sobota, 7 lutego 2015

Rozdział 25 ...

Witajcie.
Dziś Studniówka więc pomyślałam, że Was uszczęśliwię nowym postem. Niby nie było 5 komentarzy, ale cóż :D
Komu się podoba ? :D
Komentujcie
__________________________



Suri
Dawno nie żyjące już serce zamarło. Przywarła plecami do ściany jakby chciała się w nią zapaść. Nie wiedziała czy wiedzą o jej obecności w pomieszczeniu. Mogli udawać i w  najmniej oczekiwanym momencie się nią posłużą. Starała się uspokoić myśli. 
- Suri? – odezwał się Lucas. – mała, ruda wampirzyca? - Wielka gula w jej gardle z każdą chwilą coraz bardziej dawała się we znaki. – może od dawna jej tu nie ma? Może już dawno  skończyła swoje ziemskie życie i teraz smaży się w piekle? – zaśmiał się złośliwie, aż ciarki przechodziły przez całą skórę dziewczyny. Zasłoniła dłońmi twarz. Miała dość tego domu, tego pomieszczenia, ludzi i wszystkiego co się do tej pory działo.
- Łżesz! Jesteś potworem, ale jej byś nie skrzywdził. Jest dla ciebie zbyt ważna co? – bez patrzenia mogła stwierdzić, że Dejdar w tej chwili się uśmiecha. Słyszała głośny plask, zamknąwszy mocno oczy mogła sobie tylko wyobrazić policzek wymierzony Dejdarowi.
Będąc prawie pewną, że nie wiedzą o jej obecności ponownie wychyliła się zza ściany obserwując zamieszanie. Dejdar przed kilkoma chwilami siedzący teraz zmienił pozycję do leżącej. Nie widziała twarzy Lucas’a. stał nieruchomo nad ciałem mężczyzny. Mężczyzna stojący kilka kroków od reszty rozglądał się bacznie po pomieszczeniu. Jeśli ją zauważy to po niej. Skończy się samowola i teraz na pewno coś jej się stanie. Nawet nie chciała o tym myśleć. Kochała życie i też z tego względu chciała żyć wiecznie. Francja, Włochy wszystkie kraje były na wyciągnięcie ręki. Mogła podróżować, zmienić życie, zmienić świat.
- A teraz mój miły – rzekł prawie słodko wyrywając Suri z rozmyślań – powiesz mi wszystko co chciałbym wiedzieć o naszym małym wampirku.
- Prędzej umrę niż powiem ci cokolwiek o niej.
Słyszała głośne śmiechy oprawców. Każdy wiedział, że zabijanie jest czymś w rodzaju pasji przynajmniej ze strony Lucas’a, a sądząc po śmiechu jego towarzysz również się w tym lubował.
- Twoje prośby mogą szybko zostać wysłuchane. Adamie, pokaż naszemu koledze jakie zabawki przygotowaliśmy na dziś. – zrobił teatralny gest ręką schodząc zdrogi swojemu kompanowi.
Jeszcze nie dawno chciała uciekać, ale z każdym dniem rosła liczba mężczyzn w domu. Ciekawe ilu ich naprawdę jest? Zastanawiała się gorączkowo. Sama jedna na pewno nie da sobie rady. Westchnęła ciężko. W tej samej chwili młody wampir uniósł za gardło Dejdara i cisnął nim o przeciwległą ścianę. Jęk był cichy, jednak grymas bólu na ustach mężczyzny wyrażał więcej niż nie jedne słowa. Adam trzymał w dłoni maczugę która z każdej strony różniła się jedynie ostrzem. Od najcieńszego do najgrubszego nie pominąwszy osikowego kołka.
- Jeden zły ruch chłopczyku, a przebije twoje nic nie warte serce. – mówiąc to jeździł maczugą po jego ciele robiąc mniejsze lub większe rany.
- Prędzej Lucas by cię zabił – odciął się. Był typem osobnika lubiącego mieć ostatnie zdanie. Adam zamachnął się maczugą na tyle lekko by nie zrobić mu większej krzywdy, lecz dostatecznie by policzek pokryła gruba czerwona pręga. Zdławiła krzyk. Cofnęła się odruchowo kilka kroków w tył. Była wściekła z każdą chwilę coraz bardziej.

