18:46

Rozdział 17 ...

Witajcie!
Już końcówka Świąt , a z racji , że mam już 10 komentarzy postanowiłam opublikować kolejną część.
Dziękuje wszystkim za czynny udział w komentowaniu i dodawaniu motywacji do dalszego pisania bo to różnie bywa.
Jesteście cudowni !
Kolejny rozdział za 1o komentarzy.
Pozdrawiam. 
________________________________________



Heath wracał właśnie ze spotkania z Lucas’em miał dziwne przeczucie jednak zignorował go. Co mogło się stać? Przecież Suri była pod dobrą opieką, a Lucas był większość czasu z nim. Wszedł do domu po wysokich stopniach schodów. Zapach który uderzył go w nos tuż po otwarciu drzwi nasilił panikę.
- Halo! Dejdar? Suri? – rozglądnął się po holu. Dom wyglądał jakby przeszedł przez niego huragan. – Co u diabła?! – podniósł głos próbując opanować drżenie dłoni. Nidy tak się  nie czuł, ale i sytuacja była inna.
Obszedł cały dom, lecz nigdzie nie znalazł śladów towarzyszy. Coś musiało się stać – pomyślał wchodząc do brudnego salonu. Ściągnął kartkę przyczepioną do ekranu telewizora.
Uważaj na siebie. Licho nie śpi. Możesz być kolejny, więc radzę współpracować. Ot taka mała ‘przyjacielska’ rada.
D.”
Co to wszystko miało znaczyć? Zmiął kartkę ciskając nią przed siebie. Wyciągnąwszy telefon wybrał numer Dejdar’a.
- No odbierz ten cholerny telefon  - warknął do słuchawki po czwartym już sygnale. Zaraz ich rozłączy, ale jeśli trzeba będzie, zadzwoni i nawet setki razy. Tu chodziło o Suri! Nie mógł pozwolić by coś jej się stało. Nie chciał by użyli jej jako lodówki z krwią by tworzyć w mgnieniu oka wampiry. Chciał ją chronić przed wszystkimi. Uwielbiał ją w każdy sposób.
- Tak kuzynku? – odparł melodyjny głos w słuchawce. Za nic nie przypominał głosu Dejdar’a. Był ostrzejszy i bardziej władczy.
- Nie wygłupiaj się. Gdzie jesteście i najważniejsze co się stało?
- Wyjechałem na hm…. wakacje, a Suri? cóż dziewczyna ma się chyba dobrze tam gdzie trafiła. Swoją drogą jesteś bardzo naiwny i to niestety wada.
- Jak to chyba i jak to tam gdzie trafiła?! Coś ty narobił?!
- Ja? Nic. To ty zostawiłeś cenny skarb pod opieką cóż jestem odpowiednią osobą, ale nie dla was. Więc nie miej do mnie pretensji. A tak poza tym to zdjęcia naszej dziewczyny mógłbyś już dawno wyrzucić. Trzymaj się kuzynku.
- Mark. – odparł czując jak ciężar w jego piersi się powiększa. Jak mógł nie rozpoznać mężczyzny z którym się wychował, który go oszukał i zniszczył to co kochał.
To nie możliwe by to był on, ale czy na pewno? Nie ociągając się ani chwili dłużej wsiadł do samochodu i pojechał do sklepu Anie.
- Och mój drogi. Właśnie się do ciebie wybierałam. – kobieta rozejrzała się szukając wzrokiem Suri. – czy coś się stało? – spytała odkładając na stolik słoik pełen zielonej mazi.
- Tak! Dejdar w cale nie jest Dejdar’em, Suri jest nie wiadomo gdzie i obawiam się, że mamy coraz mniej czasu, więc jeśli wiesz coś co by nam mogło pomóc to mów, Anie mów bo to się staje nie do zniesienia! – wykrzyczał z siebie jednym tchem opadając na fotel. – Jak mogłem być tak głupi i zaufać mężczyźnie którego nie widziałem prawie sto lat. Czas na nas działa i myślałem, że Dejdar właśnie tak się zmienił.
- To nie możliwe! Nic nie wyczułam. Żadnej złej auty, nic! Wszystkich nas oszukał. Wiesz coś więcej?
- O nim? Trzymaj się mocno. To Mark! – wsunął ręce we włosy ciągnąc je niemiłosiernie we wszystkie strony.
- To dodatkowe cierpienie dla ciebie. Ale nie myśl teraz o nim. Trzeba skupić się na ratowaniu dziewczyny. Masz jakieś jej rzeczy?
- Mam jedynie zdjęcie. – wyciągnął z portfela zdjęcie które przedstawiało jego i Suri tuż po jej przemianie. Uparła się w tedy by mieć pamiątkę z pierwszego „wampirzego” dnia.
- Przesłodka. – westchnęła ciężko Anie rozstawiając w kręgu cztery świece oraz księgę swoich zaklęć.
Wiedział, że nienależny jej przeszkadzać. Ułożył więc zdjęcie obok księgi i wycofał się na zaplecze oglądając wystawę.
Zadręczał się myślami. Mógł uchronić Suri, gdyby wiedział. Ale nie wiedział! I to go najbardziej denerwowało.  Czuł się winny mimo, iż nie powinien.
- Chyba wiem gdzie ona jest. – Oznajmiła Anie wychodząc pół godziny później ze swojego osobnego pokoju.

