Rozdział 7 ...

I oto kolejna część waszych ulubieńców.
Do kolejnego rozdziału dzieli was 4 komentarze.
Do dzieła ! :D
Szczęśliwego Nowego Roku !!  
_______________________________________

Wychodzili już z ciemnego zaułka, gdy przed nimi stanęło dwóch uzbrojonych w kołki mężczyzn. Pierwszy był mniejszy o co najmniej głowę od drugiego, lecz byli dobrze zbudowani co mogło dać im pozory przewagi. Przekładali zgodnie kołki z prawej do lewej ręki. Suri stała sztywno obok Dejdar’a. Nie wiedziała jak ma się zachować. Nigdy jeszcze nie musiała walczyć. Nie z kimś o wiele od niej większym. Jestem od nich silniejsza – pomyślała z ulgą – jestem przecież wampirem. Gorzej jeśli i oni są wampirami. – przełknęła głośno ślinę czując wielką gulę w gardle.
Widziała opanowanie w oczach partnera i szyderstwo na twarzach przeciwników.
- O co chodzi panowie? – z chłodem w głosie zapytał Dejdar. – mniemam, że z kimś nas mylicie.
- Obawiam się, że jednak nie. Szukamy jej – wyższy wskazał kołkiem Suri, a ona poczuła, że cała krew odeszła jej z twarzy. -  więc nie traćmy czasu na zbędne dyskusje i raz dwa będzie po wszystkim – zaczął powoli podchodzić do niej. Szedł dumnie jakby z najwyższym majestatem.
Dejdar stanął przed Suri i zasłonił ją. Drugi nie czekając ani chwili dłużej rzucił się na niego. Gdy oni zniknęli w wirze walki przez myśli dziewczyny zaczęły przelatywać różne obrazy z życia. Wiedziała, że nadszedł koniec bo nawet gdyby Dejdar’owi udało się ujść z życiem i zabić tamtego to może dla niej być już za późno. Koniec zbliżał się nie ubłaganie. Mężczyzna przystawił kołek do jej serca.
- Dlaczego to robisz ? – spytała, a jej głos zadrżał. Skrzywiła się. Chciała pokazać, że jest silniejsza i się nie boi mimo wszystko.
Nieznajomy zaśmiał się złowrogo odrzucając głowę w tył. Krew przeszło jej przez myśl widząc odsłonięte gardło napastnika. Zaczęła kalkulować plusy i minusy ustawienia. Nie była w najgorszej pozycji.
- Do prawdy zabawne. Pomyśl ślicznotko dlaczego ktoś mógłby chcieć twojej śmierci. Osobiście nic do ciebie nie mam i nawet mogło by być fajnie – przesunął kołkiem po jej ciele – jednak nie! Praca jest ważniejsza od takich błahostek. – uśmiechnął się pokazując zęby.
Zrobił krok na przód, a ona poczuła, jak kołek jest coraz bliżej. Syknęła robiąc unik i w mgnieniu oka znalazła się za nim. Chwyciła jego jasne włosy i odciągnęła w tył głowę. Czuła zaskoczenie przeciwnika. Wiedziała, że ma jedynie kilka sekund przewagi jednak postanowiła zaryzykować.
- Ten kto cię przysłał nie wspominał nic o tym, że młode wampiry są wiecznie bardzo, ale to bardzo głodne? No cóż sam się o tym przekonasz. – obnażyła kły i wgryzła się w jego gardło.
Nie zaczęła jeszcze dobrze pić, gdy mężczyzna zaczął się wyrywać i udało mu się jej oswobodzić.
- Zrobiłaś błąd, bardzo poważny błąd dziewczynko. Teraz umrzesz i nic mnie nie powstrzyma! – warknął. Rana na szyi zdążyła się już zabliźnić. O matko – pomyślała uderzając z całym impetem o ścianę – jednak to wampir. Zaczęła się podnosić. Postawił ją na nogi jedną ręką.
- Brawo za szybką reakcję – przyparł ją ręką za szyję  do ściany.
Wbił kołek w jej ramię i przejechał nim mocno robiąc głęboką ranę. Krzyknęła czując tępy ból.
- Pożegnaj się z życiem - i nim zdążył wbić kołek w jej serce sam runął pod jej nogi z prowizorycznym patykiem wbitym w plecy.
Czytaj dalej

Rozdział 6 ...



