czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 23 ....



Rozdział może trochę dziwny ale kto wie może komuś się spodoba ?  



Suri
Coraz bardziej denerwowała ją ta sytuacja. Nie wiedziała co to oznacza i nie miała nikogo kto by ją zrozumiał. Lucas liczył tylko i wyłącznie na to by mieć z niej korzyści. Jakby była rzeczą, którą można się pobawić i oddać. Była głupią ufając mu. Dejdar. O tak musiała porozmawiać z nim. Tylko jak? Powoli szła korytarzem rozglądając się. Wszystko wydawało się jej takie samo. Nie rozumiała jak można chcieć mieszkać w takim pustym domu. Odwróciła się gwałtownie czując zapach inny od swojego. Rozpoznała go jednak po dłuższym zastanowieniu się.
- Ethan.  – szepnęła. – wyłaź gdziekolwiek jesteś! – warknęła.
Mężczyzna dotknął jej ramienia. Suri zacisnąwszy ręce w pięści odwróciła się. Nie chciała dać po sobie poznać, że lekko ją przeraził.
- A dziewczynka dokąd się wybiera? – zapytał z szyderczym uśmiechem.
- Poszukuję biblioteki. – odparła. Kłamstwa przychodziły jej już znacznie lepiej, a i nie czuła się z tego powodu źle. Bo niby dlaczego przecież to oni są winni temu jak bardzo się zmieniła.  – pokażesz mi ją? – zapytała słodkim głosem.
- Pokazał bym ci wiele ciekawsze rzeczy, ale skoro chcesz bibliotekę proszę bardzo. – ruszył przodem.
- Jakie ciekawsze rzeczy ? – dopytywała się jak małe dziecko. Sprawiało jej przyjemność igranie z nimi. Nie bała się go. Co mógł jej zrobić? Nic gdyż był na łasce i niełasce Lucas’a, a to zobowiązywało.
Nagle przystanął opierając ją o drzwi. Zbliżył usta do jej ucha delikatnie je muskając.
- Na pewno chcesz wiedzieć? – zapytał melodyjnym głosem.
Jej oczy zrobiły się duże. Nie chciała od nowa tego samego przechodzić. Bynajmniej nie z tym potworem. Był bardziej zboczony niż miły. Odepchnęła go z dużą pewnością.
- Nie jednak nie zboczony chłopcze. To tutaj ? – gdy skinął głową nacisnęła klamkę i trzymając drzwi przyjrzała mu się. – nie jesteś w moim typie drogi Ethanie. – zaśmiała się wesoło i zamknęła za sobą drzwi.
Słyszała głośne walnięcie. Z pewnością Ethan i jego pięść dawali upust rządzy.
Biblioteka była duża, a książki sięgały od podłogi do samego sufitu. Były stare, ale kilka z nich miało nowe okładki. Nie wiedziała czego ma szukać. Przecież nie tu chciała się znaleźć. Wspięła się na drabinkę doczepioną do półek i przyglądnęła się książką. Wyciągnęła jedną z nich i zeszła z drabiny. „Jak pokonać zło” głosił tytuł. Już gorzej być nie może – mruknęła sama do siebie i odnalazłszy kanapę usiała na niej. Otworzyła książkę i zaczęła czytać. Teraz wszystko zaczynało do siebie pasować.

środa, 4 czerwca 2014

Rozdział 22 ...

Kolejny rozdział.
Nie pisze za ile następny bo teraz to już ode mnie zależy. 
Szkoda , że coraz mniej komentarzy.
Pozdrawiam. 
___________________



Noc była bezwietrzna, ale dla starego wampira to nie był problem. Bez trudu mógł znaleźć „ochotnika” , z którego mógł się napić. Nie czuł nic. Ani złości, ani rozczarowania. Nic. Stał się obojętny na świat. Martwił się o Suri i dla niej byłby w stanie zrobić wszystko. Jednak w pojedynkę ciężko będzie sprostać pierwotnemu i jego kompanom. Gdyby nie ten cholerny Mark! Wściekłość ogarnęła go do żywego. Jeden wampir, a tyle potrafi namieszać i napsuć krwi człowiekowi. Zemści się. Zemści za Katie i za Suri. Nikt nie będzie bezkarny. Ulice były prawie puste. Tu i ówdzie para wracała z klubu, gdzie indziej kobiety lekkich obyczajów czekały na swoich klientów. Zatrzymał się. A może by tak się zabawić? , mruknął uśmiechając się pod nosem. Lekkim krokiem podszedł do dziewczyny.

- Witaj – powiedział twardym głosem wpatrując się w ciemne oczy dziewczyny. – pozwolisz, że zabiorę cię ze sobą.

