czwartek, 27 lutego 2014

Rozdział 11 ....

Dziś będzie trochę nietypowy rozdział, ale to ze wzgledu na to by można było zrozumieć dalszą akcję.
Jestem ciekawa ile tak naprawdę z tych osób tu jest ze mną od początku , a ile liczy tylko na zyski z dodawania komentarzy ....
No nic do następnego rozdziału potrzeba 10 komentarzy.
Do dzieła.
__________________________________________




Miejsce które wybrał na spotkanie było ciemne i oddalone od cywilizacji o dobre parę mil. Magazyny wyglądały na opuszczone od wielu lat. Wiatr szalał między wybitymi oknami dodając miejscu strachu i grozy. Wszystko po to by w razie jakichkolwiek problemów można było bez świadków zamaskować ślady masakry.  Heath zerknął na niebo. Zaraz miało świtać, a Lucas’a nigdzie nie było widać. Nie wiedział czy się tym martwić czy odetchnąć z ulgą. Sytuacja była trudna, ale nie bez wyjścia. Byle tylko Anie znalazła jakiś dobry sposób. Wytężył słuch. Nic, ani śladu obecności czyjejkolwiek. Westchnął.
Minęło jeszcze kilka minut nim usłyszał kroki na piachu. Odwrócił się gwałtownie w tamtą stronę. Ku niemu szedł wysoki mężczyzna o blond włosach, a za nim kilku jego kompanów. Byli dobrze zbudowani.
- Lucas – szepnął Heath wpatrując się w dawnego przyjaciela.
- Miło cię widzieć – powiedział wyciągając do niego dłoń. Heath tylko popatrzył nań obojętnie nieodwzajemniając uścisku. – jak już chcesz. – cofnął rękę wzruszając ramionami. – Więc co u ciebie stary przyjacielu?
- Już od dawna nie jestem twoim przyjacielem, Lucas’ie. Nie po tym co uczyniłeś i teraz zamierzasz.
- Och czyli jesteś na mnie zły, że ja będę u władzy. Spokojnie. Ze względu na stare dobre czasy zostaniesz przygarnięty do elity. Będziesz dla mnie prał, gotował. Czy takie rozwiązanie jest dla ciebie satysfakcjonujące? – zapytał z błyskiem w oku, a jego druhowie wybuchli śmiechem. Bawił się. Aż trudno uwierzyć, że dawniej był nieszkodliwym ciamajdą.
- Dość. – uciął Heath. – przejdźmy do rzeczy.
- Eh… jesteś drętwy skoro nie znasz się na moich żartach. A już myślałem, że wspólnie powspominamy czasy kiedy byłeś bardziej towarzysko nastawiony.
- Nie ma czego wspominać. Co było nie wróci, lepiej żyć teraźniejszością.
- Rozumiem, lepiej przekreślić to co kiedyś było piękne typu przyjaźń czy miłość? – ostatnie słowo wypowiedział z naciskiem.
Heath’owi aż zrobiło się czarno przed oczami. Od lat nie wracał do tamtych wydarzeń. Do Lucas’a czy Katie. Katie. To słowo zawisło w jego piersi niczym kamień. Tak bardzo ją kochał, a ona odeszła. Nie zdążył jej uratować. To przez nią się zmienił, dzięki niej odszedł od złej strony, a teraz wszystko wróciło.
- Czego chcesz?! – wrzasnął Heath czując narastającą złość.
- Nie tak ostro. – odciął się. – no dobrze skoro chcesz możemy to załatwić od razu. Więc czego chcę? – zastanowił się pocierając brodę. Specjalnie przedłużał. Lubił patrzeć na niepewność przeciwników. – chcę tej waszej małej wampirzycy. Chcę dzięki niej stać się potężny. – mówił głosem niczym wariat z oddziału psychiatrycznego.
- Chyba sobie kpisz, że dostaniesz dziewczynę!
- Po pierwsze z nikogo nigdy sobie nie kpię, a po drugie dlaczego nie? To będzie twoja przyszłościowa inwestycja. Oddasz mi ją, ja stworzę nowy gatunek, a my będziemy znów przyjaciółmi. Widzisz same plusy. – uśmiechnął się szyderczo.
- Nigdy. Prędzej umrę niż pozwolę byś ją skrzywdził i byś panował światem.
- Skoro tak sam ją sobie wezmę. Nie potrzebuje twojego błogosławieństwa. Zawsze dostaję to czego chcę, zapamiętaj. Do zobaczenia. - wziął rozbieg i zmienił się w jastrzębia i poszybował w odchodzącą noc.
Heath został sam. Analizował wszystko czego się dowiedział. Jednak jedyne co nasuwało mu się do głowy to, to że nie długo będą walczyć. Wyciągnął telefon i wybrał numer.
- Dejdar? Tak, tak już po wszystkim. Sprawdź co u Suri. martwię się.

sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 1O ...

A więc 1O już rozdział! 
Oceńcie sami to dzieło napisane przed paroma sekundami :D
Kolejny rozdział za 15 komentarzy :D
Miłego czytania Wampiroholicy ! <3
Zachęcam Was do oddawania głosów w sondzie w prawej części strony, a także opiniowania rozdziału pod każdym postem!
______________________________



Od pamiętnego dnia minęło już dwa tygodnie, a oni nie odpuszczali jej ani na krok. Było to nużące, jednak wiedziała, że tak potrzeba. Bali się o nią i było to uzasadnione. Wiele dni zajęło Dejdar’owi zebranie informacji o dawnej przyjaciółce. Była czarownicą, a wszystkie magiczne moce były im niezbędne nie tylko do ochrony, ale także do walki. Musieli mieć zabezpieczenie.
Gdy mężczyźni zajmowali się sprawami bezpieczeństwa, Suri przeglądała wystawę w sklepie z antykami. Coś w nich wydawało się spokojnego, a zarazem mrocznego. Niepewnie podeszła do czarownicy, a wszyscy patrzyli na nią z niepokojem.
- Co to jest? – spytała Anie pokazując jej niewielki kamyczek.
- O – zaśmiała się melodyjnie jakby odetchnęła z ulgą – to czarny turmalin. Chroni przed psychicznymi atakami. Weź go. – zacisnęła kościstą dłoń na dłoni Suri. – będzie cie chronił.
Dziewczyna poczuła lekkie łaskotanie w brzuchu. Magiczna moc bijąca od kamienia działała na nią uspakajająco. Posłała wszystkim szczery uśmiech po czym oddaliła się. Dzięki wyostrzonemu słuchowi wiedziała o czym rozmawiają – o niej.
Nie chciała być wścibska, ale mimowolnie dochodziły do niej słowa.
- To się nie uda – mówiła Anie z takim przekonaniem, że Suri włoski zjeżyły się na karku. „No to po nas” pomyślała – nie mamy wystarczających środków by walczyć, a moja obrona na nie wiele się zda. Potrzebujemy nie tylko magii, ale też siły fizycznej.
- O to się nie martw – przerwał jej Heath. – kilku starych przyjaciół obiecało pomoc. Może to nie wiele, ale musimy spróbować. Nie mogą dojść do władzy. Nie póki ja żyję.
- W takim wypadku to długo nie pożyjesz – westchnęła czarownica opadając na wysoki fotel. – To nie jest coś co można od tak zniszczyć. Lucas jest silny i nadal w nią obrasta. Ma wielu sprzymierzeńców. Każdy chce władzy,  Heath , taka jest prawda.
Była już starszą kobietą, ale widać w niej było siłę życia. Jej czarne włosy pokrywały gdzie niegdzie siwe odcienie co odzwierciedlało wiek Anie. Czarownice żyły dłużej niż przeciętni ludzie, a moc czerpały z naturalnego środowiska. Fascynowało to każdego kto choć raz spotkał się z tymi istotami.
- Dobrze już dobrze. – powiedziała zrezygnowana – pomogę wam!
- Anie jesteś aniołem! – wykrzyknął Heath ściskając dłonie staruszki.
- Och nie mój drogi jestem czarownicą, a moją misją jest pomoc dobrym dzieciom nocy. – puściła do niego uwodzicielskie oczko, a on speszony spuścił głowę w dół.
Suri zastanowiła się czy gdyby kobieta nie była młodsza to Heath zdołałby się jej oprzeć. Zaśmiała się na samą myśl, że tych dwoje mogło by coś łączyć. Postanowiła zapytać Dejdar’a na osobności o to co jest między dwojgiem starych znajomych. Ciekawość potęgowało rozbawienie w oczach Dejdar’a.
- Czego będziemy potrzebować? – zapytała Suri bawiąc się swoim zdobycznym kamykiem.
Nie podeszła do nich. Z tego miejsca miała cudowny widok na cały sklep. Był niezwykły jak jego właścicielka.
- O to się nie martw. Za kilka dni zawitam do was ze wszystkim co będzie nam niezbędne, a tym czasem zmykajcie. Muszę zastanowić się co i jak. – uśmiechnęła się do nich niczym małe dziecko wydające polecenia rodzicom.

sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 9 ...

Długo trzeba było czekać na ten rozdział, ale tak bywa.
Dziękuje, że bierzecie udział w sondzie z prawej strony.
Dziękuje za 5 a także za 3 choć przyznam szczerze, że miło by było gdyby ktoś uzasadnił swoją opinię. Taka mała dygresja  na przyszłość. Mam nadzieję, że rozdział spodoba się Wam i nie zmienicie zdania o moim blogu. 
Rozdział 10 za 6 komentarzy... do roboty ! 
Miłego wieczoru
____________________________________



Zakręciło jej się w głowie. Czuła żółć na języku, a przyglądanie się twarzą mężczyzn było nie do wytrzymania. Nic nie mogła z nich wyczytać. Cisza jaka zapadła mogłaby być krojona nożem, a i tak by to nic nie dało.
- Dlaczego? Dlaczego to właśnie mnie szukają. Co to wszystko ma znaczyć i jaki to ma związek ze mną? – zapytała bardziej chwiejnym głosem niż chciała by to zabrzmiało.
Towarzysze Suri wymienili porozumiewawcze spojrzenia lecz to właśnie Heath przemówił.
- Widzisz. U początku swojego panowania Lucas znalazł kobietę, która znała tajemnicę. Tajemnicę jak przemieniać ludzi w wampiry tak by trwało to stosunkowo krótko i by nowo powstałe istoty mogły szybciej wykształcić te cechy które innym zajmowały kilka miesięcy. Lucas i jego mentor Jack byli przygotowani na to świetnie i gdy już wszystko miało się wydarzyć kobieta umarła zabierając sekret do grobu. Tak im się w tedy wydawało. Nie wiedzieli, ze kobieta podzieliła się tym z córką. – urwał stając przy oknie. Patrzył w dal jakby to pomagało mu przenieść się w tamte czasy. Zaczął – istnieje coś takiego jak zaklęcie, które pozwala zmieszać krew z składnikami które tylko twoja prababka znała. Przekazała te klątwę lub dar jak kto woli na trzecie pokolenie. Wiem, że to dla ciebie ciężka sprawa, ale właśnie trzecim pokoleniem jesteś ty. Twoja matka umarła po to by ten dar mógł w tobie ożyć. To on ją zabił, Suri. – szepnął ostatnie zdanie.
Nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. To było jak cios. Jej ukochana rodzina umarła po to by jakiś wampir mógł tworzyć własną wizję świata.
- Poczekaj, poczekaj to brzmi niczym z jakiejś komedii sensacyjnej. – pokręciła przecząco głową, śmiejąc się nerwowo.
- Nie chcę cię martwić, ale to jest sama prawda. Jesteś bardziej silna niż inne wampiry i możesz dłużej wytrzymać w rządzy krwi. To nie jest cecha jaką każdy że tak to ujmę starych wampirów to ma. – dopiero teraz się odwrócił i spojrzał na nią z troską.
– Nie dopuścimy do tego by coś ci się stało. – Dejdar uśmiechnął się połową twarzy i w każdych innych okolicznościach Suri rozmarzyła by się, ale nie dziś.
Dziś był zupełnie zły dzień na takie gesty. Westchnęła w głębi duszy czując się z tym źle.
- Jak? Jest nas trójka, a ich? Co najmniej drugie tyle. Nie damy sobie rady! Zwyczajnie już jesteśmy trupami czy tego chcemy czy nie! – wrzasnęła na całe gardło.
Znów zachowała się nie tak jak zamierzała. Nie chciała być nie grzeczna. Troszczyli się o nią i chcieli dla niej dobrze. Jednak bała się. Nie chciała umierać. Jeszcze nie teraz. Przeczesała ręką włosy wstając od stołu.
- Panowie wybaczą muszę się z tym oswoić. – wybiegła z kuchni nie bacząc na wołania za nią.
Zamknęła się w swoim pokoju. Nigdy nie była zbyt rozchwytywaną osobą. Wolała swoje zacisze i przyjaciół. Dlaczego teraz wszystko się zaczęło komplikować?  Wiele pytań nie znajdywało odpowiedzi. Czy gdyby nie jej babka stała by się wampirem? Czy poznała by Dejdar’a i … ? I właśnie co? Zakochała by się? Właśnie to słowo spoczęło na niej sercu niczym głaz. Wszystko się komplikowało, a najbardziej jej życie.

piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział 8 ...

Nie mogliście się doczekać dalszej części więc specjalnie wzięłam się za ten rozdział dziś. 
Nie wiem jak wam się spodoba. 
No cóż wszystko zależy od gustu ;D
Czekam na 5 szczerych komentarzy :D
Miłej lektury :D
___________________________________



- Co... co to było? – wydyszała ciężko ciągnięta przez Dejdar’a.
Szli ulicami gdzie kręciło się sporo ludzi. Tu byli bezpieczni. Nikt o zdrowych zmysłach nie zaatakuje ich przy tylu świadkach. Chyba, że byłby niezrównoważony i zabił ich wszystkich.
- Wszystkiego się dowiesz, ale nie tu. – syknął przez zaciśnięte zęby.
Dopiero teraz zauważyła świeże blizny i sporo krwi od walki. Nie wiedziała, że aż tak poważnie było z nim.
- To nie twoja krew, prawda? – dotknęła delikatnie jego piersi, unosząc pytająco brwi.
- Mnie nie sposób jest zabić – odpowiedział mrugając do niej.
Uśmiechnęła się czując wielką ulgę. Szli w milczeniu. Każde kalkulowało to co się przed chwilą wydarzyło. Czuła zmęczenie. Ten dzień był ciężki i na pewno nie zapomni go do końca swojego życia, a jeśli dobrze pójdzie będzie żyć nawet wiecznie. Super – pomyślała krzywiąc się w środku. Będę musieć zapytać Heath’a czy są na to jakieś sposoby. – westchnęła cicho. Droga do domu nie zabrała im wiele czasu. Lubiła ten wielki  kremowy dom w którym się wychowała. Zawierał całe jej życie i sekrety. Nie chciała z tego rezygnować nawet po tylu przykrych wydarzeniach.
- Co się stało? – przywitał ich podniesiony ton Heath’a.
Suri westchnęła ciężko idąc jak na ścięcie za swoim współlokatorem do kuchni.
W każdym domu to kuchnia stanowiła centrum rodzinne i właśnie tam każdy czuł się najlepiej. Nalała sobie soku przysiadając na krześle naprzeciw mężczyzn. Dejdar właśnie był w trakcie streszczania tego co miało miejsce dzisiejszego dnia. Z wielkim zdziwieniem Suri stwierdziła, że nie wspomniał o jej małym wybryku, aż z takimi szczegółami jak było. Tylko dlaczego? Może chciał ją chronić? Nie znała odpowiedzi na te pytania i bała się, że nigdy tego się nie dowie. Obaj mężczyźni popatrzyli równocześnie na nią. Po minie Heath’a było widać, że jest wstrząśnięty. Zaczął mówić.
- Nie chcę cię dobijać Suri, ale to dopiero początek i nadeszła pora abyś poznała całą prawdę.
- Mów dziś już nic mnie nie zszokuje. – odezwała się zrezygnowanym tonem.
- Kilkaset lat temu – zaczął po chwili milczenia jaka zapadła – nie patrz tak na mnie! Chyba nie myślałaś, że mam 23 lata? Ale nie o tym chciałem. Widzisz w tamtych czasach było zupełnie inaczej. Jeśli ktoś coś dla ciebie zrobił musiałeś się w ten czy inny sposób kiedyś odwdzięczyć. I tak też było z nami dwoma – wskazał gestem Dejdar’a. – Lucas jeden z pierwszych podzielił się z nami tym czym teraz jesteśmy. Chciał mieć przy sobie zaufanych ludzi, gdy się zacznie rewolucja na którą przygotowywał się od dłuższego czasu. Było nas w sumie pięcioro i tylko my dwaj wyszliśmy z tego kręgu. A teraz jak widać nasz przyjaciel powraca z niemiłą niespodzianką.
- Czekaj! Czy ty choć raz możesz opowiadać spójnie? Zgubiłam się i nie ukrywajmy fatalnie wyszedł ci ten przekaz. – przewróciła oczyma nie chcąc po sobie dać poznać, że jest bardziej zaintrygowana niż przestraszona.
- Chodzi o to, że– podjął dalszą rozmowę Dejdar. – Lucas jest potężny. Potężniejszy niż my wszyscy razem wzięci. Mówiąc prosto i logicznie chce zawładnąć całym światem i aż do tego czasu zabrakło mu jednego ważnego składnika.
Suri uniosła brwi do góry czekając na więcej konkretów. W głębi siebie czuła, że to co usłyszy nie będzie zbyt miłe.
- On potrzebuje do tego ciebie – szepnął ledwo słyszalnie Heath.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 7 ...

I oto kolejna część waszych ulubieńców.
Do kolejnego rozdziału dzieli was 4 komentarze.
Do dzieła ! :D
Szczęśliwego Nowego Roku !!  
_______________________________________

