Bartek Kieżun, znany podróżnik i łowca smaków, zabiera nas w kulinarną podróż po krajach Morza Śródziemnego – ale tym razem nie po to, by jeść, tylko by piec. W książce „Mąka górą! Wypieki z krajów śródziemnomorskich” znajdziecie przepisy z Włoch, Grecji, Turcji, Hiszpanii i Portugalii. Turecka pide (taka pizza-łódka), katalońska coca na słodko lub wytrawnie, precle z Salonik, sycylijskie brioszki – to tylko przedsmak tego, co czeka na was w środku.
Bartek Kieżun nie rzuca przepisami na oślep – on wprowadza was w klimat, podpowiada, skąd dany wypiek pochodzi, co go wyróżnia, i przede wszystkim: jak go zrobić, żeby wyszedł. I wiecie co? Jemu się ufa. Bo on nie siedzi tylko w redakcji – on jeździ, próbuje, fotografuje, rozmawia z lokalnymi piekarzami. To czuć w każdym przepisie. Ja sama nie jestem mistrzynią wypieków chlebowych, ale tu nawet ja dałam radę z pide – a mój syn pomagał mi zawijać brzegi i mówił, że to „najlepsza pizza-łódka świata”. I to chyba najlepsza recenzja, jaką można dostać.
Co jeszcze cenię w tej książce? Praktyczność. Nie ma tu przepisów z trzydziestoma składnikami, których nie dostaniecie w osiedlowym sklepie. Autor pisze językiem ludzkim, nie kucharsko-naukowym, a do tego podpowiada zamienniki i radzi, na co uważać. Jest też trochę zdjęć, tyle ile trzeba – nie żeby album, ale żeby wiedzieć, jak ma wyglądać ciasto przed i po. Jeśli lubicie śródziemnomorskie smaki, jeśli chcecie zaskoczyć rodzinę czymś innym, albo po prostu macie ochotę na kuchenną podróż bez ruszania się z domu – sięgajcie po tę książkę. „Mąka górą” to książka, która zachęca, nie przytłacza. I sprawia, że chce się piec. Albo chociaż próbować. Polecam całym sercem (i brzuchem)! ❤️
Współpraca reklamowa
Meghan Chase w końcu przyjęła swoje przeznaczenie. Została Żelazną Królową, władczynią nowego dworu, ale korona okazała się cięższa, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Gdy w krainie Nigdy-Nigdy pojawia się nowy Żelazny Król, który jest potężniejszy i bardziej bezwzględny niż wszystko, z czym dotąd walczyła. Odwieczni wrogowie Dwór Letni i Zimowy, muszą połączyć siły. Meghan zostaje brutalnie odcięta od ukochanego Asha i swojego dworu. Aby ocalić wszystkich, których kocha, będzie musiała dokonać najtrudniejszej ofiary w swoim życiu i zapłacić cenę, która może być zbyt wysoka nawet dla Żelaznej Królowej.
No i stało się. Autorka po raz kolejny rozwaliła mój świat i zostawiła mnie z rozdziawioną buzią. „Żelazna Królowa” to tom, w którym nie odpuszcza ani na chwilę. Serce wali jak oszalałe, akcja gna na złamanie karku, a ja znowu nie mogłam się oderwać. Meghan dojrzewa, ale ta dojrzałość boli. Jej decyzje są trudne, czasem wręcz niesprawiedliwe, i tyle razy chciałam krzyknąć „Nie rób tego!”. A jednak rozumiałam, dlaczego musiała. Wątek romantyczny? Jest, i to jaki. Ash, Meghan, Puck… czuć między nimi ciężar wszystkiego, co przeszli, i łamało mi serce, bo tym razem stawka jest wyższa niż kiedykolwiek. Kot? No gdzie bym była bez kota! On w ogóle ratuje każdą scenę, w której się pojawia 😁
Fani „Okrutnego księcia” i dworów Maas naprawdę musicie to przeczytać. Ta seria ma w sobie to coś, przez co człowiek zapomina o śnie i jedzeniu. A w tym tomie dochodzi do tego jeszcze jeden element: dylematy władzy i ofiary. Nie ma już tylko ucieczki Meghan musi rządzić. I choć w głębi serca wciąż jest tą samą dziewczyną z pierwszego tomu, to „Żelazna Królowa” zmusza ją do dorosłości w najbardziej bolesny z możliwych sposobów. Końcówka zwaliła mnie z nóg, siedziałam z książką w ręku i nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje. Jeśli myślałyście, że w drugim tomie było intensywnie, to trzeci bije wszystko na głowę. I ja jestem totalnie zakochana w tej serii.
