Wróć za mną - A. Meredith Walters

Uderzenie w twarde dno było łatwe. Natomiast wyczołganie się z powrotem na powierzchnię okazało się prawie niemożliwe.

Tytuł: Wróć za mną (Tom 2)
Seria: Twisted Love
Autor: A. Meredith Walters
Bohater /Bohaterka: Maxx/ Aubrey
Narracja: PierwszoosobowaGatunek: Literatura obyczajowa i romans
Liczba stron: 412
Liczba rozdziałów: 38
Wydawnictwo: YA! 
Książka bierze udział w wyzwaniu: 34/52, ABC Czytania

  Aubrey Duncan zawiodła się na miłości. Co powinna teraz zrobić? Posłuchać serca, które ją zdradziło, czy serca, które podpowiada jej by po prostu odpuścić? Uzależnienie prawie pokonało i zniszczyło Maxxa Demelo. Zrujnowało jego życie i jedyną rzecz, na której naprawdę mu zależało – związek z ukochaną dziewczyną. Pragnął zasłużyć na związek z Aubrey Duncan, nawet jeśli musiałby podjąć się niemożliwego. Dlatego zgłosił się na odwyk. Aubrey straciła wszystko ponieważ poszła za głosem serca. Obiecała, że tym razem będzie myśleć przede wszystkim o sobie, zadba o siebie z dala od Maxxa i jego demonów. Lecz gdy tylko zacznie działać, Maxx skończy odwyk i pojawi się w życiu Aubrey, chcąc jej udowodnić, jak bardzo siebie potrzebują. Chaos wedrze się w ich życie ze zdwojoną siłą. Nieważne jak bardzo złamane – serce nie daje o sobie zapomnieć…
(Opis z Lubimy Czytać)
Urojenia stały się moim nowym najlepszym przyjacielem.

    Autorka posługuje się jasnym i lekkim stylem, który spodobał mi się już w pierwszym tomie i pozostał niezmienny. Mamy tutaj trochę  wulgaryzmów, ale nie przeszkadza to w czytaniu. Ciężkich słów nie znajdziemy przez co czyta się szybko i łatwo, bo ukochanych przypisów też nie ma! 
    Akcja toczy nam się z punktu widzenia Audrey, która stara się być silna i próbuje poskładać swoje życie od nowa, oraz Maxa, który po przedawkowaniu próbuje wyjść na prostą. Wszystko dzieje się w swoim tempie nie za szybko, ani nie za wolno. Historie czytamy z zapartym tchem śledząc losy tej dwójki niegdyś sobie bliskich osób. 
    Bohaterowie zmieniają nam się. Dorastają. Podejmują nowe, może lepsze decyzję. Starają się naprawić to co zepsuli.
   Aubrey mimo iż kocha Maxxa wie, że ten związek nie przyniesie jej nic dobrego. Już straciła miejsce w prowadzeniu grupy, a jej serce jest złamane. Niestety, gdy na horyzoncie pojawia się     Maxx nic nie może być już takie pewne. Dziewczyna walczy ze swoimi demonami i na prawdę było mi jej szkoda, ale widać że dawała sobie radę tak jak potrafiła. Imponowała mi i lubię ją bo dobra z niej kobitka. 
Maxx trochę pogubił się w życiu po stracie najbliższych i uciekł w narkotyki. Po odwyku miał chwilę słabości, ale radził sobie na prawdę dobrze. Starał się naprawić relacje z Aubrey, ale i z bratem, który po owych wydarzeniach odsunął się od niego. Było mi go mega żal. Bo dobry chłopak, który za szybko dorosł i nie radził sobie w życiu. 
   Błędów w druku nie znalazłam. Wszystko czytelne i dobrze rozmieszczone. Książka zawiera rozdziały co jest dla mnie ważne no i na żółtych kartkach co też uwielbiam. Okładka jak i pierwszej części jest piękna. Dziewczyna i chłopak splecieni w uścisku. Uwielbiam! 
    Powieść przedstawia nam trudny temat, jakim są narkotyki. W tej części pokazane były trudności związane z odstawieniem, ale i wpływ uzależnienia na stosunki z rodziną, dziewczyna, a nawet studiami. Przez ten problem Maxx mógł stracić wszystko, ale mimo oporów z przyjęciem pomocy z zewnatrz udało mu się jakoś stanąć na nogi. 
Bardzo emocjonująca, poruszająca, smutna, ale i pełna optymizmu książka, która daje nadzieję, że z każdego nałogu można wyjść tylko trzeba chcieć, trzeba otworzyć się na innych i zacząć działać, bo samo nic nie przyjdzie. 
Polecam wam gorąco.



Wziąłeś to, co ci dałam i rzuciłeś mi tym w twarz!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje



Czytaj dalej

Przypadkowe szczęście - Abbi Glines

Czasami nasze niedoskonałości sprawiają, że stajemy się wyjątkowi.

Tytuł: Przypadkowe szczęście (Tom1)
Seria: Rosemary Beach, Perfection  
Autor: Abbi Glines
Gatunek: Literatura współczesna
Bohater/Bohaterka: Woods/Della
Narracja: Pierwszoosobowa
Liczba stron: 229
Liczba rozdziałów: -
Wydawnictwo: Pascal
Książka bierze udział w wyzwaniu: 24/52