Wychodzili już z ciemnego zaułka, gdy przed nimi stanęło dwóch uzbrojonych w kołki mężczyzn. Pierwszy był mniejszy o co najmniej głowę od drugiego, lecz byli dobrze zbudowani co mogło dać im pozory przewagi. Przekładali zgodnie kołki z prawej do lewej ręki. Suri stała sztywno obok Dejdar’a. Nie wiedziała jak ma się zachować. Nigdy jeszcze nie musiała walczyć. Nie z kimś o wiele od niej większym. Jestem od nich silniejsza – pomyślała z ulgą – jestem przecież wampirem. Gorzej jeśli i oni są wampirami. – przełknęła głośno ślinę czując wielką gulę w gardle.
Widziała opanowanie w oczach partnera i szyderstwo na twarzach przeciwników.
- O co chodzi panowie? – z chłodem w głosie zapytał Dejdar. – mniemam, że z kimś nas mylicie.
- Obawiam się, że jednak nie. Szukamy jej – wyższy wskazał kołkiem Suri, a ona poczuła, że cała krew odeszła jej z twarzy. -  więc nie traćmy czasu na zbędne dyskusje i raz dwa będzie po wszystkim – zaczął powoli podchodzić do niej. Szedł dumnie jakby z najwyższym majestatem.
Dejdar stanął przed Suri i zasłonił ją. Drugi nie czekając ani chwili dłużej rzucił się na niego. Gdy oni zniknęli w wirze walki przez myśli dziewczyny zaczęły przelatywać różne obrazy z życia. Wiedziała, że nadszedł koniec bo nawet gdyby Dejdar’owi udało się ujść z życiem i zabić tamtego to może dla niej być już za późno. Koniec zbliżał się nie ubłaganie. Mężczyzna przystawił kołek do jej serca.
- Dlaczego to robisz ? – spytała, a jej głos zadrżał. Skrzywiła się. Chciała pokazać, że jest silniejsza i się nie boi mimo wszystko.
Nieznajomy zaśmiał się złowrogo odrzucając głowę w tył. Krew przeszło jej przez myśl widząc odsłonięte gardło napastnika. Zaczęła kalkulować plusy i minusy ustawienia. Nie była w najgorszej pozycji.
- Do prawdy zabawne. Pomyśl ślicznotko dlaczego ktoś mógłby chcieć twojej śmierci. Osobiście nic do ciebie nie mam i nawet mogło by być fajnie – przesunął kołkiem po jej ciele – jednak nie! Praca jest ważniejsza od takich błahostek. – uśmiechnął się pokazując zęby.
Zrobił krok na przód, a ona poczuła, jak kołek jest coraz bliżej. Syknęła robiąc unik i w mgnieniu oka znalazła się za nim. Chwyciła jego jasne włosy i odciągnęła w tył głowę. Czuła zaskoczenie przeciwnika. Wiedziała, że ma jedynie kilka sekund przewagi jednak postanowiła zaryzykować.