Współpraca reklamowa z Vesper
Jedno pozornie niegroźne włamanie uruchamia lawinę zdarzeń, która wywróci życie bohaterów do góry nogami. Tony też nie ułatwia sprawy, bo uczucie między nim a Amber w końcu ma szansę rozkwitnąć, tylko czy na pewno? W tle jak zwykle stajnia, konie, turnieje i sekrety, które wychodzą na jaw.
Muszę przyznać, że po pierwszym tomie podchodziłam do „Iskry” z lekkim dystansem. Dalej uważam, że jestem odrobinę za stara na tę serię, ale… autorka zrobiła krok do przodu. W tomie drugim jest więcej emocji, więcej napięcia i więcej tych momentów, kiedy człowiek nie może oderwać wzroku od kartki. Nadal mamy to, co w jedynce było najlepsze: rzetelne informacje o koniach, turniejach i pracy w stajni. I nadal jest to napisane lekko, szybko i przyjemnie. Jako nastolatka oszalałabym na punkcie tej serii. Jako dorosła kibicowałam Amber i Tony’emu, choć momentami przewracałam oczami.
Co mnie zaskoczyło? Że akcja faktycznie zmierza w nieoczekiwanym kierunku. W pierwszym tomie wszystko było dość przewidywalne, tu pojawiają się zwroty akcji, których się nie spodziewałam. I choć wciąż nie jest to literatura, która zawładnęła moim sercem, to doceniam, że autorka nie pojechała po bandzie z cukierkowością. Jest ciężka przeszłość, są traumy, są decyzje, które bolą. Dla młodego czytelnika będzie to dzieło sztuki. Dla mnie jest to dobra kontynuacja, która sprawiła, że nie żałuję poświęconego czasu. Polecam zwłaszcza tym, którzy tom pierwszy połknęli w jeden wieczór. Dostajecie dokładnie to, czego chcecie, a nawet trochę więcej.
Współpraca reklamowa z wyd Jaguar
🧛🏻♀️Mische poświęciła się dla miłości. Teraz jest pustym cieniem, uwięziona między życiem a śmiercią. Asar, złamany i spragniony zemsty, nie cofnie się przed niczym, nawet przed kradzieżą mocy boga śmiercia, by ją ocalić. Razem przemierzają mroczne Podziemia targane wojną bogów. Ich relacja to desperacka walka z losem, pełna napięcia i mroku, gdzie każdy pocałunek może być błogosławieństwem lub klątwą. Czy miłość wykraczająca poza granice śmierci ma szansę przetrwać?
🧛🏻♀️Nie wiem, jak autorka to robi, ale za każdym razem trafia prosto w serce. Po raz kolejny wciągnęła mnie do swojego świataz którego nie chciałam wracać. Mische i Asara polubiłam już w poprzednim tomie, którym mocno kibicowałam. Trzymałam kciuki za nich, za ich uczucie. Wszystko, co się działo sprawiało, że moje serce biło szaleńczo. Oczywiście, były też momenty, gdy robiło się ciepło na sercu. Ta książka boli. Boli dobrze, boli prawdziwie, a przy okazji sprawia, że uśmiechacie się przez łzy.
🧛🏻♀️Dawno żadna książka nie sprawiła, że tak bardzo wierzyłam w dwoje ludzi. Relacja Mische i Asara dojrzewa, zmienia się, walczy o każdy oddech. A w tle Podziemia, wojna bogów, pies Luce, którą tak bardzo polubiłam i tajemnice, które wychodzą na jaw z każdą stroną. To książka o tym, że nawet po największym upadku można znaleźć czyjąś dłoń, która cię podniesie. Kocham tę historię. Kocham tę serię. To była świetna, wspaniała, poruszająca do szpiku kości książka. Jeśli jeszcze nie znacie tej serii, to idealny moment,by nadrobić zaległości. Polecam wam całym sercem ❤️
Współpraca reklamowa z wydawnictwem Hype
„Słowik i serce z kamienia” to trzeci tom cyklu „Królestwo Nyaxii”, ale spokojnie – to początek nowej dylogii, więc można zaczynać przygodę od tego miejsca. Główną bohaterką jest Mische, która została przymusowo przemieniona w wampira. Straciła wszystko: dom, człowieczeństwo, a przede wszystkim miłość boga słońca, któremu poświęciła całe swoje życie. Teraz czeka ją śmierć za zamordowanie księcia, który ją przemienił – ale w ostatniej chwili ratuje ją Asar, książę-bękart z Domu Cienia, mężczyzna pokryty bliznami i tajemnicami. Problem? Jej kara zamienia się w misję jeszcze gorszą niż egzekucja: razem z Asarem ma zejść do podziemi i wskrzesić boga śmierci. A jednocześnie bóg słońca nakazuje jej... zdradzić Asara i zabić tego, kogo pomoże przywrócić do życia.