Mógł to zrobić bez hipnozy. W końcu nadal był pociągającym młodzieńcem. Lecz hipnoza zawsze sprawiała mu dużo frajdy, z której nigdy nie wyrósł. Dziewczyna bez oporu udała się za nim. Prowadził ją w ciemny zaułek. Tam nie obawiał się nikogo. Nikt o takiej porze nie zapuszcza się w ciemne miejsca. Skąpe odzienie blondynki odsłaniało więcej niż zakrywało. Powoli odgarnął włosy z jej szyi palcem szukając tętnicy.

- A teraz spokojnie dziewczynko to nic strasznego cię nie spotka. – mruknął. Dziewczyna poruszyła się. Była spięta. Patrzył z zamiłowaniem w szyję, a oczy zaczęły okalać zmarszczki.

- Zostaw mnie! – wrzasnęła próbując się uwolnić od niego. Nie pamiętała jak się tu znalazła, ale coraz mniej się jej to podobało.

- Powiedziałem już żebyś się uspokoiła dziecinko.  – warknął.

- Nie mów tak do mnie!

- To jak mam mówić? Kobietka lekkich obyczajów? – zaśmiał się gorzko. Była w takim położeniu, że nie mogła uciec. Jednak nic nie powstrzymało jej przed wymierzeniem mu siarczystego policzka. Głowa poleciała mu w bok lecz mimo to nie poczuł uderzenia. To w zupełności wystarczyło by rozwścieczyć go na dobre. Kły wydłużyły się.

- Nie będziesz się opierać. Oddasz się bez walki i będzie ci dobrze jak nigdy. – znów wpatrywał się w jej oczy.

Nachylił się rozcinając jej skórę i zaczął pić. Gorąca krew uderzyła w jego kubki smakowe. Ogarniała go euforia. Chciał więcej i więcej. Swobodnie przeczesywał zakamarki pamięci dziewczyny. W końcu nabrała imienia. Sonia. Ładnie, lecz niedostatecznie. Ciężkie dzieciństwo, samotność, brak środków do życia. Poczuł jak Sonia słabnie. Przycisnął ją mocno do siebie. Ostatnia nić życia wypaliła się w niej. Naciął swój nadgarstek i przystawił do jej ust. Po kilku chwilach ułożył bezwładne ciało na ziemi.

- To co teraz otrzymałaś będzie dużo gorsze od twojego poprzedniego życia, dziecinko. – zaśmiał się bez krzty współczucia. Nie miał go. Widział znacznie więcej zła, a ta kilkunastoletnia dziewczyna nie obchodziła go ani trochę. Pospiesznie oddalił się.



***



Gdy dotarł do domu już świtało. Salon wyglądał jak pobojowisko, a martwe ciało leżało zsunięte z kanapy. I znów musi sam wszystko ogarnąć. Ale czy też nie sam narobił tego bałaganu? Przerzucił sobie ciało przez ramię i udał się do piwnicy. Ułożył równiutko i skropił benzyną odpalając zapałkę.

- Zachowujesz się jak psychopata – odezwał się damski głos tuż za nim. Podskoczył. Jak mógł nie usłyszeć kroków? Odwrócił się natrafiając na surowe spojrzenie Anie.

- To ty. – odparł z ulgą patrząc na kobietę.

- Niestety tylko ja, ale za to mam dobre wieści. – uśmiechnęła się patrząc na ciało w płomieniach – że też jeszcze ten dom stoi w całości, gdy ty go użytkujesz – zaśmiała się wyraźnie już rozluźniona. Nigdy nie potrafiła długo się na niego gniewać i tym razem nie zamierzała. Ruszyli na górę.

- A więc co to za dobre wieści? – odezwał się gdy siedzieli już w kuchni sącząc lemoniadę. Jemu nie robiło to różnicy i tak nie czuł smaku. Jednak dla Anie zawsze we wszystkim robił wyjątek.

- Wiem gdzie jest Suri i mam plan jaką ją stamtąd wyciągnąć. Wstępne plany już są opracowane, a grupy zrzeszone go tego czekają na sygnał. Musisz jednak się ogarnąć bo twoje nastawienie może wszystko popsuć.
Patrzył na nią szeroko otwartymi oczyma. Wreszcie coś. Wreszcie uda im się uratować te biedną istotkę. Teraz wszystko zależy od niego.

środa, 21 maja 2014

Rozdział 21 ...

Kolejna część , może i tym razem wam się spodoba.
W następnej części dużo więcej ciekawych scen :D
____________________________________