Więc oto i kolejna część. 
Co o niej myślicie ? 
Do rozdziału 7 dzieli was tylko 4 komentarze, a więc do dzieła.
Miłego czytania.
Wesołych Świąt !!
 ____________________________

Kierowała nią tylko żądza krwi. Miała dość workowego smaku. Chciała poczuć jak to jest smakować życiodajny pokarm prosto z tętniącej żyły. Nie znała jeszcze dobrze tajników hipnozy, ale była pewna, że sobie poradzi.
- Jestem przecież niezwykła! – prychnęła przedzierając się przez tłum ludzi.
Było południe, a po bliski pub wypełniony był po brzegi. Przynajmniej nikt nie zwróci na nią uwagi. Usiadła w rogu pomieszczenia i zaczęła przyglądać się otoczeniu. Ludzie którzy ją mijali uśmiechali się przyjacielsko pamiętając ją jako brzdąca bawiącego się z ich dziećmi. Ale wszystko się zmieniło. Już nie jest tą samą osobą jaką była parę lat temu, ba nawet parę tygodni. Teraz była lepsza i nieśmiertelna. Przynajmniej nie w ten ludzki sposób. Wypatrzyła go. Był pijany i ledwo słaniał się na nogach. Wyszła tuż za nim i odczekawszy chwilę, ruszyła za nim. Pachniał gorzej niż myślała na początku, ale przynajmniej będzie tak pijany, że nie będzie mógł powiedzieć co go napadło. Przygwoździła go do ściany i obnażając kły zbliżyła się do jego gardła.
***

- Suri! – poczuła szarpnięcie w tył i odbijając się od ściany zjechała w dół.
Syknęła nadal z obnażonymi kłami gotowa rzucić się na niego. Mężczyzna siedział obok bezwładnego ciała jej pokarmu. Czuła się na wygranej pozycji. Jednak gdy mężczyzna podniósł głowę przeszedł ją dreszcz. Już nie chciała atakować.
- Zabiłaś go, Suri. – powiedział beznamiętnym głosem, gdy podeszła bliżej.
Usiadła bezwładnie obok Dejdar’a.
- Przepraszam – szepnęła, a gdy gorące łzy zaczęły spływać po jej bladych policzkach, miała chęć stamtąd uciec.
- Co się z tobą dzieje? Heath twierdził, że takie zachowanie jest ci obce. Więc co to wszystko ma znaczyć? – mówił z wyrzutem od którego zrobiła się bardziej wściekła niż przygnębiona.
- Jak mniemam o wszystkim wiedziałeś więc trzeba było zostać i nie pozwolić mi uciec. Jak powiedziałeś jestem zbyt młodym wampirem by się kontrolować. Nie możesz mieć wyrzutów do mnie za to co dziś się stało. Na moim miejscu zachował byś się z pewnością tak samo.
- Ja… przepraszam. Nie wiedziałem, że aż tak poważna będzie wasza rozmowa. Przykro mi, że dowiedziałaś się wszystkiego w takich okolicznościach.
W jego głosie była nuta współczucia. Uwierzyła mu, jednak nie chciała pokazywać od razu, że mu wybacza.
- I tak nie cofniemy czasu. Nie ma co rozpaczać. Jednak obiecuję, że następnym razem przemyślę wszystko dwa albo nie , nawet cztery razy zanim coś zrobię.
- I to mi się podoba. A teraz chodźmy. Heath na pewno się martwi.
Wstała nie pewnie spoglądając na ciało. Na samą myśl o tym co zrobiła zaczęło ją mdlić.
- A swoją drogą jak ci smakowała krew prosto od dawcy?
- On nie był dawcą. Pewnie nawet by się nie zgodził na takie coś. Ale mimo to smakowało o wiele lepiej niż to czym karmi mnie Heath – uśmiechnęła się szczerze.
Wszystkie objawy mdłości minęły jak ręką odjął. Gdy patrzyła na niego wiedziała, że on ją rozumie.
Czytaj dalej

Rozdział 5 ...




