07:32

Bez słów - Mia Sheridan

" [...] Nie pozwól, zeby ich słowa sprawiły ci ból."

Tytuł: Bez słów
Autor: Mia Sheridan
Liczba stron: 382
Liczba rozdziałów: 35
Wydawnictwo: Otwarte
ISBN: 978-83-7515-387-3
Ocena: 10/10

    Czasami by na nowo zacząć żyć należy podjąć stanowcze kroki i odseparować się od miejsca, które sprawiło nam ból. Przekonała się o tym bardzo dobrze Bree, która pewnego dnia postanowiła uciec od swoich problemów i zacząć życie od nowa. Traumatyczne wydarzenia, jakie spotkały ją spory czas temu nie dawały jej spokoju nawet w cichym i spokojnym miasteczku oddalonym od rodzinnego miasta o kilkaset mil. Gdy na jej drodze staje odludek dziewczyna jest nim zafascynowana, postanawia odkryć kim on jest i zbliżyć się do niego.
    Czasami od trudnych sytuacji nie ma wyjścia, trzeba żyć z bólem w miejscu, które ten cios zadało. Archer jest wycofanym ze społeczności mężczyzną. Nie odzywa się do nikogo, ma długie włosy i brodę. Do miasteczka udaje się tylko w niezbędnych sprawach, a cale dnie spędza za wysokim ogrodzeniem poprawiając wygląd swojego domu. Spotkanie z Bree sprawia, że chłopak powoli zaczyna się przed nią otwierać, zyskuje trochę pewności siebie, ale są osoby, które za wszelką cenę nie chcą do tego dopuścić.
    Archer skrywa wiele tajemnic, ale czy Bree uda się je poznać? Czy to co zaczyna między nimi się dziać ma szansę na coś więcej?

"[...] Nie ma nic lepszego, niż obserwować kogoś, kto wbrew wszystkim przeciwnościom nadal idzie do przodu, prawda?"

   Gdy książka pojawiła się w sprzedaży byłam jej bardzo ciekawa, zastanawiałam się co znaczy tytuł i co znajdę w środku, lecz nie spodziewałam się takich tajemnic, takiego bólu i tylu emocji zebranych w jednej książce. Nie da się przejść obok niej obojętnie i jest to absolutny MUST READ każdego książkoholika zakochanego w takich powieściach. Ale i nie koniecznie trzeba je kochać by je przeczytać. Może to być dobra książka by oswoić się z tym gatunkiem. Jedno jest pewne bez tej pozycji nie ma gatunku romansu.
   Styl autorki jest prosty i lekki. Nie ma trudnych słów, dialogi są dobrze skonstruowane. Co jest piękne w dialogach jeszcze sami się przekonacie, ale to co robiła autorka jest po prostu świetne.
   Akcja toczy się swoim rytmem i nie jest zagmatwana. Stopniowo poznajemy tajemnice każdego z bohaterów. Nie ma przeskoków, nie pogubimy się. Wszystko co wychodzi na jaw nie pojawia się nagle, ale stopniowo czytelnik wprowadzany jest w zawiłości tej historii.
   Bohaterowie dzielą się na lubianych i wręcz przeciwnie, ale to jak w każdej książce bywa musi być gdzieś czarny charakter.
 Bree zyskała moją sympatię przez to, że nie udawała nikogo, jej problemy były namacalne i można było się w nie wczuć. Ale to w jaki sposób okazała serce pustelnikowi wyciągniętego poza margines całej społeczności wzbudzał tyle ciepła, że zastanawiałam się jak bym postąpiła w podobnej sytuacji. Nie poddała się, gdy Archer był dla niej opryskliwy, czy nie wykazywał chęci by się zapoznać.
Archer stał się moim nowym mężem. Jego nieporadność w niektórych sprawach, czy jego pełna doskonałość w tym co robił sprawiły, że uśmiechałam się do siebie z pewnego rodzaju czułością. To jak zaczął się otwierać było takie kochane i słodkie, ale też pełne cierpienia.
Czarnym charakterem jest oczywiście ciotka Archera, która stara się uprzykrzyć mu życie jak się tylko da.
   Okładka jest prosta, a  zarazem piękna. Ten pan jak najbardziej pasował mi do opisu Archera.
   Książka wywołała u mnie morze łez, tysiące uśmiechów i takie wewnętrzne rozbicie. Piękna opowieść o miłości, która jest trudna, która musi wiele przejść. Ale i o akceptacji: akceptacji swojego życia, drugiego człowieka nie tylko przez siebie czy najbliższych, ale i przez całe społeczeństwo malutkiego miasta. Wzruszająca dająca obraz tego, że każdy człowiek jest nam równy nie ważne z jakim problemem się boryka, czy jest chory czy zdrowy jesteśmy tacy sami.
   Po Ugly Love byłam równie mocno poturbowana, a tu dostałam coś takiego i moje emocje są tak zdwojone i tak silne, że nie potrafię ułożyć w całość żadnego sensownego zdania.

"[...] A poza tym musimy pamiętać , że im bardziej życie daje nam w kość, tym jesteśmy mądrzejsi."

8 komentarzy:

  1. Tak się nie mogę doczekać, aż zacznę tę książkę ^^ Zostawiam ją sobie na dzisiejszy wieczór, mam co do niej ogromne oczekiwania! Jeszcze nie spotkałam się z negatywami opiniami dotyczącymi tej powieści :)
    Pozdrawiam!
    http://natalie-and-books.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest książka, na której przeczytanie czekam najbardziej w ostatnim czasie, ale muszę być cierpliwa, bo zapisałam się na book tour i czekam na swoja kolej. Zapowiada się cudowna lektura!
    Pozdrawiam :)
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow jaka pozytywna opinia. :D Ja tak średnio chcę ją czytać, ale może jakby trafiła w moje ręce to by m przeczytała. Ja tak często mam, że nawet jak mi wisi jakaś książka, to jak wpadnie mi rączki to nie pogardzę przeczytania. :D
    Lost in books

    OdpowiedzUsuń
  4. Szykuje się ciekawy weekend, bo planuje czytać tę książkę właśnie wtedy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam już jedną pełną emocji książkę Mii Sheridan za sobą i czuję, że podobnie będzie z Bez słów <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Archer zdobył moje serce i z tego co widzę nie tylko moje. Cudowny i uroczy - kruchy, a tak silny. Nie mogę wyjść z podziwu jego kreacji ^^
    Bądź tu teraz

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie wczoraj ją skończyłam czytać i jestem pod wrażeniem. Może nie wzbudziła we mnie milionów uczuć, ale jest przepiękną historią i tak, o Archera chyba będziemy musiały się pokłócić. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam ją już na mojej liście koniecznie do przeczytania! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za każdy komentarz, który motywuje do dalszego działania.
Pozostawiajcie w komentarzach linki do Waszych blogów, na pewno każdy odwiedzę i pozostawię po sobie ślad.

Copyright © 2016 Z miłości do książek , Blogger