    Della wyrusza w podróż, by odkryć siebie. Nie chce przejmować się niczym. Ma swoje demony, które trzyma w ukryciu. Po drodze zatrzymuje się w miesteczkach, by znaleźć pracę, zarobić i znów wyruszyć. Na stacji benzynowej pozaje mężczyznę, który pomaga jej zatankować, ale i nie tylko. Przypadkowe spotkanie kończy się w łóżku. Miał to być przelotny romans, dlatego żadne z nich nie wdawało się w szczegóły swojego pochodzenia, czy innych nieistotnych rzeczy.
    Dziewczyna dostaje posadę kelnerki. Jednak sprawy zaczynają się komplikować. Romans z szefem skutjkuje utratą pracy. Dobry przyjaciel - Tripp - daje jej klucz do swojego domu i adres jak tam dojechać. Della rozpoczyna nową przygodę, a perspektywa nowej pracy, którą załatwił jej Tripp jest kusząca.
    Woods ma przejąć rodzinny biznes, jednak pod pewnymi warunkami. Musi poślubić córkę przyjaciela ojca. To pomoże obu firmom wzbić się wyżej i osiągnąć większe profity. Chłopak nie kocha Angeliny, ale jaki ma wybór? Klub jest dla niego bardzo ważny. Dziadek go zbudował, a kiedyś miał należeć do niego. Woods nie umie się postawić ojcu, jest jego marionetką. Robi wszystko, by go zadowolić, dlatego też jego „prośba" o ślub dochodzi do skutku.
    Jest jeden mały problem. Myśli mężczyzny krążą wokół poznanej niedawno dziewczyny. Czy Wooods i Della mają szansę powstać razem pomimo wszystkim?

Jedyną rzeczą, jakiej powinniśmy się bać, jest sam strach.
    Zaczęłam czytanie od drugiego tomu, myśląc, że przecież to nic się nie stanie. Owszem może i by się nie stało, ale no zaspojlerowałam sobie, a do tego pasuje poznać pierw wcześniejszy tom, by zrozumieć sens kolejnego.

   Styl autorki jest lekki i czyta się błyskawicznie. Nie mamy tu trudnych słów, wszystko jest jasne i nie wymaga dodatkowego tłumaczenia. Znajdziemy tu sceny erotyczne i nagromadzenie przekleństw. Nie jest tego natomiast więcej niż w każdej książce młodzieżowej do tej pory. Autorka nie dodaje nam zbędnych opisów wszystkiego, a dialogi nie są wymuszone, co jest niewątpliwym plusem.
   Akcja podzielona jest na dwie części: postać Woods'a i postać Delli. Nie jest to uciążliwe, bo wydarzenia zespalają się, ze sobą tworząc spójną całość. Mamy wrażenie, że akcja płynie. Nie rozwleka się, nie ma niczego do zapychania pustki, jest po prostu dobrze.
   No i przechodzimy do części o bohaterach, gdzie przez nich miałam ochotę cisnąć tą książką, ale tylko i wyłącznie, że czytało się ją szybko i z jednej strony byłam, ciekawa Delli nie odłożyłam jej.
   Della ... zamknięta przez całe życie w domu i to dosłownie. Nie wychodziła kompletnie nigdzie. Gdy poznała, swoją przyjaciółkę zaczęła częściej wykradać się do ogródka w ciągu nocy, by matka nie widziała. Trochę wycofana dziewczyna, która dopiero samkuje życie. No tylko na litość boską, dlaczego poszła do łóżka z kompletnie nieznajomym fcetem, który pomógł jej tankować?! I to dosłownie na pierwszych rozdziałach (albo pierwszy, albo 3 dokładnie nie pamiętam, ale było to pieronem). Normalnie się wkurzyłam, że znów nie będzie dobrej treści, tylko seks ... ale się pomyliłam! Otóż zaczynamy poznawać Delle, jej lęki. Cała dziewczyna okazuje się krucha i delikatna. Chce być silną kobietą, która potrafi się sama o siebie zatroszczyć, bo na świecie nie ma nikogo. I udaje jej się. Jest niezależna i radzi sobie jak może.
   Woods to po prostu kolejna postać, która ma swoje problemy, choć nie w takim stopniu jak Della. Jego problemem jest ślub bez miłości, z kobietą, która jest pijawką, chcącą tylko dobra swojej firmy. Woods jest trochę takim popychadłem ojca, no bo jest pełnoletni, ma swoje zdanie ... otóż go nie ma. Nie potrafi ani postawić jasno spraw, ani nie potrafi się od tego odciąć. Wszystko jeszcze mu się komplikuje, jak pojawia się Della. No facet ma po prostu trudny wybór. Najgorsze jest, że nie ma wsparcia matki, ona też jest za ojcem nawet jeszcze bardziej. No i woli przyszłą synową bardziej od syna ... coś tu jest nie halo.
  widzą, tak cię piszą no. Patrzcie na okładki i powiedźcie co sądzicie :D
Polska okładka
Czytałam jakieś tłumaczenie, więc ten punkt ominę. O okładce powiem tyle ... nie jest źle! Dosłownie, jak zobaczyłam okładkę polską, a amerykańską to prawie się popłakałam ... z rozpaczy. Środek amerykańskiego wydania jest piękny, okładka zmysłowa i seksowna. No taką to bym chciała mieć na półce. A polska? Zdjęcie dwójki ludzi, trochę rozmazane, ale kto by się tam przejął. Też jest seksownie, ale te kolory po prostu dobijają. No i środek jest zwykły, bez żadnych ochów czy achów. Tak bardzo mi przykro, że ten jeden mankament również zaważył na opinii. Jak cię widzą, tak cię piszą.
   Chciałabym mimo wszystko zachęcić was do poznania tej historii. Mimo kiepskiej okładki, mimo początkowych oporów było warto. Książka porusza trudny problem, choroby psychicznej, którą mogła posiadać główna bohaterka. Coś, co nie jest łatwe, coś, co nas odstrasza, a jednak coś, czego nie bała się autorka, coś, z czego zrobiła dobrą robotę i naprawdę może to się spodobać. Momentami było mi smutno, ale były też takie fragmenty, które sprawiały, że się uśmiechałam. Trudna miłość nie musi być, tylko wtedy, gdy ona jest biedna on bogaty, nie! Tutaj mamy trudną miłość pokazaną inaczej, oryginalnie. Coś, co czytałam pierwszy raz i w ogólnym rozrachunku zaciekawiło mnie. Wiem, że poznam losy bohaterów dalej, nie zostawię ich, bo nie zasługują na to. Może na początku było źle, może Della mnie wkurzała, tym puszczaniem się z kim popadnie, ale to chyba było bardziej z zagubienia, pragnienia miłości, bezpieczeństwa i opieki, niż ze zdzirowatych powodów.
    Książkę czyta się mega szybko, więc nie macie, na co czekać tylko bierzcie się za nią. Nie zajmie dużo czasu, ale zajmie wasze myśli na kilka dobrych dni przemyśleń.  