***
Nagle jej ciało zostało uwięzione w potężnych ramionach. Chciała krzyknąć, lecz usta znajdowały się za potężną dłonią. Oprawca pociągnął ją za sobą. Mimowolnie stawiała opór, ale widząc że przeciwnik nie odpuści poszła posłusznie za nim. Nie wyszli jednak z podziemi. Oparł ją o ścianę, tak że stała tyłem do niego. Otarł się o nią, a ona poczuła, że z każdą chwilą jest w coraz większym zagrożeniu. Nie tyle życia ile własnej kobiecości i to już któryś raz. Nachylił się do niej muskając ustami płatek jej ucha.
- Pójdziesz teraz ze mną księżniczko, a nic ci się nie stanie. - szeptał wprost do jej ucha - Uwolnię cię od niego, ale pod jednym malutkim warunkiem. –. Głos był przyjemny, kojący. Mogła by się w nim zatracić gdyby nie fakt, że chciano ją porwać lub zrobić coś gorszego. Oddychała płytko przez nos, a w głowie huczało jak po dobrej zabawie za starych dobrych czasów. Drżała, ale była zbyt dumna by się do tego przyznać więc grała. Grała opanowaną i sprytną dziewczynę. Tylko do czego to wszystko ją doprowadziło.

czwartek, 29 stycznia 2015

Rozdział 24 ...

Po bardzo długiej przerwie nadszedł wreszcie czas na ... kolejny rozdział.
Kto się cieszy ? ;D
Kolejny rozdział za 5 komentarzy ;)
Miłego czytania ..
_________________________




Suri
Gdy istota zrodzona z Anioła opanuje wszystkie swoje moce, wtedy nadejdzie czas i misja się wypełni i nie będzie już dobra, gdy pod przewodnictwem swego Pana opanuje to co na świat zejdzie.[..]  Jednakże może postawić się swojemu Panu i mając Miecz Dziesięciu dokonać sprawiedliwości na świecie.

Co to w ogóle jest? – mruknęła przerzucając kartki. – jaki miecz, jaki anioł? –nagle przypomniała sobie rozmowę z Heath’em – matka – zamknęła książkę i odłożyła ją na miejsce. Wiedziała co ma zrobić. Musi jak najszybciej wydostać się z tego więzienia. Pytanie tylko jak. Wyszła na korytarz i zeszła na dół. Dom nie był strzeżony, ale kto wie jakie inne „niespodzianki” mogły na nią czyhać. Czuła wewnętrzną chęć udania się do gabinetu, który swego czasu mógł oznaczać dla niej śmierć jednak już się tego nie bała. Powoli otworzyła drzwi i weszła do środka. Był pusty w niezmienionym stanie odkąd widziała go po raz ostatni. Zamknęła za sobą drzwi i usiadła na kanapie pod oknem. Stąd miała dobry widok na całe pomieszczenie. Czekała na Lucas’a jednak nie wiedziała ile to będzie trwać, ani kto w tym czasie tu przyjdzie.