- Ten kto cię przysłał nie wspominał nic o tym, że młode wampiry są wiecznie bardzo, ale to bardzo głodne? No cóż sam się o tym przekonasz. – obnażyła kły i wgryzła się w jego gardło.
Nie zaczęła jeszcze dobrze pić, gdy mężczyzna zaczął się wyrywać i udało mu się jej oswobodzić.
- Zrobiłaś błąd, bardzo poważny błąd dziewczynko. Teraz umrzesz i nic mnie nie powstrzyma! – warknął. Rana na szyi zdążyła się już zabliźnić. O matko – pomyślała uderzając z całym impetem o ścianę – jednak to wampir. Zaczęła się podnosić. Postawił ją na nogi jedną ręką.
- Brawo za szybką reakcję – przyparł ją ręką za szyję  do ściany.
Wbił kołek w jej ramię i przejechał nim mocno robiąc głęboką ranę. Krzyknęła czując tępy ból.
- Pożegnaj się z życiem - i nim zdążył wbić kołek w jej serce sam runął pod jej nogi z prowizorycznym patykiem wbitym w plecy.

sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział 6 ...



Więc oto i kolejna część. 
Co o niej myślicie ? 
Do rozdziału 7 dzieli was tylko 4 komentarze, a więc do dzieła.
Miłego czytania.
Wesołych Świąt !!
 ____________________________

Kierowała nią tylko żądza krwi. Miała dość workowego smaku. Chciała poczuć jak to jest smakować życiodajny pokarm prosto z tętniącej żyły. Nie znała jeszcze dobrze tajników hipnozy, ale była pewna, że sobie poradzi.
- Jestem przecież niezwykła! – prychnęła przedzierając się przez tłum ludzi.
Było południe, a po bliski pub wypełniony był po brzegi. Przynajmniej nikt nie zwróci na nią uwagi. Usiadła w rogu pomieszczenia i zaczęła przyglądać się otoczeniu. Ludzie którzy ją mijali uśmiechali się przyjacielsko pamiętając ją jako brzdąca bawiącego się z ich dziećmi. Ale wszystko się zmieniło. Już nie jest tą samą osobą jaką była parę lat temu, ba nawet parę tygodni. Teraz była lepsza i nieśmiertelna. Przynajmniej nie w ten ludzki sposób. Wypatrzyła go. Był pijany i ledwo słaniał się na nogach. Wyszła tuż za nim i odczekawszy chwilę, ruszyła za nim. Pachniał gorzej niż myślała na początku, ale przynajmniej będzie tak pijany, że nie będzie mógł powiedzieć co go napadło. Przygwoździła go do ściany i obnażając kły zbliżyła się do jego gardła.
***