18:57

Rozdział 16 ...

Kolejna część za 10 komentarzy. 
Może ten rozdział przypadnie wam do gustu kto wie.
A i na przyszłość głosy z ankiety po prawej stronie proszę w jakiś sposób uzasadnić. 
Dziękuje.
_____________________________



Obejrzała się za siebie i z mocno bijącym sercem weszła do środka. Nogi ledwo prowadziły ją na przód, a oczy zdążyły przyzwyczaić się do półmroku. Rozejrzała się. Gabinet był nie duży, ale przytulny. Bordowe ściany i drewniana podłoga nadawała miejscu uroczystego charakteru. Pod wielkim oknem stało duże biurko, a na około było pełno półek na książki. Przechadzała się po całym pokoju podziwiając jego piękno, a zarazem szukając jakiejkolwiek wskazówki. Nie było tu nic co by jej mogło pomóc. Dotykała wszystkiego jak widziała na filmach. Jednak to były tylko filmy na samą myśl zaśmiała się cicho.
- Ekhem… a panienka to pomyliła pokoje? – wyrwał ją z zadumy gruby głos.
Podskoczyła odwracając się gwałtownie. Stała twarzą w twarz ze starszym mężczyzną. Nie widziała go tu wcześniej, ale podejrzewała, że gabinet w jakimś stopniu może być jego.
- Bo ja… - przeczesała swoje włosy starając się wymyślić jakąś historyjkę – ja jestem tu od niedawna i nie bardzo jeszcze znam te wszystkie zakamarki domu…
- Milcz! – przerwał jej władczym tonem – nie obchodzi mnie co ty sobie wyobrażasz bardziej obchodzi mnie to gdzie wchodzisz! Następnym razem zapytaj kogoś zanim wejdziesz do cudzego pokoju bo pożałujesz. – syknął. – A teraz udaj się do swojego pokoju. – wskazał ręką drzwi.
- Przepraszam. – spuściła pokornie głowę zastanawiając się za co go w ogóle przeprasza. Przecież nie zrobiła nic złego. Ruszyła w kierunku drzwi jednocześnie rozmyślając kim ten mężczyzna jest. Przystanęła by otworzyć klamkę, gdy nagle usłyszała świst wystrzeliwanej strzały. Odwróciła się gwałtownie, ale było już za późno. Drewniana strzała utkwiła w jej piersi, a wszystko zalała ciemność.