Ciepło rozchodziło się po całym jej ciele, a piana łaskotała ją w brodę. Jakie życie było by proste gdyby mogła zostać w wannie na zawsze. Ciekawe czy Heath rozpoczął jakieś działanie? Czy nadal postępuje zgodnie z planem jaki obrali? Może wszystko się zmieniło. Może nikt nie chce jej odnaleźć i bezpieczniej im bez niej. Na samą myśl poczuła piekące łzy. Zamknęła oczy i starała się głęboko oddychać by odpędzić złe myśli. Może gdy ją zabiją wszystko wróci do normy. Ale jak ma wrócić do jakiejkolwiek normy, gdy światem zawładną wampiry? Zamknęła oczy czując się niewiarygodnie lekką. Oddychała powoli czując jak jej ciało się odpręża. Przeraźliwe zimno przebiegło po jej nagim ciele. Chyba czas wychodzić – pomyślała otwierając oczy. Wrzasnęła. Jej ciało znajdowało się dobrych kilka centymetrów od wanny. Nagły wrzask spowodował, że spadła z głośnym chlup do pozycji pierwotnej. Warknęła czując duszącą pianę w płucach. Co to w ogóle było? Zaskoczenie i przerażenie malowały się na twarzy dziewczyny. Czy to nie dziwne, czy każdy wampir to potrafi? Odurzona nowym doznaniem wyskoczyła z wanny. Niesamowite. Jedno słowo zawierające całą sytuację. Pospiesznie ułożyła włosy, zrobiła lekki makijaż i przebrała się. Jasny top i krótkie spodenki idealnie dopasowały się do zgrabnej sylwetki Suri. Musi z nim porozmawiać. Tylko on będzie wiedział co zrobić. Wybiegła na korytarz i rozejrzała się. Pusto. Tylko jak tam się szło? Podrapała się po głowie i ruszyła pędem przez słabo oświetlony korytarz. Wszystkie drzwi były takie same. Cholera – zaklęła ledwo słyszalnie jednak echo odpowiedziało kilkakrotnie. Zatkała usta dłonią i rozważała. Ostatnio stało tam krzesło. Ale w każdym kącie się ono znajdowało. Westchnęła ciężko.
- Lucas! – wrzasnęła ile tchu. Odruchowo przygryzła wargę zastanawiając się co teraz nastąpi.
Cała ówczesna odwaga ją opuściła. Skuliła się w środku. Czy dobrze zrobiła? Jakiś cień przemknął obok. Mimowolnie podskoczyła.
- Bojaźliwa z ciebie dziewczynka – szepnął tuż nad jej uchem głos. Był miękki i pachniał czymś wspaniałym. Krwią. Na samą myśl o krwi zakręciło jej się w głowie. – uważaj – mruknął podtrzymując ją. – dlaczego mnie szukasz? – zapytał uradowany stając tuż przed nią.
Kipiał z podniecenia.
- Ja.. –wyjąkała – zgłodniałam.
Twarz Suri zmieniła się. Oczy pociemniały, a wokół nich skóra zrobiła się pomarszczona.
- Wyglądasz jak stara babcia – wybuchnął śmiechem. Innym niż zwykle. Pełnym lekkości i swobody. – dobrze już, chodź bo gotowa jesteś mnie zamordować. – uśmiechnął się szeroko pociągając ją za sobą.
Kuchnia była stalowa. Czuć było chłód bijący od mebli. Usiadła na krześle obserwując każdy ruch chłopaka.
- Mam to o co prosiłaś – pomachał woreczkiem napełnionym krwią przed jej twarzą. Przekręcił głowę w bok i uniósł rękę w górę.
- Dawaj – warknęła. Była u kresu wytrzymałości. Głód stawał się z każda chwilą coraz większy.
- Poproś – nie było w nim niczego z sadysty. Uśmiechał się wesoło. Droczył się z nią.
- Jeśli chcesz bym umarła z głodu to jasne czekaj sobie na to, że poproszę. – skrzyżowała ręce na piersi w ramach niemego protestu.
Jak myślała, protest przyniósł rezultat. Lucas wręczył jej do ręki woreczek, a ona łapczywie zaczęła z niego pić. Z każdym łykiem czuła się lepiej, a oczy zaczęły znów wyglądać na jej. Mężczyzna stał oparty o szafki.
- O czym chciałaś pogadać? Bo coś czuje, że nie tylko o jedzenie tu chodzi. – przyglądał się Suri.
Rzuciła w niego pustym woreczkiem i stanęła obok niego.
- Jesteś pewien, że chcesz wiedzieć? – dobry humor powrócił jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i znów mogła żartować.
- Wcześniej czy później i tak mi powiesz – zaśmiał się wesoło i skierował się do wyjścia.
Poszła za nim przyglądając się mu. Gapiła się na jego tył. Na samą myśl o nocy z nim robiło jej się gorąco na policzkach. Westchnęła ni z tęsknoty, ni z rozczarowania swoim zachowaniem.
- Umiesz latać ? – spytała szeptem. Nie chciała by ktokolwiek słyszał.
Bo albo był to jej sekret, albo wyszła by na idiotkę. Nie miała dużo czasu przed przemianą by zgłębić wiedzę na temat wampirów i teraz żałowała tego. Lucas przystanął wpatrując się w nią.
- Ale w jakim sensie? – zapytał patrząc na nią podejrzliwie.  
- No wiesz siedzisz sobie rozmyślasz i nagle bum jesteś wysoko jakby twoje ciało było piórkiem które ktoś dmuchnął do góry.
- Coś jak lewitacja? – dopytywał coraz bardziej tym zaintrygowany.
- Chyba tak. Widziałam takie rzeczy w telewizji. Wiesz magicy i te sprawy, ale czy to się zdarza naprawdę?
- Chodźmy stąd – westchnął i pociągnął ją za sobą.
Biegli w wampirzym tempie. Obraz zmieniał się z każdą chwilą nim oczy zdążyły go uchwycić. Znaleźli się na najwyższym piętrze. Lucas otworzył drzwi i wpuścił ją przodem. Było ciemne i zakurzone. Pewnie nikt nie wchodził tu od lat. Niczym nie przypominało poniszczenia z niższych poziomów.
- Bo nikt nie ma klucza. Uważają go za zaginiony i nic sobie z tego nie robią. Tylko ja wiem jak tu wejść. Nie ważne – odparł widząc pytające spojrzenie Suri. – powiedź mi lepiej jak to możliwe?
- Jak to, jak to możliwe? Myślałam, że każdy wampir potrafi lewitować czy jak to tam nazwałeś. – jej spojrzenie wyjawiało strach. Coś co uważała za niesamowite teraz okazało się dziwne.
- Nie, Suri. Nie wszystkie wampiry tak potrafią. Jedynie te które mają niezwykły dar. Od początku wiedziałem, że jesteś idealna do tego co zamierzam zrobić, ale nie wiedziałem, że aż w takim stopniu.
Teraz wszystko jeszcze bardziej zaczynało się komplikować. Co to oznaczało i jakie będzie miało konsekwencje? Tego nie wiedział nikt.