***
Po kilku godzinach morderczej nudy usłyszała głosy. Słyszała je już wcześniej więc miała pewność, że przynajmniej jednym z rozmówców jest Lucas. Jednak głosy oddaliły się od gabinetu. Niesiona przypływem adrenaliny uchyliła lekko drzwi obserwując postacie. Skręcili w inny korytarz. Wymknąwszy się z gabinetu szła cicho za nimi. Korytarz stał się wąski i ciemny. Nie oświetlały go żadne lampy. I pomyśleć, że elektryczność istnieje już taki szmat czasu – prychnęła sama do siebie. Zakryła usta dłonią i poruszając się w ciemnościach jakby to był jej drugi dom sunęła ostrożnie na przód.  
- Mówię ci Lucas’ie musi być jakiś sposób by obudzić w niej wszystkie moce. Nie możemy czekać. Zostało nam dwadzieścia siedem dni do kolejnej pełni i radzę ci nie przeciągać tego.
- Spokojnie. Dejdar będzie bardzo pogadanym rozmówcą zobaczysz, że wszystko nam wyśpiewa.
- Obyś miał rację. – westchnął zrezygnowany.
Starała się nie myśleć i nie mówić nic. Tak z łatwością  by ją namierzyli. Słyszała szczęk otwieranych krat i głośne jęki.
- Witaj mój drogi. Mam nadzieję, że dziś będziesz bardziej rozmowny niż wczoraj. – głos Lucas’a czasem kojący innym razem złowrogi dziś był potęgą tego wszystkiego. Włosy zjeżyły się na karku Suri.
Przywarła do muru i wychyliła głowę obserwując otoczenie. Było to identyczne pomieszczenie jak to do którego została zamknięta jednak narzędzi tortur niczym z średniowiecza niczym nie przypominały spokojnego materaca z celi. Na jednej z ławek siedział mężczyzna z opuszczoną głową. Całe jego ciało było w świeżych bliznach, które jeszcze nie zdążyły się zabliźnić. Na pierwszych „lekcjach” Heath opowiadał jej, że wampir może zregenerować swoje ciało od różnych skaleczeń. Im więcej pije krwi tym idzie mu to szybciej. Patrząc na Dejdar’a dziewczyna była prawie pewna, że nie jest on karmiony od kilku dobrych dni. Jego wysuszone ciało wołało wręcz o pokarm. Gdy uniósł oczy na swoich oprawców wiedziała, że nic im nie powie. Przecież był po jej stronie. Jej i Heath’a. dasz radę – szepnęła w myślach. Wpatrywała się w niego tak intensywnie, że mężczyzna rozejrzał się po celi,a ich spojrzenia na ułamek sekundy się spotkały.
- Suri – szepnął wpatrując się w nią.

niedziela, 25 stycznia 2015

Takie tam ;D

Witam wszystkich bardzo serdecznie po dość długiej przerwie.
Ten post będzie nieco inny od poprzednich. Chciała bym byście pomogli mi podjąć kilka decyzji. A więc do dzieła.
Po 1 nie mam pojęcia czy prowadzić dalej bloga z opowiadaniami bo nie wiem czy ktoś to będzie czytał i jak duże będzie grono odbiorców, a bądź co bądź to się dla mnie liczy ( przecież nie chcę pisać dla samej siebie ;D ) . Chyba, że stworzyć nową historię ?

Poza tym nie mogę się zdecydować i ciągle się gubię w związku z czym moje kolejne pytanie lepiej :
a) iść do policealnej na kosmetyczkę - kocham malować paznokcie, dbać o ciało i doradzać
czy
b) zrobić kursy zumba fitness gdyż kocham się ruszać i tańczyć

Cytat na dziś : Nie ma zbyt wiele cza­su, by być szczęśli­wym. Dni prze­mijają szyb­ko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpi­suje­my marze­nia, a ja­kaś niewidzial­na ręka nam je przek­reśla. Nie ma­my wte­dy żad­ne­go wy­boru. Jeżeli nie jes­teśmy szczęśli­wi dziś, jak pot­ra­fimy być ni­mi jutro? - Phil Bosmans

Na koniec drobna prośba : polecajcie ten blog , komentujcie i róbcie wszystko co konieczne jeśli chcecie by Suri nadal działała na Was pozytywnie. 

Przesyłam Wam  mnóstwo pozytywnej energii na dziś i wszystkie dni Nowego Roku !

czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 23 ....



Rozdział może trochę dziwny ale kto wie może komuś się spodoba ?  