***

Otworzyła szeroko oczy łapiąc łapczywie powietrze.
- Ty żyjesz! Myślałem, że już po tobie. Byłaś prawie martwa, gdy cie tu przynieśli. Ale żyjesz!  Jakie to szczęście! – prawie krzyczał przytulając ją do siebie.
Zdezorientowana próbowała wyswobodzić się z uścisku, ale poszło to na marne.
- Udusisz mnie – szepnęła dysząc ciężko.
- Wybacz! Nic ci nie jest? Wszystko w porządku? Teraz nie będę tu sam! Znalazłaś mnie!
- Chwila, chwila nie znalazłam cię bo tyle co pamiętam to jakiś stary dziadek prawie mnie nie zastrzelił i w ogóle kim ty jesteś?! – patrzyła na niego podejrzliwie.
- Och wybacz. Jestem Dejdar. Dejdar Fonsi. – wyciągnął do niej rękę. I to ja próbowałem cię wezwać. Wypuściłem macki mocy i szukałem dobrej auty i oto znalazłem ciebie. Nigdy nie widziałem tak pięknej i czystej aury. A kim ty jesteś? – patrzył na nią uśmiechając się.
Suri zatrzymała się przy imieniu i nazwisku. Reszta jego wypowiedzi jakby nie istniała. Jak to możliwe. Nie miała czasu przyglądać się jego twarzy, ale była zupełnie inna od jej partnera, jak to wcześniej ujął Heath.
- To nie możliwe! Jesteś kłamcą! Dlaczego podajesz się za kogoś kim nie jesteś! – odsunęła się od niego jak poparzona.
- Nie kłamię. Spędziłem w tym więzieniu dobre kilka miesięcy. Nie wiem co oni ci naopowiadali, ale ja jestem tym prawdziwym. Jestem Dejdar’em.

19:59

Rozdział 15 ...

Więc kolejna część nieco krótsza niż wszystkie wcześniejsze, ale myślę , ze równie fajna :D
Następny rozdział za 6 komentarzy

_________________________



Obudził ją przerażający krzyk. Usiadła na łóżku rozglądając się dookoła. Nie wiedziała skąd dochodził i przez chwilę zastanawiała się czy to aby nie jej wyobraźnia płata figle. Zaczęła oddychać głębiej by pozbyć się nieprzyjemnego uczucia, gdy krzyk się nasilił. Dochodził z oddali jednak jej słuch był na tyle wyostrzony, że usłyszała by go z bardzo daleka. Nie wiele myśląc wsunęła stopy w kapcie i otworzyła drzwi na korytarz. Nikogo nie było, więc wymknęła się cicho. Była w połowie drogi w dół schodów, gdy usłyszała przyciszone głosy.
- Och mój drogi wiem, że nie jest tak jak planowaliśmy, ale jestem pewien, że jesteśmy na dobrej drodze do osiągnięcia celu.
Nie widziała rozmówców, ale czuła, że jednym z nich był Lucas. Serce podeszło jej do gardła na samą myśl o tym co mógłby jej zrobić. Modliła się by osoby oddaliły się od miejsca jej kryjówki – ciasnego schowka na narzędzia.
- Obyś miał rację bo dłużej czekać już nie możemy. Wszystko jest prawie przygotowane tylko na najważniejszą część czekamy. Nie myśl sobie, że wszystko się kręci wokół ciebie. – odparł lodowatym tonem drugi mężczyzna.
W miarę jak głosy się oddalały Suri opuściła bezpieczne miejsce i ruszyła dalej nasłuchując niepokojących odgłosów. Dom był ogromny i wiele mogło się w nim czaić tajemnic. Nie wiedziała dokąd iść. Usiadła zrezygnowana na stopniu. Czuła, że jej koniec jest bliski i obawiała się, że nikt nie przyjdzie jej na ratunek.
- Pomocy – odezwał się głos w jej głowie. Przerażona aż podskoczyła.
W prawdzie Heath mówił jej o myślach przesyłanych telepatycznie, ale nigdy tego nie próbowali. Było to zbyt ryzykowne dla młodego wampira, który nie umiał kontrolować swoich myśli. Mogły wpaść w niepowołane ręce, a tego pragnęli uniknąć.
- Kim… kim jesteś i jak mam ci pomóc? – zadała to pytanie w myślach nieco oszołomiona. Zabrzmiało to głupio, ale cała sytuacja była dość nie typowa.
- Wydaje mi się, że jestem gdzieś na terenie domu. Ja … - nie skończył. Połączenie telepatyczne zostało w momencie przerwane.
Zaskoczyło ją to i z przerażeniem rozejrzała się. Była sama. Ruszyła w kierunku z którego słyszała zbliżających się wcześniej mężczyzn. Jednak nie natrafiła na nic konkretnego. Przeszła przez salę, w której jeszcze nie dawno znajdowało się wielu gości i natrafiła na oddzielny gabinet. Serce zabiło jej mocniej, gdy naciskała klamkę. Bała się, jednak podniecenie tym co może tam zastać wzięło górę. Powoli uchyliła drzwi.
Copyright © 2016 Z miłości do książek , Blogger