Przypadkowe szczęście | Odzyskane szczęście 

Jest na świecie ktoś, kto cię pokocha. Kto będzie cię pragnął dla samej ciebie. Nie zadowalaj się czymś gorszym. 
Czytaj dalej

Światło, które utraciliśmy - Jill Santopolo


Chyba o to chodzi, żeby pozostawić po sobie ślad, dokonać czegoś ważnego. Zmienić świat na lepsze.

Tytuł: Światło, które utraciliśy
Seria: -
Autor: Jill Santopolo
Bohater/Bohaterka: Lucy
Gatunek: Literatura współczesna
Narracja: Pierwszoosobowa
Liczba stron: 349
Liczba rozdziałów: 80
Wydawnictwo: Otwarte
Książka bierze udział w wyzwaniu: 33/52
Data premiery: 
5 Lipiec 2017

Lucy i Gabe poznali się na studiach, w 2001 roku, gdy runęła wieża WTC. Ich związek był krótki, gdyż Gabe postanowił wrócić do swojej byłej dziewczyny. Jednak Lucy nie wyleczyła się z niego. Gdy kilka lat później ponownie się spotykają, postanawiają dać sobie szansę. Może tym razem będzie lepiej?
   Ich związek kwitnie, wszystko układa się jak najlepiej, jednak pewnego dnia Gabe dostaje propozycje pracy za granicą. Pragnie zabrać Lucy ze sobą, nie zważając na jej pasję czy pracę. Dziewczyna nie zgadza się. I tak oto, znów nadchodzi koniec ich związku.
     Kilka miesięcy później, Lucy poznaje Darrena. Jest on zupełnym przeciwieństwem jej poprzedniego chłopaka. Powoli zaczyna się rodzić między nimi więź, jednak dziewczyna jest ostrożna, nie chce znów zostać zranioną.
    Gdy cały związek zaczyna się robić coraz bardziej poważny na drodze znów pojawia się Gabe. Czy dawna miłość będzie  w stanie zawrócić w głowie?

Śmierć sprawia czasem, że ludzie garną się do życia.

   Styl autorki, jest przegenialny! Pisze lekko, czytelnie, nie ma tutaj zawiłych zwrotów i nie znajdziemy przypisów. Nie mamy też tutaj nagromadzenia seksu, czy wulgaryzmów. Wszystko napisane tak, by nawet młodsze pokolenie mogło sięgnąć po te książkę. Autorka świetnie operuje emocjami. Przedstawiła nam trudną miłość w tak inny sposób, ale było to bardzo dobre doświadczenie.
    Akcja dzieje się od 2001 roku, więc przez wiele lat mamy szansę poznać naszą bohaterkę. Patrzymy jak się zmienia, jak staje się żoną i matką. Akcja nigdzie się nie spieszy, w swoim idealnym tempie pokazuje nam kolejne losy bohaterów, które nie są zagmatwane, a czytelnie i jasno wyjaśnione. Wydarzenia postępują po sobie i może się zdawać, że jak na rozległy czas bo ponad 10 lat w książce to szmat czasu i o czym tu pisać, to nie mamy tu zbędnych zapychaczy w postaci opisów wszystkiego. Autorka dobrze przemyślała całą książkę i sprawiła, że płynie się przez nią czekając na więcej i więcej.
    Bohaterów mamy tutaj naprawdę wielu. Mamy przyjaciółki Lucy, które służą radą i wsparciem. Mamy brata, który jest również podporą. Mamy dzieci, które są przesłodkie.
    Lucy, jest matką i żoną, jednak gdzieś w głębi serca nadal kocha swojego byłego chłopaka, który pojawia się w najmniej oczekiwanych momentach. Może wszystko było by inaczej, gdyby z nim wyjechała? Tego nie wie nikt. Ale to było takie smutne, że nie potrafiła w pełni oddać się związkowi z mężem, że gdzieś zawsze z tyłu głowy był ten Gabe, który jak dla mnie był wielkim marzycielem i egoistą. No bo kurcze prawie jej narzucił, że ma z nim wyjechać, nie patrząc na jej potrzeby. Podobało mi się, że Lucy się nie ugięła i postanowiła dążyć do swoich celów, a nie podporządkować się komuś, by sprawić mu przyjemność.
    Darren, był cudownym mężem. Może i codzienność i rutyna wkradły się do ich związku, ale nic nie można mu zarzucić. Co prawda chciał, by Lucy po narodzinach dziecka zajęła się nim, a nie pracą i wymarzył sobie obraz kobiety idealnej, ale znów bohaterka pokazała, że nie można jej zamknąć w domu i do czegoś przymusić. Darren to typowy facet, nastawiony na zarabianie pieniędzy, a z żony zrobić kurę domową. Ale cóż niektóre kobiety też mają takie ambicje.
   Polubiłam te dwójkę. Byli fajnym małżeństwem, może też z problemami, może tam i ten Gabe ciągle się plątał, ale mimo tego wszystkiego poznać ich było dla mnie mega ciekawym doświadczeniem.
    Wydawnictwo wykonało kawał dobrej roboty. Okładka jest przepiękna. Dwoje ludzi i wieżowce, czyli wszystko to co w tej powieści jest najważniejsze. Nie znalazłam błędów czy literówek, a tekst był  czytelny. Kolejnym plusem są rozdziały. Bo na pewno zwróciliście uwagę, że jest ich aż 80! Ale spokojnie, są bardzo króciutkie, przez co czyta się szybko, a one uciekają nie wiadomo kiedy. Wiecie, że nie lubię długich rozdziałów, albo ich braków, bo nie wiadomo kiedy skończyć, więc ten zabieg bardzo mi przypadł do gustu. Kolejnym nowym doświadczeniem była narracja. Niby pierwszoosobowa, więc nic ciekawego, ale była w formie opowieści. Lucy opowiadała swoje losy Gabrielowi, co wyjaśnia się pod koniec powieści.
    Cała książka była inna niż dotychczas czytane. Opisywała trudną miłość, to prawda, ale nie spotkałam się właśnie z taką książką. Fajnie, że czytając literaturę współczesną odkrywam coraz to nowe historie, które niekiedy wydają się schematyczne, a niekiedy zaskakują. Ta powieść mnie zaskoczyła w bardzo pozytywnym sensie.