- Suri! – poczuła szarpnięcie w tył i odbijając się od ściany zjechała w dół.
Syknęła nadal z obnażonymi kłami gotowa rzucić się na niego. Mężczyzna siedział obok bezwładnego ciała jej pokarmu. Czuła się na wygranej pozycji. Jednak gdy mężczyzna podniósł głowę przeszedł ją dreszcz. Już nie chciała atakować.
- Zabiłaś go, Suri. – powiedział beznamiętnym głosem, gdy podeszła bliżej.
Usiadła bezwładnie obok Dejdar’a.
- Przepraszam – szepnęła, a gdy gorące łzy zaczęły spływać po jej bladych policzkach, miała chęć stamtąd uciec.
- Co się z tobą dzieje? Heath twierdził, że takie zachowanie jest ci obce. Więc co to wszystko ma znaczyć? – mówił z wyrzutem od którego zrobiła się bardziej wściekła niż przygnębiona.
- Jak mniemam o wszystkim wiedziałeś więc trzeba było zostać i nie pozwolić mi uciec. Jak powiedziałeś jestem zbyt młodym wampirem by się kontrolować. Nie możesz mieć wyrzutów do mnie za to co dziś się stało. Na moim miejscu zachował byś się z pewnością tak samo.
- Ja… przepraszam. Nie wiedziałem, że aż tak poważna będzie wasza rozmowa. Przykro mi, że dowiedziałaś się wszystkiego w takich okolicznościach.
W jego głosie była nuta współczucia. Uwierzyła mu, jednak nie chciała pokazywać od razu, że mu wybacza.
- I tak nie cofniemy czasu. Nie ma co rozpaczać. Jednak obiecuję, że następnym razem przemyślę wszystko dwa albo nie , nawet cztery razy zanim coś zrobię.
- I to mi się podoba. A teraz chodźmy. Heath na pewno się martwi.
Wstała nie pewnie spoglądając na ciało. Na samą myśl o tym co zrobiła zaczęło ją mdlić.
- A swoją drogą jak ci smakowała krew prosto od dawcy?
- On nie był dawcą. Pewnie nawet by się nie zgodził na takie coś. Ale mimo to smakowało o wiele lepiej niż to czym karmi mnie Heath – uśmiechnęła się szczerze.
Wszystkie objawy mdłości minęły jak ręką odjął. Gdy patrzyła na niego wiedziała, że on ją rozumie.

sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 5 ...




Witajcie moi kochani. Przepraszam, ze tak długo nie pisałam, ale musiałam pozbierać myśli w jedna sensowną całość. Myślę że było warto czekać? Oceńcie sami :D
Prosze o 5 komentarzy.
Miłego czytania.
______________________________
 

Obudziły  ją promienie słoneczne wpadające przez okno pokoju. Otworzyła oczy i rozejrzała się wokoło. Było to dość dziwne bo nie pamiętała jak znalazła się we własnym łóżku. Przesuwając ręką po miękkiej pościeli nie wiedziała co o tym myśleć. Wydarzenia dnia ubiegłego zbijały się w całość, więc nie mogła z nimi dojść do ładu. Nie chciała marnować tak pięknego dnia bo mimo, iż była wampirem nadal czuła ciepło słońca na swojej skórze. Lubiła to uczucie. Ssanie w żołądku przypomniało jej, że od wczoraj nic nie miała w ustach. Na samą myśl o ciepłej krwi zrobiło jej się przyjemnie. Zostawiłaby poranną toaletę na później, ale co jeśli Dejdar tam był? Na samo wspomnienie wczorajszego ułamka chwil z nim czuła się zażenowana. Szczególnie w sytuacji niewiadomego przetransportowania się do łóżka. Wstając z ulgą stwierdziła, że jest ubrana w to co wczoraj.  