sobota, 17 maja 2014

Rozdział 2O .....

2O rozdział! :D
Kto nie może doczekać się kolejnej cześci ? - komentuje !! :D
A w 21 rozdziale zaskakujące zwroty akcji , ciekawe odkrycia i wiele więcej :D
Zachcęcam do komentowania :) 
__________________________



Było ciemno. Ciemno i cicho. Zbyt cicho. Przywykł, że cisza nie oznacza niczego dobrego. Ale co złego mogło stać się w domu, w którym i tak stało się aż za wiele? Teoretycznie mogło być jeszcze gorzej. Westchnął. Zamykając za sobą drzwi włączył światło. Elektryczność. Coś co jeszcze kilka wieków temu było by śmieszne teraz było normalne. Było niczym zbawienie od koszmarów. Roześmiał się. Mówił jak wariat. Stary wariat, którym w rzeczy samej był. Po spotkaniu z Anie wybrał się na polowanie. Od dawna nie żywił się żyjącymi ofiarami. Przeważnie byli to dawcy z miejskiego szpitala, ale dziś potrzebował świeżej, płynącej prosto z żyły krwi. Jego siły musiały wzrosnąć by mógł odebrać to co mu zabrano. Znów wybuchnął śmiechem. Tym razem mówił o „swojej malutkiej” Suri jak o rzeczy. Nie była nią! Upomniał się stanowczo w myślach. Po pierwszym od tak długiego czasu kontaktu z krwią zaczął zachowywać się jak psychiczny. Nerwy, strach, cierpienie i krew. Wszystko działało na jego zmysły niczym narkotyk. Włączył muzykę. Z barku wyciągnął butelkę whisky. Nie mógł się upić, ale przecież mógł takiego udawać. Ostre brzmienie heavy metalowego zespołu pobudziły go. Popijając trunek przemierzał dom rozważając swoje położenie. Dzwonek do drzwi. Zwykły śmiertelnik nie usłyszał by go, ale dla Heath’a to było normalne. W mgnieniu oka znalazł się przy drzwiach i trzymając w jednej ręce butelkę otworzył je. Niski gruby mężczyzna, w starej nie modnej koszuli w kratkę patrzył na niego spod okrągłych jak jego twarz okularów.
- Jest trzecia nad ranem czy pan w ogóle zdaje sobie sprawę, że o tej porze się śpi jak na każdego normalnego człowieka przystało?! – wrzeszczał.
- Najmocniej przepraszam. Może wejdzie pan na chwilę do środka? Tak się przynajmniej zrehabilituję. – powiedział miłym aż do przesady głosem.
- Człowieku jest trzecia w nocy nie rób pan z siebie debila!
- Ależ nalegam byś wszedł do mnie. Będzie miło. – patrzył prosto w jego czarne tęczówki. Zahipnotyzował go.
- Niech będzie, ale tylko na chwilę. – odrzekł przeciskając się między Heath’em a futryną.
- Będzie miło. Aż za bardzo. – szepnął zatrzaskując drzwi.
Nalał mężczyźnie whisky do szklanki po czym podał mu ją. Ściszył o kilka kresek muzykę.
- Jak ci na imię? – zagadnął – w końcu jesteśmy sąsiadami. To bez sensu mówić sobie ciągle pan i pan. – wzruszył ramionami widząc zmieszanie na twarzy towarzysza.
- Aleksander – odparł i po chwili wahania wyciągnął do niego dłoń.
- Heath – uścisnął dłoń. – a więc długo tu już mieszkasz Aleksandrze? – zapytał bawiąc się swoim trunkiem.
- O już będzie z dwadzieścia lat. A ty? Od kiedy tu mieszkasz?
- Sporo czasu. Trochę. Nie liczę. Liczysz się społecznie?
-  Czemu pytasz? – odrzekł Aleksander nieco zmieszany bardziej niż na początku.
- Tak po prostu. Zabawimy się Aleksandrze. – znów patrzył prosto w jego oczy. – nie będziesz się opierał. – i szybkim ruchem przywarł do szyi mężczyzny.
Krew smakowała mieszanką posmaku metalicznego z alkoholem. Spokojnie – szeptał w myślach Heath próbując uspokoić swój nowy nabytek. Wystarczyła chwila i zatracił się w tym smaku.
Tego wieczoru było stanowczo za dużo dobrego. Nim się obejrzał mężczyzna leżał nieżywy na jego kolanach.
Wstał. Nie miał ochoty na odpoczynek. To będzie cudowna noc. Zanucił w myślach i zamykając szczelnie drzwi ruszył w noc.
 