Suri
Coraz bardziej denerwowała ją ta sytuacja. Nie wiedziała co to oznacza i nie miała nikogo kto by ją zrozumiał. Lucas liczył tylko i wyłącznie na to by mieć z niej korzyści. Jakby była rzeczą, którą można się pobawić i oddać. Była głupią ufając mu. Dejdar. O tak musiała porozmawiać z nim. Tylko jak? Powoli szła korytarzem rozglądając się. Wszystko wydawało się jej takie samo. Nie rozumiała jak można chcieć mieszkać w takim pustym domu. Odwróciła się gwałtownie czując zapach inny od swojego. Rozpoznała go jednak po dłuższym zastanowieniu się.
- Ethan.  – szepnęła. – wyłaź gdziekolwiek jesteś! – warknęła.
Mężczyzna dotknął jej ramienia. Suri zacisnąwszy ręce w pięści odwróciła się. Nie chciała dać po sobie poznać, że lekko ją przeraził.
- A dziewczynka dokąd się wybiera? – zapytał z szyderczym uśmiechem.
- Poszukuję biblioteki. – odparła. Kłamstwa przychodziły jej już znacznie lepiej, a i nie czuła się z tego powodu źle. Bo niby dlaczego przecież to oni są winni temu jak bardzo się zmieniła.  – pokażesz mi ją? – zapytała słodkim głosem.
- Pokazał bym ci wiele ciekawsze rzeczy, ale skoro chcesz bibliotekę proszę bardzo. – ruszył przodem.
- Jakie ciekawsze rzeczy ? – dopytywała się jak małe dziecko. Sprawiało jej przyjemność igranie z nimi. Nie bała się go. Co mógł jej zrobić? Nic gdyż był na łasce i niełasce Lucas’a, a to zobowiązywało.
Nagle przystanął opierając ją o drzwi. Zbliżył usta do jej ucha delikatnie je muskając.
- Na pewno chcesz wiedzieć? – zapytał melodyjnym głosem.
Jej oczy zrobiły się duże. Nie chciała od nowa tego samego przechodzić. Bynajmniej nie z tym potworem. Był bardziej zboczony niż miły. Odepchnęła go z dużą pewnością.
- Nie jednak nie zboczony chłopcze. To tutaj ? – gdy skinął głową nacisnęła klamkę i trzymając drzwi przyjrzała mu się. – nie jesteś w moim typie drogi Ethanie. – zaśmiała się wesoło i zamknęła za sobą drzwi.
Słyszała głośne walnięcie. Z pewnością Ethan i jego pięść dawali upust rządzy.
Biblioteka była duża, a książki sięgały od podłogi do samego sufitu. Były stare, ale kilka z nich miało nowe okładki. Nie wiedziała czego ma szukać. Przecież nie tu chciała się znaleźć. Wspięła się na drabinkę doczepioną do półek i przyglądnęła się książką. Wyciągnęła jedną z nich i zeszła z drabiny. „Jak pokonać zło” głosił tytuł. Już gorzej być nie może – mruknęła sama do siebie i odnalazłszy kanapę usiała na niej. Otworzyła książkę i zaczęła czytać. Teraz wszystko zaczynało do siebie pasować.

środa, 4 czerwca 2014

Rozdział 22 ...

Kolejny rozdział.
Nie pisze za ile następny bo teraz to już ode mnie zależy. 
Szkoda , że coraz mniej komentarzy.
Pozdrawiam. 
___________________



Noc była bezwietrzna, ale dla starego wampira to nie był problem. Bez trudu mógł znaleźć „ochotnika” , z którego mógł się napić. Nie czuł nic. Ani złości, ani rozczarowania. Nic. Stał się obojętny na świat. Martwił się o Suri i dla niej byłby w stanie zrobić wszystko. Jednak w pojedynkę ciężko będzie sprostać pierwotnemu i jego kompanom. Gdyby nie ten cholerny Mark! Wściekłość ogarnęła go do żywego. Jeden wampir, a tyle potrafi namieszać i napsuć krwi człowiekowi. Zemści się. Zemści za Katie i za Suri. Nikt nie będzie bezkarny. Ulice były prawie puste. Tu i ówdzie para wracała z klubu, gdzie indziej kobiety lekkich obyczajów czekały na swoich klientów. Zatrzymał się. A może by tak się zabawić? , mruknął uśmiechając się pod nosem. Lekkim krokiem podszedł do dziewczyny.

- Witaj – powiedział twardym głosem wpatrując się w ciemne oczy dziewczyny. – pozwolisz, że zabiorę cię ze sobą.