Witajcie moi kochani. Przepraszam, ze tak długo nie pisałam, ale musiałam pozbierać myśli w jedna sensowną całość. Myślę że było warto czekać? Oceńcie sami :D
Prosze o 5 komentarzy.
Miłego czytania.
______________________________
 

Obudziły  ją promienie słoneczne wpadające przez okno pokoju. Otworzyła oczy i rozejrzała się wokoło. Było to dość dziwne bo nie pamiętała jak znalazła się we własnym łóżku. Przesuwając ręką po miękkiej pościeli nie wiedziała co o tym myśleć. Wydarzenia dnia ubiegłego zbijały się w całość, więc nie mogła z nimi dojść do ładu. Nie chciała marnować tak pięknego dnia bo mimo, iż była wampirem nadal czuła ciepło słońca na swojej skórze. Lubiła to uczucie. Ssanie w żołądku przypomniało jej, że od wczoraj nic nie miała w ustach. Na samą myśl o ciepłej krwi zrobiło jej się przyjemnie. Zostawiłaby poranną toaletę na później, ale co jeśli Dejdar tam był? Na samo wspomnienie wczorajszego ułamka chwil z nim czuła się zażenowana. Szczególnie w sytuacji niewiadomego przetransportowania się do łóżka. Wstając z ulgą stwierdziła, że jest ubrana w to co wczoraj.  

Schodząc na dół słyszała przyciszone głosy dobiegające z kuchni. Stąpała cicho po schodach, jednak to nie wystarczyło. Gdy znalazła się już w kuchni towarzysze rozmawiali o futbolu.
- Dzień dobry – odezwała się promiennie jak gdyby nigdy nic.
- O witaj nasz śpiochu –rzucił wesoło Dejdar.
Tylko Heath był milczący. Popijał swoją ulubioną kawę z mlekiem. Ciągle zastanawiało ją to jak on może czuć smak potraw. Ale może to kwestia pamięci lub przyzwyczajenia. W końcu był dużo od niej starszy. Wyciągnęła z lodówki woreczek krwi i usiadła na krześle.
- Zostawię was – przerwał te niezręczną ciszę Dejdar. – Mam mnóstwo spraw do załatwienia – dodał tonem nie uznającym sprzeciwu, gdy Heath zaczął ostro protestować.
Suri siedziała popijając krew i obserwowała ruch liści za oknem. Była jesień lecz pogoda nadal dopisywała.
- Suri – poczuła lekkie dotknięcie Heath’a  - przepraszam cię za wczoraj. Ja … cóż nie chciałem robić ci krzywdy i żałuję jednak tak było najlepiej dla nas wszystkich.
Czuła, że jej oczy rozszerzają się jak spodki statku kosmicznego. O czym on mówił? Jakiej krzywdy? W gardle miała dławiącą gule. Odłożyła woreczek i skierowała na niego wzrok.
- Jak to krzywdy? Co się stało?
- Więc ja… złamałem ci wczoraj kark byś nie widziała tego co zeszło na ziemię. Nie chciałem ujawniać przedwcześnie twojej mocy.
- Chwila, chwila czegoś tu nie rozumiem.
Siedziała mocno zaciskając palce na blacie stołu. Wszystko było jak w jakimś filmie i to  science fiction.
- Posłuchaj, może to wyda ci się trochę dziwne, ale zostałaś wybrana. Wybrana do walki ze złem. Nie wiadomo jeszcze jakie jest niebezpieczeństwo, ale masz umiejętności, których nie ma żaden wampir. Nawet ci najstarsi. Twoi rodzice, Suri oni nie zginęli w wypadku, zginęli bo walczyli z czymś co ponownie zeszło do naszego świata przez Bramy Wymiaru.
- Co?! To absurd! Moi rodzice nie mieli nic wspólnego z wampirami! Nawet w nie, nie wierzyli !
- I tu się mylisz. Twoja matka była jedną z nas, chroniła ludzi przed tym by nie wiedzieli za dużo w dodatku była czymś na wzór anioła. Była w tym naprawdę skuteczna. A dlatego ty masz w genach to czego nikt inny nie ma.  A ojciec cóż był zwykłym człowiekiem zaplątanym w to wszystko.
- Kłamiesz! Nigdy nie mów tak o moich rodzicach! Miej choć niewielki szacunek dla ciał zmarłych!
- Och ależ mam dla nich wielki szacunek. Gdyby nie oni nie wiedzielibyśmy, że coś zaczyna się znów dziać.
- Nigdy więcej nie mów tak o moich rodzicach! Więc to jest tak, że oni przyczynili się do zlokalizowania tego, a mnie przemieniłeś bym była skuteczną maszyną do zabijania? Przegiąłeś!
- To nie tak. Choć przyznam, że na początku taki miałem zamiar, ale cię poznałem. Już tyle czasu minęło, a ty nadal mi nie ufasz? Suri, kotku jesteś dużo warta i nie chce dla ciebie źle.
- Nie mogę cie już słuchać! – krzyknęła rozgoryczona. Rzuciła w niego woreczkiem i wybiegła z domu trzaskając drzwiami.
Czytaj dalej