niedziela, 4 maja 2014

Rozdział 19 ...

Kochani już 19 rozdział z którego jestem dumna !
Jest dłuższy niż wszystkie i trochę no cóż zobaczycie sami jak zmienia się każda z postaci :D
Dziękuje każdemu z Was za komentarze które bardzo wiele dla mnie znaczą <3
20 rozdział za 10 komentarzy !
Do dzieła !
Miłego czytania
________________________________



- Wiesz, że słyszę twoje myśli, prawda? – zapytał Lucas przysuwając się bliżej niej. – i owszem nic nie wiedział jednak pewnie już doszedł do jakiegoś wniosku. – nawinął kosmyk jej włosów na palec i w zamyśleniu przyglądał mu się.
- To co zrobiłeś było nie w porządku wobec nas wszystkich. Tak czy inaczej nie zgadzam się na żadne choćby najmniejsze utoczenie mojej krwi. Nie obchodzi mnie po co ci ona i tak dalej po prostu nie wyrażam zgody! – odsunęła się od niego przemierzając nadal komnatę.
Zaśmiał się. W sposób arogancki. Śmiał się z niej. Wiedziała o tym jednak nic z tym nie zrobiła. Nie miała już ochoty na słowne potyczki. Wykańczało ją to.
- Widzisz nie musisz się na nic zgadzać gdyż jest to nieuniknione. Nie po to cię tu ściągałem byś sobie żyła w spokoju. Chcę mieć z ciebie pożytek. – w mgnieniu oka znalazł się przy niej przypierając ją do ściany.
W pewnym sensie nadal zadziwiała ją szybkość z jaką poruszają się wampiry. Nie miała jednak jeszcze szansy sprawdzić swoich umiejętności. Ciekawe dzięki komu? Pomyślała specjalnie. Uśmiech na twarzy Lucas’a wskazywał na to, że usłyszał myśli Suri.
- Nadrobisz to… kiedyś. – szepnął do jej ucha.
Jego oddech był zimny, przez co dreszcze przebiegły po jej plecach.
- Nie wygłupiaj się i puść mnie. – jej głos zabrzmiał ochryple i mniej stanowczo niż sobie to wyobrażała.
- Czy naprawdę myślałaś, że potrzebuję tylko twojej krwi? Głupiutka. Jesteś śliczną dziewczynką i aż żal byłby nie skorzystać. – mruknął zsuwając z niej ramiączko bluzki. – jeśli nie będziesz się opierać będzie przyjemnie – wysyczał zaraz po nieudanej próbie kopnięcia go w krocze.
Zmiażdżył ustami jej usta łącząc je w brutalny pocałunek. Nie tak wyobrażała sobie pocałunki. Był stanowczo zbyt nachalny.