     Zawierała w sobie trójkąt miłosny, ale i wpływ wydarzeń na życie człowieka. Gdy runęły wieże WTC, Lucy i Gabe zdecydowali się wieść inne życie. Życie, które miałoby sens. Dla każdego to słowo oznaczało coś zupełnie innego, ale zainspirowało ich do czegoś większego, do czego przez całe swe życie dążyli.
    Piękna, wzruszająca i przejmująca historia miłosna, która może przytrafić się każdemu z nas. Idealna na letnie wieczory i tak nie duża, że można zabrać ją w podróż.


Prawdziwe oblicze ukazujemy tylko tym, na których nam najbardziej zależy.




Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje
Czytaj dalej

Noc Kupały - Katarzyna Berenika Miszczuk

 Ciężko znieść, gdy wszyscy umierają, a ty trwasz.

Tytuł: Noc Kupały (Tom 2)
Seria: Kwiat Paproci
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Gatunek: Literatura współczesna
Bohater/Bohaterka: Gosława
Narracja: Pierwszoosobowa
Liczba stron: 416
Liczba rozdziałów: 38
Wydawnictwo: WAB
Książka bierze udział w wyzwaniu: 22/52

   Zbliża się Noc Kupały, noc przesilenia letniego, noc zakwitnięcia kwiatu paproci. Gosia musi stanąć przed trudnym zadaniem. Trzeba wybrać komu oddać kwiat, a kandydatów przybywa. Na każdym kroku czai się ktoś, kto czyha na życie dziewczyny. Nie wiadomo komu można ufać, z kim zawrzeć sojusz by nie okazał się pechowy. Na domiar złego związek z Mieszkiem staje pod znakiem zapytania. Zapytacie pewnie "dlaczego?", otóż między nich wkradł się duch zmarłej żony mężczyzny. A może w cale nie duch i w cale nie zmarłej?
    Jak poradzić sobie z kobietą, bogami i złymi marami? Baba Jaga zaopatrza naszą bohaterkę we wszystkie możliwe specyfiki, by udało jej się ujść z życiem. Ale czy to wszystko wystarczy? Jaka będzie decyzja Gosi? I ile nowych bóstw wkroczy do walki o kwiat?

Myślę, że gdybyś żyła w moich czasach, to z całą pewnością byłybyśmy najlepszymi przyjaciółkami, razem doiłybyśmy krowy.

    Dobrze, że na II tom nie musiałam czekać, chociaż biorąc pod uwagę, że III nie prędko dostanę to trochę jest mi smutno. Wciągająca, magiczna, piękna - tak można opisać w skrócie ten świat i bohaterów.