Rozdział 4 ...

Rozdział banalnie krótki. Nikt nie czyta to co ja mam się wysilać? 
Więc kilka spraw odnoście rozdziału. Może się wydawać romansidłem, banalnym i bez wyrazu, jednak nie oceniajcie tego tak pochopnie. Zdradzę wam tyle, że nie będzie w tym żadnych scen iście z romansu. Po następne dziekuje mojej kochanej przyjaciółce na nadanie Dejdarowi imienia ;D 
No a na koniec prosze o 4 komentarze.
Miłej lektury...
_____________________________________



Był wysokim i dobrze zbudowanym mężczyzną. Utkwił swe hipnotyzujące spojrzenie w Heat’cie, a następnie przesunął nim po Suri. Na twarz dziewczyny wypłynął lekki rumieniec.

- Jestem Fonsi. Dejdar Fonsi. – uśmiechnął się, a zmarszczki w kąciku jego ust pogłębiły się.

Był niczym anioł zesłany na ziemię. Stała przed nim patrząc na jego ponętne usta.

-Suri – Heath trącił ją łokciem w bok – nie bądź nie grzeczna.

Pomimo, że Heath panował nad siłą zrobił to dość mocno. Skrzywiła się z bólu. Może to i lepiej? Przynajmniej nie skompromitowała się za bardzo. Gardło miała ściśnięte. Przełknęła ślinę, a wraz z nią gorzki posmak. Uśmiechnęła się z zakłopotaniem. Jak miała mu powiedzieć, że nazywa się Duck. On podał pełne imię i nazwisko, a ją czekała kompromitacja. Kompromitacja w oczach najprzystojniejszego mężczyzny jakiego w życiu miała okazję spotkać. Tak nie mogło być. Nie mogła być pośmiewiskiem i dla niego. Wystarczy, że w szkole miała przez to duże kompleksy.

- Jestem po prostu Suri. – wybąkała unosząc oczy.

Ich spojrzenia na ułamek sekundy spotkały się. Czuła szybsze bicie swego serca, a więc reszta towarzyszy pewnie też. Widziała rozbawienie w jego oczach. A więc on wiedział. On o wszystkim wiedział!  Otwierała usta by coś powiedzieć, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk, toteż zamknęła je szybko.

- A więc – przerwał milczenie Heath. – będziecie razem współpracować. Suri jest młodym wampirem, ale szybko się uczy i myślę, że będzie dla ciebie dobrym partnerem. – Heath zwracał się już tylko do Dejdar’a.

Suri oparła się o bok samochodu. Partnerem. To słowo powtarzało się w jej głowie niczym leśne echo. Obserwowała go. Był niebezpieczny, a zarazem czuła się przy nim dobrze. Tak jakby znała go od lat, jakby zawsze był blisko tylko wyjechał na kilka chwil. Chciała go mieć, tu i teraz, tylko dla siebie. Ale może już kogoś miał? Taki mężczyzna jak on na pewno nie mógł się odpędzić od pięknych kobiet. Na samą myśl, że mógł trzymać w ramionach inną poczuła ściskanie w żołądku. Przecież to nic złego – upominała się w duchu – nie była z nim, nawet nie znała go wystarczająco długo, a jednak czuła się inaczej niż przy chłopcach w jej wieku z którymi się spotykała.

