18:06

Rozdział 23 ....



Rozdział może trochę dziwny ale kto wie może komuś się spodoba ?  



Suri
Coraz bardziej denerwowała ją ta sytuacja. Nie wiedziała co to oznacza i nie miała nikogo kto by ją zrozumiał. Lucas liczył tylko i wyłącznie na to by mieć z niej korzyści. Jakby była rzeczą, którą można się pobawić i oddać. Była głupią ufając mu. Dejdar. O tak musiała porozmawiać z nim. Tylko jak? Powoli szła korytarzem rozglądając się. Wszystko wydawało się jej takie samo. Nie rozumiała jak można chcieć mieszkać w takim pustym domu. Odwróciła się gwałtownie czując zapach inny od swojego. Rozpoznała go jednak po dłuższym zastanowieniu się.
- Ethan.  – szepnęła. – wyłaź gdziekolwiek jesteś! – warknęła.
Mężczyzna dotknął jej ramienia. Suri zacisnąwszy ręce w pięści odwróciła się. Nie chciała dać po sobie poznać, że lekko ją przeraził.
- A dziewczynka dokąd się wybiera? – zapytał z szyderczym uśmiechem.
- Poszukuję biblioteki. – odparła. Kłamstwa przychodziły jej już znacznie lepiej, a i nie czuła się z tego powodu źle. Bo niby dlaczego przecież to oni są winni temu jak bardzo się zmieniła.  – pokażesz mi ją? – zapytała słodkim głosem.
- Pokazał bym ci wiele ciekawsze rzeczy, ale skoro chcesz bibliotekę proszę bardzo. – ruszył przodem.
- Jakie ciekawsze rzeczy ? – dopytywała się jak małe dziecko. Sprawiało jej przyjemność igranie z nimi. Nie bała się go. Co mógł jej zrobić? Nic gdyż był na łasce i niełasce Lucas’a, a to zobowiązywało.
Nagle przystanął opierając ją o drzwi. Zbliżył usta do jej ucha delikatnie je muskając.
- Na pewno chcesz wiedzieć? – zapytał melodyjnym głosem.
Jej oczy zrobiły się duże. Nie chciała od nowa tego samego przechodzić. Bynajmniej nie z tym potworem. Był bardziej zboczony niż miły. Odepchnęła go z dużą pewnością.
- Nie jednak nie zboczony chłopcze. To tutaj ? – gdy skinął głową nacisnęła klamkę i trzymając drzwi przyjrzała mu się. – nie jesteś w moim typie drogi Ethanie. – zaśmiała się wesoło i zamknęła za sobą drzwi.
Słyszała głośne walnięcie. Z pewnością Ethan i jego pięść dawali upust rządzy.
Biblioteka była duża, a książki sięgały od podłogi do samego sufitu. Były stare, ale kilka z nich miało nowe okładki. Nie wiedziała czego ma szukać. Przecież nie tu chciała się znaleźć. Wspięła się na drabinkę doczepioną do półek i przyglądnęła się książką. Wyciągnęła jedną z nich i zeszła z drabiny. „Jak pokonać zło” głosił tytuł. Już gorzej być nie może – mruknęła sama do siebie i odnalazłszy kanapę usiała na niej. Otworzyła książkę i zaczęła czytać. Teraz wszystko zaczynało do siebie pasować.

10:57

Rozdział 22 ...

Kolejny rozdział.
Nie pisze za ile następny bo teraz to już ode mnie zależy. 
Szkoda , że coraz mniej komentarzy.
Pozdrawiam. 
___________________



Noc była bezwietrzna, ale dla starego wampira to nie był problem. Bez trudu mógł znaleźć „ochotnika” , z którego mógł się napić. Nie czuł nic. Ani złości, ani rozczarowania. Nic. Stał się obojętny na świat. Martwił się o Suri i dla niej byłby w stanie zrobić wszystko. Jednak w pojedynkę ciężko będzie sprostać pierwotnemu i jego kompanom. Gdyby nie ten cholerny Mark! Wściekłość ogarnęła go do żywego. Jeden wampir, a tyle potrafi namieszać i napsuć krwi człowiekowi. Zemści się. Zemści za Katie i za Suri. Nikt nie będzie bezkarny. Ulice były prawie puste. Tu i ówdzie para wracała z klubu, gdzie indziej kobiety lekkich obyczajów czekały na swoich klientów. Zatrzymał się. A może by tak się zabawić? , mruknął uśmiechając się pod nosem. Lekkim krokiem podszedł do dziewczyny.