   Styl autorki nie różni się niczym od tego, w którym zakochałam się podczas czytania "Szeptuchy". Lekki, wciągający, przyjemny. Nie mamy tutaj trudnych słów. Ale za to znajdziemy starą gwarę polską, jednak tak wplecioną w treść, że bez trudu zrozumiemy co Baba Jaga mówi do swoich pacjentów. Erotyk też to żaden, dlatego nadaje się dla młodszych odbiorców idealnie. A humor sprawia, że ciężko jest być poważnym.
    Akcja tym razem toczy się nam na przełomie maja i czerwca. Boże jak czytałam jak jest ciepło to aż mi się smutno robiło bo u nas maj deszczowy, a Gosia latała już w sukience na szelkach! :( Niemniej jednak akcja płynie. Nie jest za szybka, ani za wolna co bardzo cieszy. Nie mamy tutaj wielu wątków, przez co się nie pogubimy. Wszystko chronologicznie się zazębia sprawiając, że serce mocniej bije w niektórych momentach.
     Bohaterowie są sympatyczni  i od razu można ich polubić.
     Pamiętacie jak wam pisałam, że Gosia boi się wszelkiego robactwa? No to w tej części nawet już tak nie panikuje. Co więcej jest kilka takich sytuacji, w których dawna Gosława dostałaby zawału, a tu proszę opanowanie, rzeczowe podejście do tematu. No jestem z niej dumna. Dodatkowo coraz lepiej idzie jej nauka u Szeptuchy. Dalej jest roztrzepaną i trochę za szybko ufającą osobą, przez co wpada w kłopoty, ale robi to w taki sposób, że jest to nawet niekiedy urocze i przede wszystkim śmieszne.
      Mieszko, cudowny mężczyzna, który dość chwilę już chodzi po tym świecie. Chociaż po tylu latach to już powinien mieć wywalone na byłą żonę, że tak powiem, a nie jeszcze jej szukać. Dobra wiem, że chciał dobrze, chciał chronić Gosię i dlatego szukał tamtej, ale nic bohaterce nie powiedział, więc to jak ona się poczuła i jak to odebrała jest zupełnie naturalne. Ale go uwielbiam no, opiekuńczy i słodki ♥ trochę taki na dystans, ale to też idzie wytłumaczyć tym, że jego życie jest bardziej skomplikowane :D (jejku, jak to napisać, żebyście zrozumieli i jego i mnie i od razu go nie przekreślili? xD Czytajcie Noc Kupały! xD)
     Błędów w tekście nie znalazłam. Rozdziały są króciutkie, a każdy zawiera listek paproci, co jest cudowne ♥ Okładka sama w sobie mnie rozkochała. Mężczyzna, który dla mnie jest uosobieniem Mieszka. Seksowny, który nie jest nam podany na tacy i zostawia pole do wyobrażenia go sobie jak chcemy.
      Jak już pisałam w poprzedniej recenzji, znajdziemy tutaj dawkę mitów, podań i legend narodu polskiego. Jest to tak świetnie wkomponowane w całość, że po prostu czuje się to całą sobą, a mity  nie utrudniają czytania wręcz przeciwnie. Czasem dobrze jest poznać coś co pochodzi z rodzinnego kraju. Akcja dzieje się w XXI wieku, ale nawiązanie do bogów sprawia, że to wszystko jest takie inne, dużo fajniejsze.
      Książka dla starszych jak i młodszych. Nawet myślę, że i mężczyzną by się spodobała. (i ja to sprawdzę xD) Coś co wciąga, czaruje i sprawia, że chce się więcej i więcej. Uprzedzam, zdobądźcie wszystkie tomy na raz bo pustka po skończeniu przygody jest ogromna i tęskni się za tym światem. Mówię to całkiem szczerze i poważnie! :D |Sięgnijcie po nią bo inaczej będzie foch :D
A może ktoś już czytał? Jak wrażenia?

Szeptucha | Noc Kupały | Żerca 

Odwróciliśmy się w kierunku źródła tego ponurego głosu. Radek zdjął rękę z mojego ramienia. Za nami stał nie kto inny jak wesoły niczym burzowa chmura i uśmiechnięty jak dziecko przed aplikacją szczepionki władca Polan.

Czytaj dalej

Problemy Książkoholika


Hejka!
Dziś w ten piękny dzień zapraszam Was na kolejny post z serii, którą chyba lubicie, co? :D
Tematem tego spotkania będzie:


KAWA VS HERBATA. CZYLI CO PIĆ LUB JEŚĆ PRZY CZYTANIU.

  Otóż zdaję sobie sprawę, że niektórzy nie praktykują tych metod. Sama rzadko kiedy jem czy piję. Po prostu jak mnie książka wciągnie to albo zapomnę o herbacie i jest zimna, albo zjem tyle tego, ze brzuszek boli :D Idealnym przykładem jest to, że Skitlesy i książka to zło ;D Zjadłam pół tego wielkiego opakowania! :D Nie kontroluje jak czytam, więc wciągnęły mnie cukierasy.
Teraz oddaje głos Kitty z Biblioteczki ciekawych książek oraz Oli z Nieuleczalny książkoholizm. Dziewczyny opowiedzą wam o swoich doświadczeniach :)


1. Więc jak tytuł: Kawa czy herbata? A może inny napój?
Kitty: Ja osobiście preferuję cappuccino albo mocną czarną lub zieloną herbatę (sypaną). Nawet pisząc odpowiedź jestem w trakcie przerwy od czytania i stoi sobie kubek z cappuccino z magnezem


Ola: Nie przepadam za kawą, no i nie za bardzo mogę ją pić… Dlatego, jeśli kawa, to zazwyczaj gdzieś w przelocie na mieście. A wtedy wiadomo, nie ma czasu na książkę. Jeśli chodzi o herbatę, to jestem prawdziwą maniaczką i piję ponad pięć-sześć kubków dziennie – tak że łączy się to z czytaniem. Lubię dobierać sobie smak herbatki do rodzaju książki (np. karmelowa-romans, zielona-książki naukowe, cytrynowa-lektury, tak wiem, jestem lekko nienormalna). Czasem, przy beznadziejnych książkach lubię pić moje ulubione winko – białe półsłodkie <3 i od razu lepiej się czyta.
 
2. Jesz lub pijesz podczas czytania? Uzasadnij. 
Kitty: Tak i tak. Nie widzę w tym nic złego nawet, jeśli ubrudzę swoją książkę. Jasne, staram się tego nie robić i raczej się to nie zdarza, ale przecież książka to nie święta relikwia. Zazwyczaj piję to, co napisałam wyżej oraz podjadam jakieś ciastka etc.


Ola: Tak, oczywiście. Nie jestem jakimś maniakiem utrzymywania książek w sterylnej czystości, nic się nie stanie, jeśli coś się ubrudzi – oczywiście nie brudzę książek specjalnie. No i ja koooocham jeść i nie wyobrażam sobie odstawić tę czynność na czas czytania książki.
 
3. Spotkałaś się kiedyś z wybrudzoną przez jedzenie książką? 
Kitty: Tak, nawet sama taką posiadam, ale o tym w punkcie 5. Szczerze mówiąc, nie chcę wiedzieć czym była ubrudzona tamta książka, ale było to coś żółtego 


Ola: Oczywiście! Sama nie raz i nie dwa zachlapałam ją zupą pomidorową. Jednak inaczej odbieram, jeśli jedzenie zostało naniesione na książkę nie przeze mnie – wtedy jest to lekko fuj.
 
