrzebuje twojego błogosławieństwa. Zawsze dostaję to czego chcę, zapamiętaj. Do zobaczenia. - wziął rozbieg i zmienił się w jastrzębia i poszybował w odchodzącą noc.
Heath został sam. Analizował wszystko czego się dowiedział. Jednak jedyne co nasuwało mu się do głowy to, to że nie długo będą walczyć. Wyciągnął telefon i wybrał numer.
- Dejdar? Tak, tak już po wszystkim. Sprawdź co u Suri. martwię się.
Czytaj dalej

Rozdział 1O ...

A więc 1O już rozdział! 
Oceńcie sami to dzieło napisane przed paroma sekundami :D
Kolejny rozdział za 15 komentarzy :D
Miłego czytania Wampiroholicy ! <3
Zachęcam Was do oddawania głosów w sondzie w prawej części strony, a także opiniowania rozdziału pod każdym postem!
______________________________



Od pamiętnego dnia minęło już dwa tygodnie, a oni nie odpuszczali jej ani na krok. Było to nużące, jednak wiedziała, że tak potrzeba. Bali się o nią i było to uzasadnione. Wiele dni zajęło Dejdar’owi zebranie informacji o dawnej przyjaciółce. Była czarownicą, a wszystkie magiczne moce były im niezbędne nie tylko do ochrony, ale także do walki. Musieli mieć zabezpieczenie.
Gdy mężczyźni zajmowali się sprawami bezpieczeństwa, Suri przeglądała wystawę w sklepie z antykami. Coś w nich wydawało się spokojnego, a zarazem mrocznego. Niepewnie podeszła do czarownicy, a wszyscy patrzyli na nią z niepokojem.
- Co to jest? – spytała Anie pokazując jej niewielki kamyczek.
- O – zaśmiała się melodyjnie jakby odetchnęła z ulgą – to czarny turmalin. Chroni przed psychicznymi atakami. Weź go. – zacisnęła kościstą dłoń na dłoni Suri. – będzie cie chronił.
Dziewczyna poczuła lekkie łaskotanie w brzuchu. Magiczna moc bijąca od kamienia działała na nią uspakajająco. Posłała wszystkim szczery uśmiech po czym oddaliła się. Dzięki wyostrzonemu słuchowi wiedziała o czym rozmawiają – o niej.
Nie chciała być wścibska, ale mimowolnie dochodziły do niej słowa.
- To się nie uda – mówiła Anie z takim przekonaniem, że Suri włoski zjeżyły się na karku. „No to po nas” pomyślała – nie mamy wystarczających środków by walczyć, a moja obrona na nie wiele się zda. Potrzebujemy nie tylko magii, ale też siły fizycznej.
- O to się nie martw – przerwał jej Heath. – kilku starych przyjaciół obiecało pomoc. Może to nie wiele, ale musimy spróbować. Nie mogą dojść do władzy. Nie póki ja żyję.
- W takim wypadku to długo nie pożyjesz – westchnęła czarownica opadając na wysoki fotel. – To nie jest coś co można od tak zniszczyć. Lucas jest silny i nadal w nią obrasta. Ma wielu sprzymierzeńców. Każdy chce władzy,  Heath , taka jest prawda.
Była już starszą kobietą, ale widać w niej było siłę życia. Jej czarne włosy pokrywały gdzie niegdzie siwe odcienie co odzwierciedlało wiek Anie. Czarownice żyły dłużej niż przeciętni ludzie, a moc czerpały z naturalnego środowiska. Fascynowało to każdego kto choć raz spotkał się z tymi istotami.
- Dobrze już dobrze. – powiedziała zrezygnowana – pomogę wam!
- Anie jesteś aniołem! – wykrzyknął Heath ściskając dłonie staruszki.
- Och nie mój drogi jestem czarownicą, a moją misją jest pomoc dobrym dzieciom nocy. – puściła do niego uwodzicielskie oczko, a on speszony spuścił głowę w dół.
Suri zastanowiła się czy gdyby kobieta nie była młodsza to Heath zdołałby się jej oprzeć. Zaśmiała się na samą myśl, że tych dwoje mogło by coś łączyć. Postanowiła zapytać Dejdar’a na osobności o to co jest między dwojgiem starych znajomych. Ciekawość potęgowało rozbawienie w oczach Dejdar’a.
- Czego będziemy potrzebować? – zapytała Suri bawiąc się swoim zdobycznym kamykiem.
Nie podeszła do nich. Z tego miejsca miała cudowny widok na cały sklep. Był niezwykły jak jego właścicielka.
- O to się nie martw. Za kilka dni zawitam do was ze wszystkim co będzie nam niezbędne, a tym czasem zmykajcie. Muszę zastanowić się co i jak. – uśmiechnęła się do nich niczym małe dziecko wydające polecenia rodzicom.
Czytaj dalej

Rozdział 9 ...