- O matko … - jęknęła wstrzymując powietrze.

Przecież to wampiry. Bez problemu mogą słyszeć jej myśli, a tego nie chciała. Co by sobie o niej pomyśleli? Czy uznali by to za złe, czy wręcz przeciwnie? Zamknęła mocno oczy starając się nie myśleć o niczym. Było to ciężkie lecz zarazem konieczne.

- Suri – wyrwał ją z odrętwienia głos mentora.

Lekko niczym liść niesiony na wietrze podeszła do nich. Czuła się oczyszczona wewnętrznie przez swego rodzaju medytację. Heath jednak nic nie powiedział, gdy stanęła obok niego.

- Wołałeś mnie, więc o co chodzi?

Popatrzył na nią nie widzącymi oczami. Czuła, że wszystkie jej wnętrzności podchodzą do gardła.

- Już czas, Suri, już czas. – odparł jakby był w innym świecie, a tylko jego głos wydobywał się z ust. Było to niczym sen, dziwny sen z którego nie wiedziała jak wyjść. Kilka słów, a zrobiło większy efekt niż gdyby ktoś uderzył ją pałką w głowę.Stała wpatrzona w niego z szeroko otwartymi ustami.

- Ale… co się dzieje? – wykrztusiła z siebie tylko tyle. Zdążyła spojrzeć na Dejdar by wiedzieć, że jest równie wstrząśnięty jak ona.
Czytaj dalej

Rozdział 3 ...

Tak więc sporo czasu to zajęło no cóż bywa.
Chciała bym podziękować mojej Ani , która czyta to " cudo " bez przymusu ;*
No i również Kasi i Klaudii , które przymus dostały xD
Tym razem tylko 3 komentarze musicie dodać by dostać przepustkę do kolejnego rozdziału.
Rozdział równie krótki co poprzednie :D
Miłego czytania ;*
 _________________________________________