4. Jak dbasz o książkę, gdy coś jesz? 
Kitty: To pytanie jest trudne… Bo tyle, że uważam, aby jej nie oblać piciem i nie dotykam brudnymi łapkami.


Ola: Najgorzej jest z zupą, bo obojętnie jak daleko bym książkę trzymała i tak może mi chlusnąć. Ale jak jem to na przykład staram się wycierać ręce przy przewracaniu strony, albo nie jeść tłustych rzeczy. No i żadnej czekolady z książkami!
 
5. Opowiedz swoje doświadczenia z jedzeniem/piciem podczas czytana ;D
Kitty: No generalnie to nie mam jakichś niezwykłych doświadczeń poza tym, że kiedyś na białą stronę upadło mi ciastko czekoladowe…  Ale przetarłam i jest git


Ola: Wiesz, że nic mi teraz nie przychodzi do głowy. Mogę Wam tylko opowiedzieć, że moja mama strasznie krytykuje zwyczaj jedzenia przy czytaniu. I to nie dlatego, że brudzi się książka, lecz dlatego, że wtedy dużo więcej jemy, bo nasz mózg nie przyswaja informacji że je, zajęty lekturą. I muszę przyznać, że to prawda, bo jak czytam to potrafię błyskawicznie pochłonąć np. paczkę orzeszków.


6. Co byś zrobił/-a, gdyby znajomy oddał ci pobrudzoną/zalaną książkę?
Kitty: Zalanej bym nie przeżyła. O nie, to zbytnie zniszczenie książki. Ubrudzoną – zależy czym. Czekolada i inne takie – no trudno. Obiadem to już bym pokrzyczała



Ola: Chyba nic. Wyznaję zasadę, że znajomi są ważniejsi od książek. Chociaż jeszcze zależy, jak bardzo wybrudzoną, ale nie wyobrażam sobie strzelić focha z tak błahego powodu.
Czytaj dalej

Rozstańmy się na rok - Taylor Jenkins Reid

Wiem, że wszystko będzie dobrze, bo w końcu zawsze wszystko jest dobrze. A jak nie jest dobrze, to znaczy, że to jeszcze nie koniec.

Tytuł: Rozstańmy się na rok
Seria: -
Autor: Taylor Jenkins Reid
Gatunek: Literatura współczesna
Bohater/Bohaterka: Lauren
Narracja: Pierwszoosobowa
Liczba stron: 334
Liczba rozdziałów: -
Wydawnictwo: Amber
Książka bierze udział w wyzwaniu: 31/52, ABC Czytania


Zakochać się to najłatwiejsza część związku…

Przedtem:
11,5 roku temu Lauren i Ryan zakochali się bez pamięci.
9,5 roku temu pierwszy raz się pokłócili…
6 lat temu wzięli ślub.
A potem już tylko gorzej i gorzej.

Teraz:
Działają sobie na nerwy. Nie wytrzymują już ze sobą, ranią się, wrzeszczą.
Nie ufają sobie. Oskarżają się, że się nie rozumieją. Są coraz bardziej dalecy, osobni. Już nawet nie chcą się ranić. Przyszła obojętność, zmęczenie. I bezustanne pretensje, kłótnie…
Co się z nimi stało? Czy po prostu przestali się kochać? Ale skąd niechęć i agresja?
Wtedy Ryan proponuje, żeby rozstali się na rok. „Zobaczymy, jak to jest być bez siebie… Może rozłąka pozwoli nam spróbować znowu…”
Jest tylko jeden warunek: nie mogą się ze sobą kontaktować. Poza tym wolno im wszystko…

(opis z Lubimy Czytać)

Pamiętasz, jak to fantastycznie smakuje - pierwszy pocałunek? Jaki jest elektryzujący? Jakbyś mogła czubkami palców zasilić w energię cały dom?

    Specjalnie datę publikacji ustaliłam na dzień mojego ślubu. Dlaczego? Może dlatego by pamiętać o niej, może by w trudnych sytuacjach czerpać z niej jak najwięcej życiowych lekcji. Kupiłam ją ze względu na okładkę i opis, pomyślałam, że przed ślubem coś takiego będzie ciekawym eksperymentem. I było. Dało mi światło na kilka spraw i myślę, że nawet z takiej niezobowiązującej książki jesteśmy w stanie wynieść lekcję i nie musi to być w cale poradnik dla małżonków. Zatem zapraszam was na moje przemyślenia.

