Moim ulubionym dilerem kryminałów od lat jest Wojtek. Dlatego też z wielką przyjemnością sięgnęłam po kolejną książkę spod jego pióra. A jak wypadła tym razem?
Przy lesie w Młocinach zostaje znaleziony martwy jasnowidz. Nie byłoby to nic spektakularnego, gdyby nie to, że przy ciele znaleziono dowody, na atak seryjnego mordercy wzorującego
się na zabójcy z Nowego Orleanu. Śledztwo prowadzi Katarzyna, która ma w swoim życiu ciężki okres. Prócz rozwikłania zagadki mierzy się z problemami psychicznymi. Czy pomoże jej to w śledztwie, a może zaszkodzi?
Nie chcę wam tu za dużo zdradzać, bo jest to coś naprawdę ciekawego, angażującego i wartego przeczytania. Autor w swojej najnowszej książce postawił nie tylko na zabójstwo, śledztwo, ale (w sumie jak zawsze) pokazał nam śledczą, która w prywatnym życiu zmaga się ze strata po śmierci męża. Kobietę dręczą halucynacje. To już może być podstawą do odsunięcia jej od pracy. Podobało mi się to, że Kaśka była tu naprawdę fajnie wykreowana postacią. Nie była płaska, miała swój bagaż emocjonalny, co nadawało jej ludzkich cech. Można było się łatwo z nią utożsamić i polubić ją.
Podobało mi się również to, że mimo bieżącej sprawy mamy też przeskok w czasie i bardzo ciekawy, choć nie powiem przyprawiający o dreszcze wątek. A czy ma on związek z obecnym śledztwem? No ja wam nie powiem 😈 sami musicie odkryć co tym razem Wojtek nam tu zaserwował. A naprawdę dzieje się sporo, mamy zwroty akcji, która jest wartka i ani na moment nie zwalnia. Jeśli szukacie dobrego kryminału na październikowe zimne wieczory, jeśli lubicie motyw halucynacji i tego co nasz mózg potrafi wytworzyć, a także szukacie postaci z krwi i kości to ta historia jest dla was. Ja jestem znów urzeczona tą historią i z czystym sumieniem wam ja polecam.
Współpraca reklamowa z autorem