***

Przeciągnęła się leniwie. Pod stopami czuła miękkość aksamitnej pościeli. Jak to możliwe, że więzienie na dole i materac zamienił się w łóżko z najlepszą pościelą. To tylko sen. Wymamrotała przekręcając się na drugi bok.
- To nie sen słoneczko. – odparła druga półkula mózgu.
Od kiedy jej półkule rozmawiają? I w dodatku na głos?! Otworzyła szybko oczy. Nie znajdowała się na klatce, ani nawet we własnym łóżku. To był ten pokój. Pokój w którym zniewolił ją nikt inny jak Lucas.
- Nie dotykaj mnie! – wrzasnęła wstając z łóżka i okrywając się kołdrą.
- Och jakoś kilka godzin temu ci to nie przeszkadzało. – odparł śmiejąc się złośliwie.
- Denerwujesz mnie! Ty i ten twój głupkowaty śmiech! Jesteś nie poważny mimo iż twój wiek wskazywał by na to, że powinieneś być. – wybiegła z komnaty zatrzaskując za sobą drzwi. Stała chwilę na korytarzu próbując złapać oddech. Rozglądała się gorączkowo w poszukiwaniu swojego dawnego pokoju. Potrzebowała go. Przecież nie może chodzić nie ubrana. Wzięła głęboki wdech i uchyliła drzwi które chwile wcześniej zatrzasnęła.
- O wróciłaś. - klasnął uradowany w ręce Lucas.
- Chcę się tylko dowiedzieć gdzie jest mój pokój. Potrzebuję hm… chwili spokoju. Pokażesz mi drogę. – zapytała zła na siebie, że znów jest na jego  łasce i nie łasce.
- A potem oskarżysz mnie o molestowanie? Nie wiem czy będę gotów zaryzykować. – wzruszył ramionami zakładając ręce nad głowę. Przyglądał jej się. Lubił Suri może trochę za bardzo zważając na to jaki los ją miał niedługo spotkać, ale ją lubił.
- Nie to nie poradzę sobie sama! – warknęła na nowo zatrzaskując drzwi.
Usiadła na krześle nieopodal okrywając się szczelniej kołdrą. Nienawidziła tego domu. Nienawidziła każdego kto w nim mieszkał, a już szczególnie nienawidziła Lucas’a za te jego głupie miny, śmiech i za wszystko co zrobił i miał zamiar zrobić.
- Lubię kiedy się złościsz. – usłyszała w głowie głos. Podskoczyła rozglądając się gorączkowo wokoło. Gdy wróciła do ułożenia głowy sprzed chwili natknęła się na Lucas’a  opartego o framugę drzwi. Wrzasnęła.
- Hej spokojnie – uniósł ręce w obronnym geście. – to tylko ja.
- I to wystarczy – mruknęła do siebie choć wiedziała, że jego słuch nawet szept zdoła wyłapać z takiej odległości.
- Chodź zaprowadzę cię do twojego pokoju. – wyciągnął do niej rękę.
- Już nie martwisz się o swoją reputację? – ofuknęła się krzyżując ręce na piersiach. Nie ruszyła się ani na milimetr.
- I tak zbyt dobrą sławą się nie cieszę więc co mi tam. – mrugnął do niej. – wolisz siedzieć tu prawie naga tylko dlatego, że jesteś zła na mnie? – uniósł brew do góry przyglądając się jej.
Znów to robił. Znów się na nią gapił. Było coś w nim co mogło by się podobać kobietą. Może te jego blond włosy? Może dobrze zbudowane ciało? Ale nie ją. Ją nie pociągał nawet w najmniejszym stopniu.
- Czyżby? – zapytał znów odgadując jej myśli. Uśmiechał się. Nie arogancko. Nie wrednie. A z dumą wygłoszonego na jego temat – choćby tylko w myślach – komplementu. 
- Jesteś okropny! – westchnęła wstając z miejsca.
- Ale i tak mnie lubisz. – pociągnął ją za rękę i w wampirzym tempie znaleźli się przy jej drzwiach. – mówiłem, że kiedyś to nadrobisz.
- Tak, a więc teraz mogę spokojnie umrzeć. Dzięki za wskazanie drogi. – szepnęła zamykając za sobą drzwi.
Zrzuciła z siebie kołdrę i udała się do łazienki. Długa relaksacyjna kąpiel i pozbycie się resztek tego wampira ze swojego ciała i będzie jak nowo narodzona. No może nie w całkowitym tego słowa znaczeniu.

czwartek, 1 maja 2014

Rozdział 18 ...

Witajcie !
Z racji że już niektórzy nie mogą się doczekać 18 rozdział ! 
Kocham Was ( a szczególnie mojego niecierpliwca Izzie <3 ) 
Kolejny za 10 komentarzy. 
______________________________