Długo trzeba było czekać na ten rozdział, ale tak bywa.
Dziękuje, że bierzecie udział w sondzie z prawej strony.
Dziękuje za 5 a także za 3 choć przyznam szczerze, że miło by było gdyby ktoś uzasadnił swoją opinię. Taka mała dygresja  na przyszłość. Mam nadzieję, że rozdział spodoba się Wam i nie zmienicie zdania o moim blogu. 
Rozdział 10 za 6 komentarzy... do roboty ! 
Miłego wieczoru
____________________________________



Zakręciło jej się w głowie. Czuła żółć na języku, a przyglądanie się twarzą mężczyzn było nie do wytrzymania. Nic nie mogła z nich wyczytać. Cisza jaka zapadła mogłaby być krojona nożem, a i tak by to nic nie dało.
- Dlaczego? Dlaczego to właśnie mnie szukają. Co to wszystko ma znaczyć i jaki to ma związek ze mną? – zapytała bardziej chwiejnym głosem niż chciała by to zabrzmiało.
Towarzysze Suri wymienili porozumiewawcze spojrzenia lecz to właśnie Heath przemówił.
- Widzisz. U początku swojego panowania Lucas znalazł kobietę, która znała tajemnicę. Tajemnicę jak przemieniać ludzi w wampiry tak by trwało to stosunkowo krótko i by nowo powstałe istoty mogły szybciej wykształcić te cechy które innym zajmowały kilka miesięcy. Lucas i jego mentor Jack byli przygotowani na to świetnie i gdy już wszystko miało się wydarzyć kobieta umarła zabierając sekret do grobu. Tak im się w tedy wydawało. Nie wiedzieli, ze kobieta podzieliła się tym z córką. – urwał stając przy oknie. Patrzył w dal jakby to pomagało mu przenieść się w tamte czasy. Zaczął – istnieje coś takiego jak zaklęcie, które pozwala zmieszać krew z składnikami które tylko twoja prababka znała. Przekazała te klątwę lub dar jak kto woli na trzecie pokolenie. Wiem, że to dla ciebie ciężka sprawa, ale właśnie trzecim pokoleniem jesteś ty. Twoja matka umarła po to by ten dar mógł w tobie ożyć. To on ją zabił, Suri. – szepnął ostatnie zdanie.
Nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. To było jak cios. Jej ukochana rodzina umarła po to by jakiś wampir mógł tworzyć własną wizję świata.
- Poczekaj, poczekaj to brzmi niczym z jakiejś komedii sensacyjnej. – pokręciła przecząco głową, śmiejąc się nerwowo.
- Nie chcę cię martwić, ale to jest sama prawda. Jesteś bardziej silna niż inne wampiry i możesz dłużej wytrzymać w rządzy krwi. To nie jest cecha jaką każdy że tak to ujmę starych wampirów to ma. – dopiero teraz się odwrócił i spojrzał na nią z troską.
– Nie dopuścimy do tego by coś ci się stało. – Dejdar uśmiechnął się połową twarzy i w każdych innych okolicznościach Suri rozmarzyła by się, ale nie dziś.
Dziś był zupełnie zły dzień na takie gesty. Westchnęła w głębi duszy czując się z tym źle.
- Jak? Jest nas trójka, a ich? Co najmniej drugie tyle. Nie damy sobie rady! Zwyczajnie już jesteśmy trupami czy tego chcemy czy nie! – wrzasnęła na całe gardło.
Znów zachowała się nie tak jak zamierzała. Nie chciała być nie grzeczna. Troszczyli się o nią i chcieli dla niej dobrze. Jednak bała się. Nie chciała umierać. Jeszcze nie teraz. Przeczesała ręką włosy wstając od stołu.
- Panowie wybaczą muszę się z tym oswoić. – wybiegła z kuchni nie bacząc na wołania za nią.
Zamknęła się w swoim pokoju. Nigdy nie była zbyt rozchwytywaną osobą. Wolała swoje zacisze i przyjaciół. Dlaczego teraz wszystko się zaczęło komplikować?  Wiele pytań nie znajdywało odpowiedzi. Czy gdyby nie jej babka stała by się wampirem? Czy poznała by Dejdar’a i … ? I właśnie co? Zakochała by się? Właśnie to słowo spoczęło na niej sercu niczym głaz. Wszystko się komplikowało, a najbardziej jej życie.

Czytaj dalej