Carissa Broadbent po raz kolejny udowadnia, że nie ma sobie równych w budowaniu mrocznego, pełnego napięcia fantasy z romansem, przy którym serce wali jak młotem. „Słowik i serce z kamienia” wciągnęło mnie od pierwszej strony i nie puściło do samego końca. Mamy tu wszystko, co kocham: podróż przez niebezpieczne podziemia, próby, bestie, duchy przeszłości i dwoje bohaterów, którzy sobie nawzajem nie ufają, ale nie mogą przestać o sobie myśleć. Mische to bohaterka rozdarta między tym, kim była, a tym, kim stała się wbrew własnej woli. Asar to mężczyzna z bliznami nie tylko na ciele, ale i na duszy, a jego historia złamała mi serce. Czuć tę niepewność, to ciągłe pytanie: czy on jest po mojej stronie, czy tylko czeka, żeby mnie wykorzystać? I choć akcja pędzi jak szalona, autorka znajduje momenty na prawdziwe, głębokie emocje.
To historia o tym, że czasem miłość i zdrada idą w parze, a ciemność może być równie pociągająca co światło. Mische i Asar to para, o której nie da się zapomnieć – iskrzy, drapie, kusi, a przy każdym zbliżeniu czuć, że jedno z nich może w każdej chwili złamać serce temu drugiemu. Do tego genialna mitologia bogów, która w tym tomie dostaje nowe, jeszcze bardziej mroczne oblicze. Zakochałam się w tej serii już po przeczytaniu "Zabić wampirzego najeźdźcę" i z każdym kolejnym Tomem, ta miłość jest coraz większa. Jeśli szukacie książki z wampirami, naszpikowanej emocjami, szybszym biciem serca to ta seria jest dla was. Polecam całym sercem ❤️
Maddie w testamencie dostaje od swojego brata zadanie: ma udać się do ośmiu miejsc, których zmarły jest nie zdążył odwiedzić i tam rozsypać jego prochy. Proste? No nie koniecznie. W podróż ma się wybrać z jego najlepszym przyjacielem - Domem- który swoją drogą jest mężczyzną, w której młoda Maddie się kochała, a który złamał jej serce. Teraz mają do pokonania osiem Stanów, osiem listów od Josha i osiem powodów do spotkania. Czy początkowa niechęć przerodzi się w przyjaźń? I jak oboje poradzą sobie że strata?
Dawno żadna książka nie sprawiła, żebym się śmiała i płakała jednocześnie. To, co tu się wydarzyło... Nadal nie mogę uwierzyć, że ją skończyłam i jednocześnie mam ochotę przeczytać ją od nowa. To książka z gatunku tych, które podnoszą na duchu, które są taką deską ratunkową w czasie żałoby. To książka, która porusza każdy skrawek serca i duszy czytelnika. Nie da się jej odłożyć choćby na chwilę, bo myśli cały czas uciekają do naszych bohaterów, a my z zapartym tchem odkrywamy coraz to nowsze tajemnice, które niegdyś ich poróżniły. Patrzymy jak z wrogów stają się przyjaciółmi. Jak ich relacja się zmienia, dojrzewa. Maddie nie miała łatwego życia z matką i babką ich słowa cięły jak może. Nie dziwiłam się, że jej wiara w siebie, pewność zostały nadszarpnięte i nie potrafiła zaufać. Chciałabym ją tak mocno przytulić. Pokochałam Maddie, Doma, jego dwóch cudownych braci, przyjaciół Maddie. Byli dla niej opoką.
To przecudowne, wspaniała, urzekająca i emocjonująca historia, która zostanie ze mną na długo i do której będę wracać. To historia, którą każdy powinien przeczytać. Do książki powinny być dołączone chusteczki i to w tym wielkim opakowaniu, bo naprawdę nie sposób tu nie zapłakać. Ja jestem totalnie zakochana. To kolejna książka w tym miesiącu, która dostanę 11/10 gwiazdek (i to nie ustawka, serio). Jest niesamowita. Sięgajcie po nią koniecznie. Polecam całym moim sercem ❤️