Jechali ulicą. Piękną i bogatą. Suri myślała, ze to właśnie w tej cudownej dzielnicy dostanie niespodziankę. Czyżby Heath chciał jej kupić nowy dom? Przemknęło przez myśl rudowłosej dziewczyny. Było by wspaniale mieszkać blisko wielkich gwiazd filmowych. Przecież nowe mieszkanie wiąże się z nowym lepszym życiem, czyż nie tak? No może nie lepszym, ale zawsze jakimś – upomniała samą siebie w myślach. W jej przypadku było to prawie jak nowe życie. Stała się nieśmiertelna, a przynajmniej nie w ludzki sposób. Z zaciekawieniem obserwowała mijane wille. Porsche jednak mknęło dalej. Może zaraz, za momencik zaprowadzi mnie do pięknego ogrodu któregoś z tych domów. Jej myśli były jak burza, wielka i nieokiełznana. Chciała wreszcie znaleźć się na miejscu. Nie mogła wytrzymać napięcia na jakie je wystawił. Zaczęła się niespokojnie wiercić na swoim siedzeniu.
- Podekscytowana? – zapytał odwracając na chwilę głowę w jej stronę uśmiechając się przy tym.
Był przystojnym mężczyzną, ale nic więcej prócz obowiązku nie czuła. W końcu to on ją stworzył i nauczył wszystkiego.
- Tak bardzo – odezwała się po chwili.
- Już nie długo będziemy na miejscu.
Z czasem gdy domy mijały, a bogata dzielnica przechodziła w bardziej obskurną zaczęła się niepokoić. Co on zamierzał? Chciał ją wywieść jak najdalej miasta i tam zrobić jej krzywdę? Przestań – upomniała się. W tym momencie przypomniała sobie, że on z łatwością może czytać jej myśli. Ale gdy odwróciła głowę by na niego spojrzeć, jego twarz nie wyrażała żadnego uczucia. Był skupiony na jeździe. Odetchnęła z ulgą. Swoją drogą nie powinna tak panikować. Zjechali z głównej ulicy i zaczęli przemieszczać się po wąskich osiedlowych ścieżkach. Wreszcie dotarli w odpowiednie miejsce. Wysiadając Suri zaczęła omiatać wzrokiem otoczenie. Wielki budynek z czerwonej cegły, z powybijanymi przez chuliganów szybami straszył swym wyglądem. Plac był ogromny, a wokół nie było ani jednej żywej duszy.
- Co my tutaj robimy? – zapytała podchodząc na drugi koniec placu do Heath’a.
- Jak to co? Tu dostaniesz swą najlepszą niespodziankę.
- Heath przerażasz mnie! Powiedz natychmiast co to za niespodzianka! – potrząsnęła jego ramieniem, a on zachował się tak jakby to w ogóle go nie dotknęło.
- Jeśli ci powiem nie będzie niespodzianki. Ale zobaczysz, że bardzo ci się spodoba. Będzie to nagroda za twoją ciężką pracę nad sobą i na pewno nie będzie to rozczarowanie.
Westchnęła ciężko opadając na pobliski składzik cegieł. Minuty mijały, a nic się nie działo. Zrezygnowana zaczęła kręcić podeszwami butów dziury w pisaku. Myślami przeniosła się do innego świata, gdzie wszystko było takie jak dawniej. Ona roześmiana dziewiętnastolatka i jej rodzice – para najpiękniejsza na świecie. Wciąż zakochani w sobie pomimo dwudziestu lat małżeństwa. O tak, brakowało jej ich. Ale los był okrutny i trzeba było do tego przywyknąć.
- Suri – wyrwał ją z zadumy męski głos. – podejdź proszę do mnie twoja niespodzianka właśnie nadciąga.
Patrzył na nią uradowany, niczym dziecko które przed chwilą dostało nagrodę za dobre zachowanie.
Z bijącym mocno sercem podeszła do niego. Chciała wypaść lekko, niewinnie, a przede wszystkim na opanowaną. Objął ją mocno w pasie jak miał w zwyczaju i przyciągnął mocno do siebie. Oparła się o niego czując, że teraz może stawić czoła temu co było dla niej przygotowane.
- A oto i ona. Twoja niespodzianka. – wskazał ręką w prawo od siebie. Gdy się odwróciła widziała wielkie pole trawy i zbliżającego się mężczyznę.
Czytaj dalej

Rozdział 2 ...

Cieszę się, że daliście ostatnio dobić te cenne 4 komentarze. Jest mi niezmiernie miło. A więc kolejna 2 już część przygód młodej wampirki. Rozdział jest również krótki co poprzedni z kilku powodów ; będzie więcej rozdziałów , a wy nie zmęczycie się czytaniem gdyby był obszerny. Również 4 komentarze będą waszą przepustką do kolejnej części. A więc miłego czytania i komentowania. 
_______________________