Mógł to zrobić bez hipnozy. W końcu nadal był pociągającym młodzieńcem. Lecz hipnoza zawsze sprawiała mu dużo frajdy, z której nigdy nie wyrósł. Dziewczyna bez oporu udała się za nim. Prowadził ją w ciemny zaułek. Tam nie obawiał się nikogo. Nikt o takiej porze nie zapuszcza się w ciemne miejsca. Skąpe odzienie blondynki odsłaniało więcej niż zakrywało. Powoli odgarnął włosy z jej szyi palcem szukając tętnicy.

- A teraz spokojnie dziewczynko to nic strasznego cię nie spotka. – mruknął. Dziewczyna poruszyła się. Była spięta. Patrzył z zamiłowaniem w szyję, a oczy zaczęły okalać zmarszczki.

- Zostaw mnie! – wrzasnęła próbując się uwolnić od niego. Nie pamiętała jak się tu znalazła, ale coraz mniej się jej to podobało.

- Powiedziałem już żebyś się uspokoiła dziecinko.  – warknął.

- Nie mów tak do mnie!

- To jak mam mówić? Kobietka lekkich obyczajów? – zaśmiał się gorzko. Była w takim położeniu, że nie mogła uciec. Jednak nic nie powstrzymało jej przed wymierzeniem mu siarczystego policzka. Głowa poleciała mu w bok lecz mimo to nie poczuł uderzenia. To w zupełności wystarczyło by rozwścieczyć go na dobre. Kły wydłużyły się.

- Nie będziesz się opierać. Oddasz się bez walki i będzie ci dobrze jak nigdy. – znów wpatrywał się w jej oczy.

Nachylił się rozcinając jej skórę i zaczął pić. Gorąca krew uderzyła w jego kubki smakowe. Ogarniała go euforia. Chciał więcej i więcej. Swobodnie przeczesywał zakamarki pamięci dziewczyny. W końcu nabrała imienia. Sonia. Ładnie, lecz niedostatecznie. Ciężkie dzieciństwo, samotność, brak środków do życia. Poczuł jak Sonia słabnie. Przycisnął ją mocno do siebie. Ostatnia nić życia wypaliła się w niej. Naciął swój nadgarstek i przystawił do jej ust. Po kilku chwilach ułożył bezwładne ciało na ziemi.

- To co teraz otrzymałaś będzie dużo gorsze od twojego poprzedniego życia, dziecinko. – zaśmiał się bez krzty współczucia. Nie miał go. Widział znacznie więcej zła, a ta kilkunastoletnia dziewczyna nie obchodziła go ani trochę. Pospiesznie oddalił się.



***



Gdy dotarł do domu już świtało. Salon wyglądał jak pobojowisko, a martwe ciało leżało zsunięte z kanapy. I znów musi sam wszystko ogarnąć. Ale czy też nie sam narobił tego bałaganu? Przerzucił sobie ciało przez ramię i udał się do piwnicy. Ułożył równiutko i skropił benzyną odpalając zapałkę.

- Zachowujesz się jak psychopata – odezwał się damski głos tuż za nim. Podskoczył. Jak mógł nie usłyszeć kroków? Odwrócił się natrafiając na surowe spojrzenie Anie.

- To ty. – odparł z ulgą patrząc na kobietę.

- Niestety tylko ja, ale za to mam dobre wieści. – uśmiechnęła się patrząc na ciało w płomieniach – że też jeszcze ten dom stoi w całości, gdy ty go użytkujesz – zaśmiała się wyraźnie już rozluźniona. Nigdy nie potrafiła długo się na niego gniewać i tym razem nie zamierzała. Ruszyli na górę.

- A więc co to za dobre wieści? – odezwał się gdy siedzieli już w kuchni sącząc lemoniadę. Jemu nie robiło to różnicy i tak nie czuł smaku. Jednak dla Anie zawsze we wszystkim robił wyjątek.