Siedziała z podkulonymi nogami. Nie chciała za dużo o tym myśleć, ale nie potrafiła. Czuła się jak w prawdziwym więzieniu. I na co jej przyszło. na wyższym piętrze miała przynajmniej miękkie łóżko, a tutaj – twardy kawałek materaca. W sumie dobre to niż zimna betonowa podłoga. Mężczyzna podający się za Dejdar’a spoglądał na nią co chwilę spod przymrużonych powiek.
- O co ci chodzi? – warknęła nie mogąc dłużej znieść jego wzroku na sobie.
Denerwował ją już od pierwszych słów. No dobrze może nie od początku, jednak od czasu gdy powiedział kim jest. Może kłamał, a może nie. Mimo, że była na niego zła chciała poznać ten sekret.
- Widzisz – odezwał się widząc oczekiwanie w jej oczach. – Heath zadzwonił do mnie i wszystko opowiedział, jednak w dniu spotkania napadnięto mnie. Byłem sam na dziesięciu wampirów. Hej no nie patrz tak jestem silny, ale nie jestem jakimś cudotwórcą. Tak czy inaczej ocknąłem się tutaj. Bez żadnego wyjaśnienia. Nie wiem gdzie jestem, wiem tylko kto za tym stoi. Oni zrobią wszystko by cię mieć, Suri, dosłownie wszystko. – patrzył na nią w taki pewny siebie sposób, że serce podeszło jej do gardła.
- Dlaczego ci to zrobili? – zapytała już nieco łagodniej.
- By znaleźć się jak najbliżej ciebie. Użyli magii do przechwycenia mojej aury. Wiedzieli, że Anie by ich rozpoznała bez kiwnięcia palcem. Tak więc jestem skazany na bycie tutaj.
- Jesteś trochę podobny do tamtego Dejdar’a. Włosy masz krótsze i jaśniejsze oczy, ale to na tyle różnic. – uśmiechnęła się na samo wspomnienie.
- Spodobał ci się tamten co? – zagadnął niczym stary dobry przyjaciel.
- Och przestań! No dobrze może trochę, ale on jest zły i widzisz w co mnie wpakował. – omiotła ręką pomieszczenie.

***

- Pozwolisz mój drogi przyjacielu – szepnął w ciemności jakiś głos. Jak na komendę podskoczyli rozglądając się nerwowo wokoło. Był władczy, nie znoszący sprzeciwu. Lucas. Jakie szczęście, że nie ten który wpakował jej strzałę w serce. – teraz Suri uda się na pogawędkę ze mną. – podciągnął ją do góry stawiając na nogach. Próbowała mu się wyrwać.
- Nie pójdę z tobą zostawiając jego.
- Suri – upomniał ją Dejdar.
- Co Suri, co Suri?! – warknęła – już i tak gorzej być nie może więc po co mam siedzieć cicho? Chce żeby on poszedł z nami, albo ja się stąd nie ruszę. – krzyżując ręce na piersiach zaparła się nogami w beton.
- Czy ty myślisz, że ja mam czas się z tobą użerać? Jesteś u mnie i to ja tu wydaję polecenia.
- Ale ja tu jestem bez własnej zgody więc nic nie muszę! – odcięła mu się.
- Kobiety, wszędzie znajdziecie lukę by ją wykorzystać. Ale nie tym razem. – przerzucił ją sobie przez ramię i wyszedł.
- Teraz już wiem po kim Ethan jest taki.
- Taki znaczy jaki? – zapytał śmiejąc się w duchu. Była niemożliwa, ale to nic. Zmieni się. Wszystkie się zmieniają w jego towarzystwie.
- Dupkowaty. – rzuciła opierając łokcie o jego plecy. – nie wygodnie mi. Daleko jeszcze?
- Nie narzekaj zawsze mogło być gorzej.
Postawił ją mocno na nogi. Zmierzył ją od stóp do głów pocierając w zamyśleniu brodę. Naburmuszyła się.
- No może powiesz mi po co to wszystko? – uniosła pytająco brew ku górze.
Znajdowali się w dużej sypialni. Zasłony były zaciągnięte więc panował tu półmrok. Jej oczy zauważyły jednak ogromne łoże z baldachimem. Wybuchła śmiechem na co Lucas zmarszczył brwi.
- Prawie jak w pałacu. Tylko ta uprzejmość wobec gości no troszkę niezbyt miła. – przechadzała się po pomieszczeniu dotykając każdego elementu wyposażenia. – kto to? – spytała stając przed zdjęciem grupy młodych osób.
- Nie poznajesz? – odparł stając za jej plecami. – Heath, ja, Dejdar, Mark, Anie, Katie i wszyscy którzy kiedyś wiele dla mnie znaczyli, a teraz są przeciwko mnie. Cóż – stwierdził wzruszając ramionami – życie.
Wpatrywała się w zdjęcie jak zahipnotyzowana. Chwyciła zdjęcie i odwróciła się do niego pospiesznie.
- To on! To on był z nami przez te wszystkie dni. Kim on jest? – wpatrywała się w niego palcem wskazując mężczyznę.
- Ach nasz kochany Mark. Zawrócił ci w głowie co? Jak każdej. – westchnął jakby smutnie. – jak on to robi?
Mark. To imię spoczęło na niej niczym głaz. A więc została oszukana. A Heath pewnie o tym nawet nic nie wiedział.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział 17 ...