Schodząc na dół słyszała przyciszone głosy dobiegające z kuchni. Stąpała cicho po schodach, jednak to nie wystarczyło. Gdy znalazła się już w kuchni towarzysze rozmawiali o futbolu.
- Dzień dobry – odezwała się promiennie jak gdyby nigdy nic.
- O witaj nasz śpiochu –rzucił wesoło Dejdar.
Tylko Heath był milczący. Popijał swoją ulubioną kawę z mlekiem. Ciągle zastanawiało ją to jak on może czuć smak potraw. Ale może to kwestia pamięci lub przyzwyczajenia. W końcu był dużo od niej starszy. Wyciągnęła z lodówki woreczek krwi i usiadła na krześle.
- Zostawię was – przerwał te niezręczną ciszę Dejdar. – Mam mnóstwo spraw do załatwienia – dodał tonem nie uznającym sprzeciwu, gdy Heath zaczął ostro protestować.
Suri siedziała popijając krew i obserwowała ruch liści za oknem. Była jesień lecz pogoda nadal dopisywała.
- Suri – poczuła lekkie dotknięcie Heath’a  - przepraszam cię za wczoraj. Ja … cóż nie chciałem robić ci krzywdy i żałuję jednak tak było najlepiej dla nas wszystkich.
Czuła, że jej oczy rozszerzają się jak spodki statku kosmicznego. O czym on mówił? Jakiej krzywdy? W gardle miała dławiącą gule. Odłożyła woreczek i skierowała na niego wzrok.
- Jak to krzywdy? Co się stało?
- Więc ja… złamałem ci wczoraj kark byś nie widziała tego co zeszło na ziemię. Nie chciałem ujawniać przedwcześnie twojej mocy.
- Chwila, chwila czegoś tu nie rozumiem.
Siedziała mocno zaciskając palce na blacie stołu. Wszystko było jak w jakimś filmie i to  science fiction.
- Posłuchaj, może to wyda ci się trochę dziwne, ale zostałaś wybrana. Wybrana do walki ze złem. Nie wiadomo jeszcze jakie jest niebezpieczeństwo, ale masz umiejętności, których nie ma żaden wampir. Nawet ci najstarsi. Twoi rodzice, Suri oni nie zginęli w wypadku, zginęli bo walczyli z czymś co ponownie zeszło do naszego świata przez Bramy Wymiaru.
- Co?! To absurd! Moi rodzice nie mieli nic wspólnego z wampirami! Nawet w nie, nie wierzyli !
- I tu się mylisz. Twoja matka była jedną z nas, chroniła ludzi przed tym by nie wiedzieli za dużo w dodatku była czymś na wzór anioła. Była w tym naprawdę skuteczna. A dlatego ty masz w genach to czego nikt inny nie ma.  A ojciec cóż był zwykłym człowiekiem zaplątanym w to wszystko.
- Kłamiesz! Nigdy nie mów tak o moich rodzicach! Miej choć niewielki szacunek dla ciał zmarłych!
- Och ależ mam dla nich wielki szacunek. Gdyby nie oni nie wiedzielibyśmy, że coś zaczyna się znów dziać.
- Nigdy więcej nie mów tak o moich rodzicach! Więc to jest tak, że oni przyczynili się do zlokalizowania tego, a mnie przemieniłeś bym była skuteczną maszyną do zabijania? Przegiąłeś!
- To nie tak. Choć przyznam, że na początku taki miałem zamiar, ale cię poznałem. Już tyle czasu minęło, a ty nadal mi nie ufasz? Suri, kotku jesteś dużo warta i nie chce dla ciebie źle.
- Nie mogę cie już słuchać! – krzyknęła rozgoryczona. Rzuciła w niego woreczkiem i wybiegła z domu trzaskając drzwiami.

Szukaj na tym blogu

Copyright © Z miłości do książek , Blogger