- Wiem gdzie jest Suri i mam plan jaką ją stamtąd wyciągnąć. Wstępne plany już są opracowane, a grupy zrzeszone go tego czekają na sygnał. Musisz jednak się ogarnąć bo twoje nastawienie może wszystko popsuć.
Patrzył na nią szeroko otwartymi oczyma. Wreszcie coś. Wreszcie uda im się uratować te biedną istotkę. Teraz wszystko zależy od niego.

środa, 21 maja 2014

Rozdział 21 ...

Kolejna część , może i tym razem wam się spodoba.
W następnej części dużo więcej ciekawych scen :D
____________________________________



Ciepło rozchodziło się po całym jej ciele, a piana łaskotała ją w brodę. Jakie życie było by proste gdyby mogła zostać w wannie na zawsze. Ciekawe czy Heath rozpoczął jakieś działanie? Czy nadal postępuje zgodnie z planem jaki obrali? Może wszystko się zmieniło. Może nikt nie chce jej odnaleźć i bezpieczniej im bez niej. Na samą myśl poczuła piekące łzy. Zamknęła oczy i starała się głęboko oddychać by odpędzić złe myśli. Może gdy ją zabiją wszystko wróci do normy. Ale jak ma wrócić do jakiejkolwiek normy, gdy światem zawładną wampiry? Zamknęła oczy czując się niewiarygodnie lekką. Oddychała powoli czując jak jej ciało się odpręża. Przeraźliwe zimno przebiegło po jej nagim ciele. Chyba czas wychodzić – pomyślała otwierając oczy. Wrzasnęła. Jej ciało znajdowało się dobrych kilka centymetrów od wanny. Nagły wrzask spowodował, że spadła z głośnym chlup do pozycji pierwotnej. Warknęła czując duszącą pianę w płucach. Co to w ogóle było? Zaskoczenie i przerażenie malowały się na twarzy dziewczyny. Czy to nie dziwne, czy każdy wampir to potrafi? Odurzona nowym doznaniem wyskoczyła z wanny. Niesamowite. Jedno słowo zawierające całą sytuację. Pospiesznie ułożyła włosy, zrobiła lekki makijaż i przebrała się. Jasny top i krótkie spodenki idealnie dopasowały się do zgrabnej sylwetki Suri. Musi z nim porozmawiać. Tylko on będzie wiedział co zrobić. Wybiegła na korytarz i rozejrzała się. Pusto. Tylko jak tam się szło? Podrapała się po głowie i ruszyła pędem przez słabo oświetlony korytarz. Wszystkie drzwi były takie same. Cholera – zaklęła ledwo słyszalnie jednak echo odpowiedziało kilkakrotnie. Zatkała usta dłonią i rozważała. Ostatnio stało tam krzesło. Ale w każdym kącie się ono znajdowało. Westchnęła ciężko.
- Lucas! – wrzasnęła ile tchu. Odruchowo przygryzła wargę zastanawiając się co teraz nastąpi.
Cała ówczesna odwaga ją opuściła. Skuliła się w środku. Czy dobrze zrobiła? Jakiś cień przemknął obok. Mimowolnie podskoczyła.
- Bojaźliwa z ciebie dziewczynka – szepnął tuż nad jej uchem głos. Był miękki i pachniał czymś wspaniałym. Krwią. Na samą myśl o krwi zakręciło jej się w głowie. – uważaj – mruknął podtrzymując ją. – dlaczego mnie szukasz? – zapytał uradowany stając tuż przed nią.
Kipiał z podniecenia.
- Ja.. –wyjąkała – zgłodniałam.
Twarz Suri zmieniła się. Oczy pociemniały, a wokół nich skóra zrobiła się pomarszczona.
- Wyglądasz jak stara babcia – wybuchnął śmiechem. Innym niż zwykle. Pełnym lekkości i swobody. – dobrze już, chodź bo gotowa jesteś mnie zamordować. – uśmiechnął się szeroko pociągając ją za sobą.