Przemiana szła w ślimaczym tempie. W Suri z każdą chwilą wzbierała coraz większa fala wściekłości. Czemu to nie mogło być prostsze? – zastanawiała się tego ranka zagryzając mocno zęby, gdy tak czekała na Heath’a. Głód palił całe jej ciało. Wiedziała jak ma się kontrolować już od pierwszej „lekcji”, ale za każdym razem było to tak samo trudne do zniesienia. Gdzie ten mężczyzna podziewa się z świeżym pożywieniem? – zastanawiała się wkładając słuchawki do uszu. Nie była pewna czy się uda, ale zaryzykowała puszczając utwór „What is love” Spice Girls. Ale nawet ten sposób się nie sprawdził by choć na chwilę zająć czymś myśli. Jej dobrze wyczulone zmysły rejestrowały każdy choćby najmniejszy ruch istoty żywej. Wyłączyła muzykę i cisnęła telefonem o ścianę. Siła z jaką to zrobiła nie była duża, ale wystarczająca by młody wampir mógł uszkodzić coś lub kogoś. Tym razem padło na ścianę. Podchodząc ostrożnie patrzyła z przerażeniem w otwór jaki zdołał wytworzyć lecący telefon. No to na tyle jeśli chodzi o to by Heath był dla niej miły. Sam fakt, że znosił jej wybryki ostatniego czasu dodawały mu kilka punktów. Co ona teraz zrobi? Jeśli Heath to odkryje będzie po niej. Jak to po niej? – zastanowiła się – przecież to mój dom. Jednak zaczęła przesuwać mosiężną komodę by choć częściowo zakryć dziurę.
- Suri! Co ty wyrabiasz? – krzyknął jakiś głos tuż za nią.
Podskoczyła jak opętana nie zdając sobie sprawy, ze ktoś wszedł do domu. Jak to możliwe? – zastanawiała się, gdy tak stała przed nim i bezczelnie się uśmiechała.
- Cóż – podjęła – próbuję robić przemeblowanie. Spójrz tylko jaki ten salon jest zagracony. – ogarnęła ręką pokój by dodać swym słowom wiarygodności.
Nie była to czysta prawda bo salon nie był zbyt zagracony, ale do najlepiej urządzonych nie należał.
- Czyżby? – jego ciemna brew uniosła się.
- Och tak. Masz coś do jedzenia? – zapytała próbując zmienić taktownie temat.
Pomachał jej woreczkiem pełnym krwi przed nosem.
- A oto i śniadanie. Gdy już zdobędziesz wyczucie będziesz mogła pożywiać się żywymi istotami i czuć ich ciepłą krew, a nie tylko te śmieszne woreczki, które jakimś cudem udało mi się dziś zdobyć.
Wyrwała mu go z ręki i z cichym – Dzięki – zabrała się do picia. Jej kły instynktownie wydłużyły się. Zamknęła oczy oddając się przyjemności. To było coś więcej niż krew. To dawało życie. Sprawiało, że miało się po co żyć.
 Gdy skończyła spojrzała na niego oblizując wargi po resztce uczty.
- A teraz czas na niespodziankę – powiedział pogodnie Heath.
- Niespodzianka? Dla mnie? – w jej głosie słychać było mieszankę ekscytacji z nutką zdziwienia. – Aż żałuję, że ostatnimi czasy byłam dla ciebie tak okrutna. – przyznała szczerze.
- Tym się nie przejmuj, na początku jest ciężko i ja to rozumiem. Co do niespodzianki powiem ci tyle, że dużo musisz się nauczyć jeszcze, ale jestem pewien, że szybko to załapiesz i będziemy mogli przejść do kolejnych kroków niespodzianki.
Patrzyła na niego z niedowierzaniem. Niespodzianka miała polegać na tych kilku słowach i dojściu do kolejnych etapów przemiany? Czuła się zrozpaczona. Czy naprawdę myślała, że coś jej da? Tak! Odezwał się mały głos w jej głowie, który zignorowała przybierając na twarz maskę obojętności.
- Rozumiem. – uśmiechnęła się wesoło jakby sprawił jej niesamowitą przyjemność.
- Głuptasie, musimy wyjść z domu byś mogła przekonać się o tym co dla ciebie mam. – objął ją w pasie i poprowadził do drzwi.
A więc coś jednak dla niej ma. Była zachwycona, ale nie dała tego po sobie poznać. Najchętniej rzuciła by się mu na szyję i mocno uściskała. Jednak zachowała dystans. Do drzwi szła prawie unosząc się w powietrzu.
- A sprawę dziury w ścianie mam nadzieję wyjaśnisz mi w drodze po niespodziankę. – odpowiedział uśmiechając się zachęcająco.
Przełknęła gulę, która wyrosła natychmiast po jego słowach. A więc on wiedział. Wiedział i nie zganił ją za to kłamstwo. Uśmiechnęła się tylko przepraszająco wsiadając do czerwonego porsche.
Czytaj dalej

Rozdział 1 ...


Nastał wieczór. Zgodnie z tym co było zaplanowane na ten dzień Suri miała stać się jedną z nich. Jedną z cór nocy. Wszystko miała pod kontrolą i była przygotowana na ten rytuał już od dawna. Odziana w zwiewną sukienkę na ramiączkach przemierzała polanę leśną we wszystkie strony.

Będzie dobrze – zapewniała się w myślach.