   Jak zwykle powiem, że styl był lekki. Przez książkę się płynęło pochłaniając każdą kolejną stronę z jeszcze większym zaangażowaniem. Autorka jest mistrzynią w budowaniu emocji. Moje biedne oczy wyglądają po lekturze jakbym płakała z miesiąc. Nie mamy tutaj trudnych słów, skomplikowanej akcji, czy scen erotycznych, co strasznie mi się podobało. Wow, życie małżeńskie bez stosunku. Nie no, było, że coś się dzieje, ale nie było to opisane obszernie ani wulgarnie. Wszystko było ze smakiem i takim cudownym wcieleniem się w bohaterkę.
   Akcja książki dzieje się przez rok, gdzie Ryan i Lauren żyją osobno. Ale mamy również na początku obecną sytuację i takie bum odniesienie się do czasów poznania się, pierwszych randek, kłótni, zaręczyn i życia małżeńskiego. Nie pędzimy, nie rozwlekamy się, wszystko jest w idealnym tempie i zazębia się ze sobą.
   Bohaterów mamy tutaj wielu. I każdy był taki rzeczywisty. Mamy Ryana, Rachel i Charliego - rodzeństwo Lauren, Mamę Lauren, Millę i Christinę - przyjaciółki bohaterki.Każdy z nich miał indywidualne cechy i każdemu zostało poświęcone tyle czasu by ich opisać. Ludzie jakimi otaczała się nasza główna bohaterka byli ciepli, czuli, kochający, gotowi do poświęceń, byli oparciem, nie oceniali, ufali sobie.
    Lauren gdzieś tam po drodze tego życia u boku Ryana zapomniała czym jest własne szczęście. Zapomniała by mówić o tym czego chce, ale też by pytać czego chce mąż. Brak wyjaśnień, gdzieś tam dał o sobie znać wybuchając, gdy już wszystkie emocje były skumulowane. Kobieta w czasie tego roku stara się odszukać siebie, dojrzeć do roli żony. Mimo iż początki są trudne pokonuje przeciwności by żyć dalej nawet jeśli miałoby być to życie bez mężczyzny jej życia.
    Z Ryanem sytuacja wygląda bardzo podobnie. Jego przemianę możemy obserwować za pomocą Lauren, która czyta wiadomości na jego poczcie. Te szczere wiadomości pozwalają na spojrzenie na niektóre sytuacje z takiego dystansu i zmuszają do przemyśleń.
    Okładka książki jest przepiękna. Taka żywa i radosna. Gołąbki symbolizujące miłość i to słońce. Bo przecież zawsze wschodzi słońce bez względu na wszystko.
     Wydawnictwo też spisało się dobrze. Znalazłam dwie literówki, ale nie tak kłujące w oczy. Nie mamy rozdziałów, ale nie jest to jakoś specjalnie kłopotliwe. Czcionka, przejrzystość i kolor kartek jest jak najbardziej idealna do szybkiego czytania.
     Ta książka to miazga w czerwcu. Tyle emocji, tyle smutku, radości i takiej nadziei, że życia nie trzeba sobie aż tak komplikować. Podobało mi się, że jest taka prawdziwa, daje nam nie jakieś wyimaginowane wyobrażenie, że już po ślubie jest sielanka. Nie, pokazało nam prawdę. Walkę o siebie każdego dnia, uczucie, które z czasem przeradza się w codzienność, a ona w nudę. Wszystko to jest do zwalczenia, tylko potrzeba chęci i ogromnego zaangażowania.
    Piękna książka o życiu i w sumie chyba każdy kto zamierza, lub jest już  w związku małżeńskim powinien po nią sięgnąć. To jest coś lepszego niż poradnik, lepszego niż psycholog, czy jeszcze inne wymyślne cuda. Ta książka to szansa na zrozumienie siebie i dbanie o to ognisko domowe nie tylko by było nudno, ale by coś zawsze się działo pozytywnego. Trzeba siebie uszczęśliwiać nie tylko od święta, ale i każdego dnia, bo to jest najważniejsze.
     Totalnie książka dla każdego. Małego, dużego, faceta czy kobiety. Zakochałam się w niej i szkoda, ze mój narzeczony nie lubi czytać, bo bym mu ją dała do przemyśleń. Może mu film zrobią kiedyś ;D

Tymczasem ja nie długo powiem sakramentalne TAK, a wy trzymajcie za mnie kciuki, by to co tu wyskrobałam było moim mottem przewodnim.

[...] Lubię za kimś tęsknić. Wiecie, jak to jest, gdy dzwonisz do kogoś,  żeby po prostu usłyszeć jego głos? Albo jak czekasz cały dzień, żeby zobaczyć się z nim wieczorem? [...]
Czytaj dalej

Twoim śladem - Meredith Walters

Brak wiary w siebie nie opuszczał mnie niczym komar bzyczący koło ucha. Im bardziej starałam się go odgonić, tym bardziej uporczywie mnie dręczył.

Tytuł: Twoim śladem (Tom 1)
Seria: Twisted Love
Autor: A. Meredith Walters
Gatunek: Literatura obyczajowa i romans
Bohater/Bohaterka: Aubrey/Maxx
Narracja: Pierwszoosobowa
Liczba stron: 479
Liczba rozdziałów: 30
Wydawnictwo: YA!
Książka bierze udział w wyzwaniu: 32/52

Aubrey, studentka psychologii, jest koordynatorką w grupie uzależnień. Mieszka z koleżanką w wynajętym mieszkaniu. Pewnego razu koleżanka trafia do "latającego" klubu Kompulsja, oferującego narkotyki i alkohol. Prymuska Aubrey nigdy by się tam nie wybrała, ale trzeba było ratować przyjaciółkę. Miejsce wydało jej się odpychające i magnetycznie przyciągające zarazem… Poznaje tam tajemniczego Maxxa Demelo, który wzbudza jej zachwyt nieprzeciętną urodą i charyzmą. Aburey nic nie wie o drugim życiu Maxxa. Czy podąży jego śladem?

(Opis z lubimy czytać)

Musisz palić? Niektórzy tutaj lubią swoje płuca.
 