Kuchnia była stalowa. Czuć było chłód bijący od mebli. Usiadła na krześle obserwując każdy ruch chłopaka.
- Mam to o co prosiłaś – pomachał woreczkiem napełnionym krwią przed jej twarzą. Przekręcił głowę w bok i uniósł rękę w górę.
- Dawaj – warknęła. Była u kresu wytrzymałości. Głód stawał się z każda chwilą coraz większy.
- Poproś – nie było w nim niczego z sadysty. Uśmiechał się wesoło. Droczył się z nią.
- Jeśli chcesz bym umarła z głodu to jasne czekaj sobie na to, że poproszę. – skrzyżowała ręce na piersi w ramach niemego protestu.
Jak myślała, protest przyniósł rezultat. Lucas wręczył jej do ręki woreczek, a ona łapczywie zaczęła z niego pić. Z każdym łykiem czuła się lepiej, a oczy zaczęły znów wyglądać na jej. Mężczyzna stał oparty o szafki.
- O czym chciałaś pogadać? Bo coś czuje, że nie tylko o jedzenie tu chodzi. – przyglądał się Suri.
Rzuciła w niego pustym woreczkiem i stanęła obok niego.
- Jesteś pewien, że chcesz wiedzieć? – dobry humor powrócił jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i znów mogła żartować.
- Wcześniej czy później i tak mi powiesz – zaśmiał się wesoło i skierował się do wyjścia.
Poszła za nim przyglądając się mu. Gapiła się na jego tył. Na samą myśl o nocy z nim robiło jej się gorąco na policzkach. Westchnęła ni z tęsknoty, ni z rozczarowania swoim zachowaniem.
- Umiesz latać ? – spytała szeptem. Nie chciała by ktokolwiek słyszał.
Bo albo był to jej sekret, albo wyszła by na idiotkę. Nie miała dużo czasu przed przemianą by zgłębić wiedzę na temat wampirów i teraz żałowała tego. Lucas przystanął wpatrując się w nią.
- Ale w jakim sensie? – zapytał patrząc na nią podejrzliwie.  
- No wiesz siedzisz sobie rozmyślasz i nagle bum jesteś wysoko jakby twoje ciało było piórkiem które ktoś dmuchnął do góry.
- Coś jak lewitacja? – dopytywał coraz bardziej tym zaintrygowany.
- Chyba tak. Widziałam takie rzeczy w telewizji. Wiesz magicy i te sprawy, ale czy to się zdarza naprawdę?
- Chodźmy stąd – westchnął i pociągnął ją za sobą.
Biegli w wampirzym tempie. Obraz zmieniał się z każdą chwilą nim oczy zdążyły go uchwycić. Znaleźli się na najwyższym piętrze. Lucas otworzył drzwi i wpuścił ją przodem. Było ciemne i zakurzone. Pewnie nikt nie wchodził tu od lat. Niczym nie przypominało poniszczenia z niższych poziomów.
- Bo nikt nie ma klucza. Uważają go za zaginiony i nic sobie z tego nie robią. Tylko ja wiem jak tu wejść. Nie ważne – odparł widząc pytające spojrzenie Suri. – powiedź mi lepiej jak to możliwe?
- Jak to, jak to możliwe? Myślałam, że każdy wampir potrafi lewitować czy jak to tam nazwałeś. – jej spojrzenie wyjawiało strach. Coś co uważała za niesamowite teraz okazało się dziwne.
- Nie, Suri. Nie wszystkie wampiry tak potrafią. Jedynie te które mają niezwykły dar. Od początku wiedziałem, że jesteś idealna do tego co zamierzam zrobić, ale nie wiedziałem, że aż w takim stopniu.
Teraz wszystko jeszcze bardziej zaczynało się komplikować. Co to oznaczało i jakie będzie miało konsekwencje? Tego nie wiedział nikt.