Gdy Heath wreszcie się pojawił cała jej pewność siebie została zastąpiona strachem i różnymi obawami. Nie wiedziała czy sobie poradzi z przemianą, której początki są bardzo trudne. Mimo to pragnęła tego mocno. Wzięła głęboki wdech odzyskując panowanie nad sobą i podeszła do wysokiego mężczyzny uśmiechającego się do niej przebiegle. Był jednym z pierwszych, więc strach przed nim był dla niego swego rodzaju komplementem. Jednak ona znała go na tyle długo, że już przestała się go bać. Może z wyjątkiem dzisiejszego dnia.

- Witaj moja droga – przywitał ją lekko zachrypniętym głosem – gotowa na wielką chwilę ?

Z wymuszonym uśmiechem stanęła tyłem do niego odgarniając swe długie rude włosy na ten sam bok co całą głowę. Serce biło jej szybko, a krew w żyłach wrzała tak że spokojnie mogła by kogoś nią oparzyć. Heath zaśmiał się tylko słysząc swym wyostrzonym słuchem bicie jej serca.

- Już chyba bardziej nie będę gotowa. – szepnęła zdumiona siłą i pewnością bijącą z jej głosu.
Poczuła lekkie ukłucie kłów na swojej szyi, które przerodziło się w cudowne uczucie. Jęknęła zamykając oczy i poddając się temu całą sobą. Czuła się jak w ekstazie. Mogła tam stać całą wieczność i dawać mu pić swoją krew. Dawało jej to przyjemność różną najcudowniejszej pieszczocie. A później nastąpiła ciemność. 

****

Rankiem czuła się zupełnie normalnie. Jedynie wyostrzone zmysły dawały się jej mocno we znaki. Oczy piekły, a głowa pękała choćby od najcichszego dźwięku. Podeszła do lustra.

 Twarz ta sama – stwierdziła uśmiechając się do swego odbicia. Była całkiem zwyczajną kobietą i nikt nie mógł jej tego zarzucić. Wzięła prysznic. Zimna woda oczyściła ją nie tylko zewnętrznie, ale i wewnętrznie. Nie czuła głodu. Nie takiego ludzkiego głodu. Słyszała śmiech dzieci przechodzących obok jej posiadłości do szkoły. Słyszała ich krew płynącą w tych małych niewinnych żyłach. Rzuciła się do drzwi, jednak jakaś niewidzialna siła odepchnęła ją w tył. Z głośnym hukiem upadła na ziemię.

- uh – westchnęła coraz bardziej rozdrażniona. Chciała się posilić. Miała do tego prawo!

Ostrożnie podeszła do drzwi i zaczęła badać ręką strukturę, która ją zatrzymała. Nie wiedziała co to, ale była zbyt wściekła.

- Suri ! – zagrzmiał głos w głębi domu na co dziewczyna oprzytomniała. Heath? Co do licha robi w jej domu? – dokąd to się wybierałaś ?

- Ja tylko… - zająknęła się. Co miała mu powiedzieć? Przecież nie może się przyznać do takiej słabości. – sprawdzam swoje zmysły – odparła bez namysłu. – no wiesz jak to jest wszystko mnie ciekawi. – uśmiechnęła się blado by dodać sobie otuchy.

- Wiesz, że mogę to z ciebie wyciągnąć jednym sprytnym sposobem? Jednak ufam ci.- wiedział dokładnie co chciała zrobić. Młode wampiry często nie panują nad głodem. Dlatego to wszystko. Dlatego blokada wewnątrz domu by nie mogła się wydostać i zrobić komuś krzywdy bez uprzedniego nauczenia się panowania nad sobą. Miał dla niej przygotowany plan i nic nie mogło w nim pójść nie tak.

  Suri przystępowała z nogi na nogę czując wielką gulę w gardle po jego słowach. Szczególnie po kwestii „ ufam ci „ było dla niej tego wszystkiego za dużo.
- A teraz moja miła – odezwał się bardziej przyjemnym tonem niż poprzednio – zapraszam na ucztę


 _______________
 A więc oto 1 część przygód młodej Suri. Kolejny 2 rozdział będziecie mogli przeczytać, gdy do tego rozdziału będzie co najmniej 4 komentarze. Nie mam zamiaru pisać dla powietrza. Chcę opinii czy się do tego nadaję bo lubię to, a wy nawet nie macie ochoty wyrażać opinii o przeczytanym rozdziale.
Czytaj dalej