   Styl autorki to ogromny plus. Język łatwy i prosty, nie ma trudnych słów i czyta się bardzo szybko, mimo iż książka do cieniutkich nie należy. Znajdziemy tutaj wulgaryzmy i oczywiście dawkę seksu, ale w jakiej książce tego nie ma?
   Akcja toczy się swoim tempem. Nie mamy zawiłości, nic nie jest przerysowane. Wydarzenia, które dzieją się, w książce są bardzo realne i poważne. Mamy do czynienia z uzależnieniem, do którego bohater się nie przyznaje. Temat bardzo ciężki i trudny. Jednak mimo to, czyta się szybko, a każda strona wciąga.
   Aubrey moim zdaniem poszła na psychologa, by samej móc sobie poradzić z przeszłością. Była zamknięta w sobie, spokojna, dobrze się uczyła. Nigdy nie przypuszczała, że jej kariera zawodowa może stanąć pod znakiem zapytania i to z powodu powiedzmy sobie szczerze ćpuna. Nie powiedziałabym, że ta postać nam dojrzewa, jasne zmienia się pod wpływem różnych czynników, ale nauka z postępowań przychodzi później. Polubiłam ją, nie mogę powiedzieć, że nie. Każdy inaczej reaguje na pewne sprawy.
   Maxx, zagubiony chłopak o wielu twarzach. Przebywając z różnymi grupkami, za każdym razem przybierał inną maskę. Było to smutne, bo kurcze przecież w życiu chodzi o to, by być sobą, nikogo nie udawać i cieszyć się życiem. Chłopak nie miał rodziców, wychowywał go wujek, który powinien przejść jakieś testy na osobowość, bo był dla mnie nienormalny. To w jakiś sposób odcisnęło piętno, na Maxxie, który potem zaczął uciekać od wszystkiego, w prochy.
   Okładka jest szara, taka smutna. Ale w sumie jak cała historia. Za to kolor napisu sugeruje nam, że zawsze coś dobrego może z tego się wydarzyć, tylko czy tym razem tak będzie?
   Książka wciągnęła mnie od razu do swojego świata. Zakochałam się w sposobie narracji, a bohaterowie byli tacy właśnie swojscy, z tymi wszystkimi problemami tego świata. To, co dzieje się w książce jest autentyczne. Wiele ludzi, czy to młodzież, czy starsi cierpi na uzależnienie, które jak twierdzi, kontroluje, ale czy na prawdę warto im wierzyć. Mamy tutaj sytuacje głównej bohaterki, która przez swoje zaniedbanie próbuje poskładać siebie.
   Życiowa, uczuciowa, ciężka, ale i optymistyczna powieść na letnie dni. Polecam ją każdemu. Takir trochę do refleksji, trochę do zastanowienia się. Bo mimo wszystko coś z tego wynieść można, mimo iż nie tyczy się stricte nas.


Przegapisz niejedno w życiu, jeśli nie zdobędziesz się na to, by spojrzeć dalej niż czubek własnego nosa i dostrzec piękne rzeczy w najmniej spodziewanych miejscach. To co złożone, nie musi być złe czy brzydkie. To właśnie skomplikowanie nadaje rzeczom wartość.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje
Czytaj dalej

Podsumowanie maja i czerwca


Cześć kochani!
A więc kolejne dwa miesiące za nami! Jak ten czas leci. Nie przedłużając zapraszam was do wielkiego podsumowania i trochę informacji.

Przeczytane:
Maj:
1. Kiedy byłeś mój - Rebecca Serle 316 stron
2. Zły Romeo- Leisa Rayven ♥ 432 stron
3. Noc Kupały - Katarzyna Berenika Miszczuk ♥ 416 stron
4. Barwy pożądania - Megan Hart 428 stron
5. Przypadkowe szczęście - Abbi Glines 229 stron
6. Królewska Klatka - Victoria Aveyard  ♥ 557 stron
7. Król Kruków - Maggie Stiefvater 489 stron
8. Nazywam się Cukinia - Gilles Paris 254 strony
9. Początek wszystkiego - Robyn Schneider ♥ 321 stron

Najgorsza: Barwy pożądania
Najlepsza: każda ze serduszkiem! ♥ 
Nie powiem trochę zaszalałam w tym miesiącu ;D Przeczytałam 3442 stron, co nam daje 111 stron dziennie. 

Czerwiec: 
1. Klątwa przeznaczenia - Monika Magorska-Suchar i Sylwia Dubielecka ♥ 810 stron
2. Dzielnym będzie przebaczone - Chris Cleave 461 stron
3. Rozstańmy się na rok - Taylor Jenkins Reid
♥ 334 strrony

4. Twoim śladem - Meredith Walters ♥ 479 stron


Najgorsza: -
Najlepsza: Serduszkowane 

W maju szalałam,a  w czerwcu się zapuściłam. Ale i tak 4 ogromne książki za mną. Przeczytałam 2084 stron, co daje nam 70 stron dziennie

Nowości książkowe uzbierane przez dwa miesiące to: 
Królewska Klatka - Victoria Aveyard (od wydawnictwa Otwarte)
Król Kruków - Maggie Stiefvater (od Grupy wydawniczej Foskal)
Nazywam się Cukinia - Gilles Paris (od wydawnictwa Świat Książki)
Początek wszystkiego - Robyn Schneider (od wydawnictwa Otwarte)
Buntowniczka z Pustyni - .... (zakup własny)
Klątwa przeznaczenia - Monika Magorska-Suchar, Sylwia Dubielecka (od  Autorek i  wydawnictwa Novae Res)
Dzielnym będzie przebaczone - (od wydawnictwa Świat Książki)
Promyczek - Kim Holden (zakup własny)
Powietrze, którym oddycham - Brittainy C. Cherry (zakup własny)



Blogowo: 
Maj: 
Napisałam 13 postów w tym: 8 recenzji, konkurs i wyniki konkursu, 1 TAG i Problemy książkoholika oraz fragmenty Czerwonej Królowej. 
Obserwatorów: 219
Czerwiec:
Napisałam 9  postów w tym: 4 recenzje, Mój początek wszystkiego, TAG, Zapowiedź, Problemy ksiązkoholika 
Obserwatorów: 219

Film maja: Szybcy i wściekli 8 ♥
Serial czerwca: powrót do: Magiczne Drzewo  

Planów na lipiec raczej nie mam. Zobaczymy czy w ogóle coś dam radę czytać, pewnie to będzie gdzieś pod koniec miesiąca. Wiecie wesele, podróż poślubna, nowy dom i w ogóle to trzeba się tym zająć. A na razie życzę wam zaczytanych Wakacji ♥
Czytaj dalej