- Witaj – powiedział twardym głosem wpatrując się w ciemne oczy dziewczyny. – pozwolisz, że zabiorę cię ze sobą.

Mógł to zrobić bez hipnozy. W końcu nadal był pociągającym młodzieńcem. Lecz hipnoza zawsze sprawiała mu dużo frajdy, z której nigdy nie wyrósł. Dziewczyna bez oporu udała się za nim. Prowadził ją w ciemny zaułek. Tam nie obawiał się nikogo. Nikt o takiej porze nie zapuszcza się w ciemne miejsca. Skąpe odzienie blondynki odsłaniało więcej niż zakrywało. Powoli odgarnął włosy z jej szyi palcem szukając tętnicy.

- A teraz spokojnie dziewczynko to nic strasznego cię nie spotka. – mruknął. Dziewczyna poruszyła się. Była spięta. Patrzył z zamiłowaniem w szyję, a oczy zaczęły okalać zmarszczki.

- Zostaw mnie! – wrzasnęła próbując się uwolnić od niego. Nie pamiętała jak się tu znalazła, ale coraz mniej się jej to podobało.

- Powiedziałem już żebyś się uspokoiła dziecinko.  – warknął.

- Nie mów tak do mnie!

- To jak mam mówić? Kobietka lekkich obyczajów? – zaśmiał się gorzko. Była w takim położeniu, że nie mogła uciec. Jednak nic nie powstrzymało jej przed wymierzeniem mu siarczystego policzka. Głowa poleciała mu w bok lecz mimo to nie poczuł uderzenia. To w zupełności wystarczyło by rozwścieczyć go na dobre. Kły wydłużyły się.

- Nie będziesz się opierać. Oddasz się bez walki i będzie ci dobrze jak nigdy. – znów wpatrywał się w jej oczy.

Nachylił się rozcinając jej skórę i zaczął pić. Gorąca krew uderzyła w jego kubki smakowe. Ogarniała go euforia. Chciał więcej i więcej. Swobodnie przeczesywał zakamarki pamięci dziewczyny. W końcu nabrała imienia. Sonia. Ładnie, lecz niedostatecznie. Ciężkie dzieciństwo, samotność, brak środków do życia. Poczuł jak Sonia słabnie. Przycisnął ją mocno do siebie. Ostatnia nić życia wypaliła się w niej. Naciął swój nadgarstek i przystawił do jej ust. Po kilku chwilach ułożył bezwładne ciało na ziemi.

- To co teraz otrzymałaś będzie dużo gorsze od twojego poprzedniego życia, dziecinko. – zaśmiał się bez krzty współczucia. Nie miał go. Widział znacznie więcej zła, a ta kilkunastoletnia dziewczyna nie obchodziła go ani trochę. Pospiesznie oddalił się.



***



Gdy dotarł do domu już świtało. Salon wyglądał jak pobojowisko, a martwe ciało leżało zsunięte z kanapy. I znów musi sam wszystko ogarnąć. Ale czy też nie sam narobił tego bałaganu? Przerzucił sobie ciało przez ramię i udał się do piwnicy. Ułożył równiutko i skropił benzyną odpalając zapałkę.

- Zachowujesz się jak psychopata – odezwał się damski głos tuż za nim. Podskoczył. Jak mógł nie usłyszeć kroków? Odwrócił się natrafiając na surowe spojrzenie Anie.

- To ty. – odparł z ulgą patrząc na kobietę.

- Niestety tylko ja, ale za to mam dobre wieści. – uśmiechnęła się patrząc na ciało w płomieniach – że też jeszcze ten dom stoi w całości, gdy ty go użytkujesz – zaśmiała się wyraźnie już rozluźniona. Nigdy nie potrafiła długo się na niego gniewać i tym razem nie zamierzała. Ruszyli na górę.

- A więc co to za dobre wieści? – odezwał się gdy siedzieli już w kuchni sącząc lemoniadę. Jemu nie robiło to różnicy i tak nie czuł smaku. Jednak dla Anie zawsze we wszystkim robił wyjątek.

- Wiem gdzie jest Suri i mam plan jaką ją stamtąd wyciągnąć. Wstępne plany już są opracowane, a grupy zrzeszone go tego czekają na sygnał. Musisz jednak się ogarnąć bo twoje nastawienie może wszystko popsuć.
Patrzył na nią szeroko otwartymi oczyma. Wreszcie coś. Wreszcie uda im się uratować te biedną istotkę. Teraz wszystko zależy od niego.
Copyright © 2016 Z miłości do książek , Blogger