sobota, 17 maja 2014

Rozdział 2O .....

2O rozdział! :D
Kto nie może doczekać się kolejnej cześci ? - komentuje !! :D
A w 21 rozdziale zaskakujące zwroty akcji , ciekawe odkrycia i wiele więcej :D
Zachcęcam do komentowania :) 
__________________________



Było ciemno. Ciemno i cicho. Zbyt cicho. Przywykł, że cisza nie oznacza niczego dobrego. Ale co złego mogło stać się w domu, w którym i tak stało się aż za wiele? Teoretycznie mogło być jeszcze gorzej. Westchnął. Zamykając za sobą drzwi włączył światło. Elektryczność. Coś co jeszcze kilka wieków temu było by śmieszne teraz było normalne. Było niczym zbawienie od koszmarów. Roześmiał się. Mówił jak wariat. Stary wariat, którym w rzeczy samej był. Po spotkaniu z Anie wybrał się na polowanie. Od dawna nie żywił się żyjącymi ofiarami. Przeważnie byli to dawcy z miejskiego szpitala, ale dziś potrzebował świeżej, płynącej prosto z żyły krwi. Jego siły musiały wzrosnąć by mógł odebrać to co mu zabrano. Znów wybuchnął śmiechem. Tym razem mówił o „swojej malutkiej” Suri jak o rzeczy. Nie była nią! Upomniał się stanowczo w myślach. Po pierwszym od tak długiego czasu kontaktu z krwią zaczął zachowywać się jak psychiczny. Nerwy, strach, cierpienie i krew. Wszystko działało na jego zmysły niczym narkotyk. Włączył muzykę. Z barku wyciągnął butelkę whisky. Nie mógł się upić, ale przecież mógł takiego udawać. Ostre brzmienie heavy metalowego zespołu pobudziły go. Popijając trunek przemierzał dom rozważając swoje położenie. Dzwonek do drzwi. Zwykły śmiertelnik nie usłyszał by go, ale dla Heath’a to było normalne. W mgnieniu oka znalazł się przy drzwiach i trzymając w jednej ręce butelkę otworzył je. Niski gruby mężczyzna, w starej nie modnej koszuli w kratkę patrzył na niego spod okrągłych jak jego twarz okularów.
- Jest trzecia nad ranem czy pan w ogóle zdaje sobie sprawę, że o tej porze się śpi jak na każdego normalnego człowieka przystało?! – wrzeszczał.
- Najmocniej przepraszam. Może wejdzie pan na chwilę do środka? Tak się przynajmniej zrehabilituję. – powiedział miłym aż do przesady głosem.
- Człowieku jest trzecia w nocy nie rób pan z siebie debila!
- Ależ nalegam byś wszedł do mnie. Będzie miło. – patrzył prosto w jego czarne tęczówki. Zahipnotyzował go.
- Niech będzie, ale tylko na chwilę. – odrzekł przeciskając się między Heath’em a futryną.
- Będzie miło. Aż za bardzo. – szepnął zatrzaskując drzwi.
Nalał mężczyźnie whisky do szklanki po czym podał mu ją. Ściszył o kilka kresek muzykę.
- Jak ci na imię? – zagadnął – w końcu jesteśmy sąsiadami. To bez sensu mówić sobie ciągle pan i pan. – wzruszył ramionami widząc zmieszanie na twarzy towarzysza.
- Aleksander – odparł i po chwili wahania wyciągnął do niego dłoń.
- Heath – uścisnął dłoń. – a więc długo tu już mieszkasz Aleksandrze? – zapytał bawiąc się swoim trunkiem.
- O już będzie z dwadzieścia lat. A ty? Od kiedy tu mieszkasz?
- Sporo czasu. Trochę. Nie liczę. Liczysz się społecznie?
-  Czemu pytasz? – odrzekł Aleksander nieco zmieszany bardziej niż na początku.
- Tak po prostu. Zabawimy się Aleksandrze. – znów patrzył prosto w jego oczy. – nie będziesz się opierał. – i szybkim ruchem przywarł do szyi mężczyzny.
Krew smakowała mieszanką posmaku metalicznego z alkoholem. Spokojnie – szeptał w myślach Heath próbując uspokoić swój nowy nabytek. Wystarczyła chwila i zatracił się w tym smaku.
Tego wieczoru było stanowczo za dużo dobrego. Nim się obejrzał mężczyzna leżał nieżywy na jego kolanach.
Wstał. Nie miał ochoty na odpoczynek. To będzie cudowna noc. Zanucił w myślach i zamykając szczelnie drzwi ruszył w noc.
 

Szukaj na tym blogu

Copyright © Z miłości do książek , Blogger