Witajcie!
Już końcówka Świąt , a z racji , że mam już 10 komentarzy postanowiłam opublikować kolejną część.
Dziękuje wszystkim za czynny udział w komentowaniu i dodawaniu motywacji do dalszego pisania bo to różnie bywa.
Jesteście cudowni !
Kolejny rozdział za 1o komentarzy.
Pozdrawiam. 
________________________________________



Heath wracał właśnie ze spotkania z Lucas’em miał dziwne przeczucie jednak zignorował go. Co mogło się stać? Przecież Suri była pod dobrą opieką, a Lucas był większość czasu z nim. Wszedł do domu po wysokich stopniach schodów. Zapach który uderzył go w nos tuż po otwarciu drzwi nasilił panikę.
- Halo! Dejdar? Suri? – rozglądnął się po holu. Dom wyglądał jakby przeszedł przez niego huragan. – Co u diabła?! – podniósł głos próbując opanować drżenie dłoni. Nidy tak się  nie czuł, ale i sytuacja była inna.
Obszedł cały dom, lecz nigdzie nie znalazł śladów towarzyszy. Coś musiało się stać – pomyślał wchodząc do brudnego salonu. Ściągnął kartkę przyczepioną do ekranu telewizora.
Uważaj na siebie. Licho nie śpi. Możesz być kolejny, więc radzę współpracować. Ot taka mała ‘przyjacielska’ rada.
D.”
Co to wszystko miało znaczyć? Zmiął kartkę ciskając nią przed siebie. Wyciągnąwszy telefon wybrał numer Dejdar’a.
- No odbierz ten cholerny telefon  - warknął do słuchawki po czwartym już sygnale. Zaraz ich rozłączy, ale jeśli trzeba będzie, zadzwoni i nawet setki razy. Tu chodziło o Suri! Nie mógł pozwolić by coś jej się stało. Nie chciał by użyli jej jako lodówki z krwią by tworzyć w mgnieniu oka wampiry. Chciał ją chronić przed wszystkimi. Uwielbiał ją w każdy sposób.
- Tak kuzynku? – odparł melodyjny głos w słuchawce. Za nic nie przypominał głosu Dejdar’a. Był ostrzejszy i bardziej władczy.
- Nie wygłupiaj się. Gdzie jesteście i najważniejsze co się stało?
- Wyjechałem na hm…. wakacje, a Suri? cóż dziewczyna ma się chyba dobrze tam gdzie trafiła. Swoją drogą jesteś bardzo naiwny i to niestety wada.
- Jak to chyba i jak to tam gdzie trafiła?! Coś ty narobił?!
- Ja? Nic. To ty zostawiłeś cenny skarb pod opieką cóż jestem odpowiednią osobą, ale nie dla was. Więc nie miej do mnie pretensji. A tak poza tym to zdjęcia naszej dziewczyny mógłbyś już dawno wyrzucić. Trzymaj się kuzynku.
- Mark. – odparł czując jak ciężar w jego piersi się powiększa. Jak mógł nie rozpoznać mężczyzny z którym się wychował, który go oszukał i zniszczył to co kochał.
To nie możliwe by to był on, ale czy na pewno? Nie ociągając się ani chwili dłużej wsiadł do samochodu i pojechał do sklepu Anie.
- Och mój drogi. Właśnie się do ciebie wybierałam. – kobieta rozejrzała się szukając wzrokiem Suri. – czy coś się stało? – spytała odkładając na stolik słoik pełen zielonej mazi.
- Tak! Dejdar w cale nie jest Dejdar’em, Suri jest nie wiadomo gdzie i obawiam się, że mamy coraz mniej czasu, więc jeśli wiesz coś co by nam mogło pomóc to mów, Anie mów bo to się staje nie do zniesienia! – wykrzyczał z siebie jednym tchem opadając na fotel. – Jak mogłem być tak głupi i zaufać mężczyźnie którego nie widziałem prawie sto lat. Czas na nas działa i myślałem, że Dejdar właśnie tak się zmienił.
- To nie możliwe! Nic nie wyczułam. Żadnej złej auty, nic! Wszystkich nas oszukał. Wiesz coś więcej?
- O nim? Trzymaj się mocno. To Mark! – wsunął ręce we włosy ciągnąc je niemiłosiernie we wszystkie strony.
- To dodatkowe cierpienie dla ciebie. Ale nie myśl teraz o nim. Trzeba skupić się na ratowaniu dziewczyny. Masz jakieś jej rzeczy?
- Mam jedynie zdjęcie. – wyciągnął z portfela zdjęcie które przedstawiało jego i Suri tuż po jej przemianie. Uparła się w tedy by mieć pamiątkę z pierwszego „wampirzego” dnia.
- Przesłodka. – westchnęła ciężko Anie rozstawiając w kręgu cztery świece oraz księgę swoich zaklęć.
Wiedział, że nienależny jej przeszkadzać. Ułożył więc zdjęcie obok księgi i wycofał się na zaplecze oglądając wystawę.
Zadręczał się myślami. Mógł uchronić Suri, gdyby wiedział. Ale nie wiedział! I to go najbardziej denerwowało.  Czuł się winny mimo, iż nie powinien.
- Chyba wiem gdzie ona jest. – Oznajmiła Anie wychodząc pół godziny później ze swojego osobnego pokoju.

Szukaj na tym blogu

Copyright © Z miłości do książek , Blogger